Adam Bielan: Wielu wybitnych polityków przekonało się o mściwości Donalda Tuska

Czytaj dalej
Fot. Bartek Syta
Dorota Kowalska

Adam Bielan: Wielu wybitnych polityków przekonało się o mściwości Donalda Tuska

Dorota Kowalska

O kulisach wystawienia kandydatury Jacka Saryusz-Wolskiego na szefa Rady Europejskiej, o Donaldzie Tusku i sytuacji Unii Europejskiej mówi Adam Bielan, senator Prawa i Sprawiedliwości, wieloletni eurodeputowany.

Panie Senatorze, kto w Prawie i Sprawiedliwości wpadł na pomysł wystawienia kandydatury Jacka Saryusz-Wolskiego na szefa Rady Europejskiej?
Myślę, że to nie jest istotne, ważne, że to było dobre dla Polski. Już w październiku ubiegłego roku takie rozwiązanie sugerował Jarosław Gowin, nie jest to więc decyzja „z ostatniej chwili” czy kandydatura „z kapelusza”, jak mówią złośliwi. Jeżeli mamy w Polsce osobę tak znakomicie przygotowaną do objęcia wysokiego europejskiego stanowiska, to wręcz niewybaczalnym błędem byłoby jej nie zagospodarować. Tym bardziej że wiedzieliśmy, że musimy znaleźć kandydata reprezentującego tę samą rodzinę partii europejskich, z której pochodzi obecny przewodniczący Donald Tusk, czyli Europejską Partię Ludową. Jacek Saryusz-Wolski jest, to znaczy był do poniedziałku, najwyżej postawionym polskim politykiem Europejskiej Partii Ludowej, bo był jej wiceprzewodniczącym przez wiele, wiele lat. Niestety, z rozkazu Donalda Tuska Grzegorz Schetyna doprowadził do jego wykluczenia.

Dobrze, że Pan zaznaczył „do poniedziałku”, bo Jacek Saryusz-Wolski już nie jest członkiem Europejskiej Partii Ludowej.
Jak powiedziałem, został zmuszony do odejścia w wyniku zakulisowych działań Donalda Tuska, w ramach jego zemsty. Natomiast niewątpliwie zna wszystkich w Europejskiej Partii Ludowej, wprowadzał do tej partii Platformę Obywatelską, to on przedstawiał Donalda Tuska liderom europejskim, uczestniczył we wszystkich szczytach Europejskiej Partii Ludowej, które poprzedzają szczyty unijne, więc doskonale zna zarówno obecnych, jak i poprzednich członków Rady Europejskiej. Ale przede wszystkim najważniejszym dla nas kryterium jest sama postać Jacka Saryusz-Wolskiego. Częstokroć się nie zgadzaliśmy, ale pracując z nim 10 lat w Parlamencie Europejskim, nigdy nie miałem poczucia, że kieruje nim jakiś własny interes. Nigdy nie odniosłem wrażenia, że dla osobistej kariery w instytucjach unijnych będzie poświęcał interesy Polski czy, jak większość posłów Platformy, milczał w istotnych sprawach, kiedy są dyskutowane bardzo szkodliwe dla Polski projekty, jak choćby Nord Stream 1 czy Nord Stream 2.

Dlaczego mówi Pan o zemście Donalda Tuska? Przecież był Pan wiele lat europosłem i doskonale wie, że jeśli ktoś, jak Jacek Saryusz-Wolski, przestaje być członkiem Platformy Obywatelskiej, to automatycznie przestaje być członkiem Europejskiej Partii Ludowej.
To absolutna bzdura! Ja przestałem być członkiem Prawa i Sprawiedliwości, ale pozostałem we władzach Europejskich Konserwatystów i Reformatorów i nigdy nie odczułem, by ktoś chciał mnie tych funkcji pozbawiać. Ale nawet jeśli przyjąć taki tok myślenia, choć, jak mówię, ma on niewiele wspólnego z prawdą, to usunięcie Jacka Saryusz-Wolskiego z szeregów Platformy zaledwie godzinę po tym, jak został polskim kandydatem na szefa Rady Europejskiej, jest również zemstą Donalda Tuska. To dowód jego małostkowości i właśnie mściwości. Przekonało się o tym już wielu wybitnych polityków: Zyta Gilowska, Maciej Płażyński, Zbigniew Religa, Andrzej Olechowski, Paweł Piskorski. Cmentarz polskich polityków jest pełen grobów ludzi, którzy się przekonali o mściwości Tuska. Powtórzę, rozkaz wyrzucenia Saryusz-Wolskiego z PO wydał Grzegorzowi Schetynie Donald Tusk. Świadczy o tym właśnie ekspresowe tempo, w jakim dokonano tej politycznej egzekucji, bez dyskusji nad sytuacją, godzinę po ogłoszeniu polskiej kandydatury, w spokojne sobotnie popołudnie.

