45 lat temu miał miejsce eksperyment z jesiennymi feriami w szkołach. Nigdy więcej go już nie powtórzono

Czytaj dalej
Fot. Ilustrowany Kurier Polski
Krzysztof Błażejewski

45 lat temu miał miejsce eksperyment z jesiennymi feriami w szkołach. Nigdy więcej go już nie powtórzono

Krzysztof Błażejewski

W ramach „edukacji obywatelskiej” w PRL-u wymyślono dodatkowe ferie szkolne. Starsi uczniowie mieli pracować w PGR-ach, młodsi chodzić np. do muzeów.

W pierwszym okresie dekady Edwarda Gierka zaczęto forsować w szkołach ideę tzw. edukacji obywatelskiej. Stąd w późniejszych klasach podstawówki pojawiły się tzw. lekcje zawodoznawcze, uczniowie chodzili do zakładów pracy, do instytucji i urzędów by „zwiększać swoje wyrobienie społeczno-polityczne”. To wówczas padł pomysł, by wesprzeć borykające się z brakiem rąk do pracy PGR-y najtańszą siłą roboczą, czyli uczniami szkół.

Społecznie użyteczne

W 1973 roku zapadła decyzja, by w następnym roku szkolnym, 1974/75, wprowadzić dodatkowe jesienne ferie szkolne, które poświęcone byłyby wszechstronnej „edukacji obywatelskiej”. Tydzień wolnego (później skrócono ten czas do tylko czterech dni) nie miał być jednak zwolnieniem od przychodzenia do szkoły, bowiem w tym czasie uczniowie mieli mieć różnego rodzaju zajęcia i prace społecznie użyteczne.

Ferie mają służyć oderwaniu młodzieży od codziennych zajęć lekcyjnych, a co za tym idzie - relaksowi i odprężeniu psychicznemu.

Jesienne ferie - pisano w zaleceniach kuratorum bydgoskiego - mają służyć oderwaniu młodzieży od codziennych zajęć lekcyjnych, a co za tym idzie - relaksowi i odprężeniu psychicznemu.

Obowiązkowe POW

Teoretycznie czas ferii mieścić się miał w okresie pomiędzy 14 do 26 października 1974 roku, ale kuratoriom pozostawiono wolną rękę co do dokładnego terminu. Wiele szkół, zwłaszcza na terenach wiejskich, dostosowało czas przerwy do okresu natężonych prac przy wykopkach ziemniaków. W Bydgoszczy szkoły także otrzymały swobodę co do terminu dodatkowych ferii, większość placówek zdecydowało się zorganizować je na przełomie września i października.

W bydgoskich szkołach organizowano zbiorowe zwiedzanie muzeów, przede wszystkim dotyczyło to Muzeum Tradycji Pomorskiego Okręgu Wojskowego.

Oprócz wyjazdów młodzieży na wykopki do pobliskich PGR-ów (najczęściej do PGR Wojnowo), w bydgoskich szkołach organizowano zbiorowe zwiedzanie muzeów, przede wszystkim dotyczyło to Muzeum Tradycji Pomorskiego Okręgu Wojskowego. Zwiedzano także wystawy w Galerii BWA.
W Szkole Podstawowej nr 24 w tym czasie odbyło się spotkanie uczniów młodszych klas z inspektorem ruchu drogowego Milicji Obywatelskiej, który instruował, jak poruszać się po drogach. Dzieci wystąpiły też na akademii zorganizowanej przez koło ZBOWiD.

Dwa plus dwa

W kolejnych dniach jesiennych ferii uczniowie zajmowali się m.in. wspólnie z pracownikami Zieleni Miejskiej sadzeniem drzew i krzewów na rondzie Grunwaldzkim, a także wykonywaniem prac porządkowych na terenie szkoły i w jej najbliższym otoczeniu. Nic dziwnego, że taki sposób organizacji dni wolnych spotkał się z powszechną krytyką. W wielu szkołach, gdzie nie udało się zaplanować sensownych zajęć aż na cztery dni, czas ferii podzielono, dając uczniom dwa dni ferii w jednym tygodniu i dwa w następnym.
Eksperyment okazał się nieudany. Nigdy więcej do niego nie powrócono.

Krzysztof Błażejewski

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

jar_wo

To nie był eksperyment PRLu.
Ferie tzw. kartoflane były dobrze znane w szkołach wiejskich w okresie międzywojennym, a potem przez kilka dobrych lat zaraz po wojnie i ponownie od lat późnych 60-tych do bodaj 1978 roku
Wprowadzono je już w II RP gdy zauważono, że w szkołach wiejskich w okresie ziemniaczanych wykopków zatrzymywane do prac w polu przez rodziców dzieci masowo nie przychodziły do szkół. Ruchomy termin związany był najzwyczajniej z pogodą - ogłaszano je w szkołach, gdy aura pozwalała na rozpoczęcie prac polowych. W ten sposób uczniowie wiejscy mieli więcej wolnego od szkoły niż uczniowie z miast, co było przedmiotem krytyki takiego systemu ze strony mieszczuchów ale i opóźnień w realizacji programu szkolnego w szkołach wiejskich. Ten powód, jak i rosnąca ilość wypadków polowych z udziałem dzieci przy szybko postępunącej mechanizacji wsi w okresie gierkowskim, wreszcie pochodzenie Edwarda Gierka z kultury zachodniej (był śląskim reemigrantem do Polski z Belgii) i uznanie, że podstawowym obowiązkiem i przyszłością ucznia jednak jest nauka, sprawiło, że jesienne szkolne ferie kartoflane na wsi przeszły do historii –mimo postulatów ich reaktywacji że strony środowisk chłopskich jeszcze w latach 80-tych.

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.