Długo namawialiście Jacka Saryusz-Wolskiego, żeby został polskim kandydatem na szefa Rady Europejskiej?
Zmusza mnie pani do ujawnienia szczegółów kuchni politycznej, czego robić nie mogę, bo byłbym nielojalny wobec naszych partnerów. Mogę natomiast powiedzieć, że to nie była łatwa osobista decyzja dla Jacka Saryusz-Wolskiego. Z pewnością musiał się spodziewać licznych ataków na swoją osobę, chociaż chciałbym jasno powiedzieć, że takiej wścieklizny, takiego hejtu, takiego odsądzania od czci i wiary swojego wieloletniego lidera ze strony polityków Platformy ja się nie spodziewałem. Jacek Saryusz-Wolski to nie jest jakiś tam poseł, któremu udało się „załapać” na listę wyborczą. To człowiek, który przez wiele lat był szefem delegacji PO w Parlamencie Europejskim, tworzył i spajał jej politykę na forum tej instytucji, wprowadzał PO na salony, bo kiedy wchodziliśmy do UE, partia ta była w Europie szerzej nieznana. Platforma w sprawach europejskich bardzo wiele Saryusz-Wolskiemu zawdzięcza. I jeżeli w tej chwili tak bardzo atakuje człowieka, który nie przeszedł przecież do innej partii, a jedynie postanowił kandydować na jedno z kluczowych unijnych stanowisk - to dla mnie jest kuriozalne. Jestem absolutnie przekonany, że to była najlepsza kandydatura dla Polski z tych powodów, o których mówiłem wcześniej - Saryusz-Wolski udowodnił, że przedkłada interes Polski ponad własny interes czy interes własnej formacji. To była kandydatura dobra także dla Unii Europejskiej, bo Jacek Saryusz-Wolski, w przeciwieństwie do Tuska, ma od lat przemyślaną, spójną wizję tego, w jaki sposób Unia powinna się rozwijać. Wie również doskonale, jak wyjść z tego bezprecedensowego kryzysu, w jakim się znalazła w ostatnim czasie.

Wie Pan, trochę mnie Pan zadziwia! Tyle lat w polityce, a jakaś dziwna naiwność bije z tego, co Pan mówi. Wyobrażam sobie odwrotną sytuację, zupełnie hipotetyczną, kiedy to Jarosław Kaczyński jest szefem Rady Europejskiej, w Polsce rządzi Platforma i Donald Tusk namawia jakiegoś polityka PiS, aby został kontrkandydatem prezesa Kaczyńskiego. Na pewno wszyscy poklepywalibyście po plecach tego zuchwałego! Pan się naprawdę temu zszokowaniu polityków PO dziwi?
Oczywiście. Po pierwsze, odwrotna sytuacja nie mogłaby mieć miejsca. Udowodniliśmy przez wszystkie lata naszego członkostwa w Unii, że w tych wszystkich grach partyjnych - mówię o PiS, o prawicy - zawsze przedkładamy interes Polski, czego niestety nie można mówić o politykach Platformy, i podam pani dwa dobrze znane przykłady. 2004 r. - wchodzimy do Unii, następuje wybór przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, zgłasza się świętej pamięci Bronisław Geremek jako kandydat liberałów, Partii Demokratycznej, a socjaliści zgłaszają Hiszpana Josepa Borrella. Co robi Prawo i Sprawiedliwość? PiS ogłasza, że będzie głosować na Polaka. Namawia całą swoją frakcję Unię na rzecz Europy Narodów, żeby poprzeć Geremka. Namawia zresztą skutecznie, bowiem cała frakcja głosuje za Geremkiem. Co robi Platforma? Platforma mówi: „Nasza Europejska Partia Ludowa zawarła porozumienie z socjalistami, w wyniku którego na pierwsze dwa i pół roku szefem Parlamentu ma być socjalista, więc my poprzemy Hiszpana, hiszpańskiego socjalistę”. I dopiero kilkutygodniowa, wielka kampania w mediach, którą zorganizowaliśmy, zmusza Donalda Tuska, żeby z zaciśniętymi zębami zagłosować na polskiego polityka. Oczywiście miał z nim na pieńku, bo zmierzył się z Geremkiem cztery lata wcześniej w wewnętrznych wyborach na szefa Unii Wolności i przegrał, a - jak wiemy - Donald Tusk, jeśli z kimś przegra w jakiejś rozgrywce wewnętrznej, to pamięta mu to do końca życia. Wtedy jednak zmusiliśmy go do zagłosowania na Geremka, ale po ciężkich bojach. I drugi przykład, bardzo ważny z punktu widzenia dyskusji, którą w tej chwili toczymy, czyli dotyczący już pana Jacka Saryusz-Wolskiego. Najważniejsza komisja w Parlamencie Europejskim to Komisja Spraw Zagranicznych. W 2007 r., po dwuipółletnim pobycie w europarlamencie, Polak miał szansę stanąć na jego czele. Ale czego się dowiedzieliśmy? Okazało się, że Donald Tusk w wyniku porozumienia z kanclerz Angelą Merkel postanowił na jej życzenie poprzeć Niemca, mimo że Polsce z rozdzielnika ta komisja wówczas przypadała. I znowu wielka akcja europosłów Prawa i Sprawiedliwości w mediach zmusiła Tuska po kilku tygodniach do wycofania się ze swojego stanowiska i poparcia Polaka. To kuriozalne, że Tusk był gotów popierać obcokrajowca przeciwko członkowi własnej partii! Więc jeżeli dzisiaj słyszę od polityków PO, że należy poprzeć Polaka, to pytam, gdzie byliście przez ostatnich 12 lat? Gdzie byliście w zeszłym roku, kiedy wasi posłowie głosowali przeciwko Januszowi Wojciechowskiemu i złamali tę niepisaną zasadę, której żadna partia wcześniej nie złamała, żeby wspierać Polaków ponad podziałami partyjnymi? Gdzie byliście, kiedy pod koniec ubiegłego roku wasi europosłowie organizowali w ramach Europejskiej Partii Ludowej kampanię przeciwko Ryszardowi Czarneckiemu, kandydującemu na wiceprzewodniczącego PE?

Co obiecaliście Jackowi Saryusz-Wolskiemu? Podobno nie chciał teki ministra spraw zagranicznych, chce ponoć zostać komisarzem unijnym po następnych wyborach?
(śmiech) Teraz mnie pani rozbawiła. Trzeba nie znać Jacka Saryusz-Wolskiego, żeby w ogóle snuć takie rozważania. Powtórzę raz jeszcze: to jest polityk, który już dawno mógłby objąć bardzo ważne stanowisko, od dawna byłby komisarzem europejskim, gdyby nie to, że często w kuluarach mówi to, co myśli. Jasno artykułuje swoje stanowisko, gdy widzi na przykład, że jego lider prowadzi politykę, która nie jest dobra dla naszego kraju. Nie jest to skądinąd zła cecha, pozwala bowiem budować wzajemne relacje w świecie dyplomatów, z tego powodu jednak nigdy nie cieszył się sympatią Tuska. To polityk, który nigdy nie zabiegał o stanowiska i stąd we własnej partii miał wiele kłopotów. Ja osobiście dziwię się, że mając do dyspozycji takiego gracza jak Saryusz-Wolski, w 2014 r. Platforma zgłosiła jako kandydata na szefa RE Donalda Tuska.

Politycy Platformy, którzy pewnie trochę lepiej niż my orientują się w sytuacji PO, twierdzą, że to właśnie rewanż Saryusz-Wolskiego na Tusku za to, że nie zrobił go komisarzem unijnym, tylko postawił na Bieńkowską.
Politycy PO powinni czuć zażenowanie, że ich partia choćby na to stanowisko wysunęła panią Bieńkowską, a nie Jacka Saryusz-Wolskiego. Ja rozumiem te wypowiedzi jako w pewnym sensie właśnie przyznanie się do błędu. Jeśli pani pyta, czy coś mnie dziwi, to dziwię się, że w PO panują takie stosunki, tak brutalne nastawienie i agresja przeciwko człowiekowi, któremu PO tyle zawdzięcza, który - jak mówiłem - wprowadził Platformę na europejskie salony i zbudował ją w Brukseli. Nie zrobił tego przecież Donald Tusk, dukając po angielsku.

Platforma w sprawach europejskich bardzo wiele Saryusz-Wolskiemu zawdzięcza. I jeżeli w tej chwili tak bardzo atakuje człowieka, który nie przeszedł przecież do innej partii, a jedynie postanowił kandydować na jedno z kluczowych unijnych stanowisk - to dla mnie jest kuriozalne.

Ależ Pan złośliwy!
Przepraszam bardzo, ale na szczeblu unijnym, w Brukseli, w ogóle w dyplomacji, znajomość języków obcych jest niezwykle istotna i pan Saryusz-Wolski biegle włada kilkoma.

Może dlatego minister Ziobro tak zawzięcie uczył się angielskiego, zresztą za namową samego prezesa Kaczyńskiego.
Z tą różnicą, że Zbigniew Ziobro jednak się angielskiego nauczył. Ale przede wszystkim Zbigniew Ziobro, w przeciwieństwie do Tuska, nigdy nie zgłaszał aspiracji do kandydowania na kluczowe unijne stanowiska i nie pełni żadnych funkcji w Unii Europejskiej.

Donald Tusk też się angielskiego nauczył.
I poświęcił na to niemal połowę swojej kadencji. Ja nie mówię tego złośliwie pod adresem Donalda Tuska, uwypuklam tylko przewagę i chwalę Saryusz-Wolskiego, pamiętając, że to on wprowadził Platformę do Europejskiej Partii Ludowej. I dzisiaj ci wszyscy młodzi gniewni politycy Platformy, których nie było jeszcze wówczas w polityce, powinni się ugryźć w język i dwa razy zastanowić, zanim bezceremonialnie obrzucą go, w taki rutynowy dla nich sposób, błotem.

Dlaczego zgłosiliście kandydaturę Jacka Saryusz-Wolskiego tak późno? Gdyby zgłosić ją dwa, trzy tygodnie przed szczytem, może szanse na jej przepchnięcie byłyby większe?
Tego typu decyzje na forum Unii zawsze zapadają w ostatnim momencie. Przypomnę, jak dwa i pół roku temu Tusk uparcie zapewniał Polaków, że nigdzie się nie wybiera, co w rzeczywistości okazało się kolejnym jego kłamstwem. Prowadził swoją kampanię bardzo długo, ale oficjalnie zaprzeczał, by był kandydatem na stanowisko szefa Rady Europejskiej. Kandydatura Van Rompuya, poprzednika Tuska, została ustalona w rozmowie Angeli Merkel i Nicolasa Sarkozy’ego na kilka dni przed szczytem. Bruksela ma już niestety, choć bardzo nad tym ubolewam, taką osobliwą tradycję podejmowania decyzji personalnych w ostatniej chwili. Jest to niedobra praktyka, gdyż w mojej opinii to jedna z istotniejszych przyczyn kryzysu zaufania do instytucji unijnych. Zgadzam się, że takie stanowiska powinny być obsadzane w sposób bardziej transparentny, zrozumiały dla obywateli, powinny toczyć się kampanie, tak aby wyborcy wiedzieli, kto faktycznie rządzi w UE, może wtedy mieliby do niej większe zaufanie. Dziś tak naprawdę bardzo wiele osób nie rozumie, z czym wiąże się stanowisko szefa Rady Europejskiej. Proszę się zastanowić, jakie korzyści dla pani osobiście wynikają ze sprawowania tej funkcji przez Donalda Tuska.

Dwa i pół roku temu Prawo i Sprawiedliwość poparło kandydaturę Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. Co takiego się stało przez ten czas, że jesteście tak bardzo przeciwni tej kandydaturze?
Zauważyłem, że dyskutując od kilku tygodni nad tym, czy Donald Tusk powinien pozostać na stanowisku, komentatorzy uciekają od prezentowania swoistego bilansu jego kończącej się kadencji. A przecież przed każdymi wyborami na kolejną kadencję takie podsumowania to norma. I już sam ten fakt świadczy o pewnym braku dokonań. Mówiąc najkrócej - Tusk na poziomie europejskim się nie sprawdził. Unia przez te dwa i pół roku przeszła przez największy kryzys od początku swojego istnienia. Nigdy dotąd w historii UE ani instytucji ją poprzedzających żadne państwo z niej nie wystąpiło. Do takiej sytuacji doszło pod rządami Donalda Tuska. Brexit, czyli wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, bardzo poważnie obciąża również jego konto. Nie jest rzecz jasna jedynym „winowajcą”, ten proces jest dosyć złożony, niemniej faktem pozostaje, że był on głównym negocjatorem porozumienia, które Brytyjczycy w referendum odrzucili. Dalej kryzys migracyjny…

Czyli po staremu - wina Tuska!
Teraz to pani jest złośliwa. Tusk przez pierwszy rok swojej kadencji był zupełnie nieaktywny, niewidoczny - krytykowała go cała prasa europejska. Żaden liczący się europejski dziennikarz nie mógł się dobić do niego z prośbą o wywiad. A kolejny rok to kryzys związany z emigrantami i Brexitem. Proszę zresztą zauważyć, Tusk nie przedstawił do tej pory żadnej wizji przyszłości, żadnego programu, poza napisaniem bardzo kontrowersyjnego listu, w którym skupił się na atakowaniu nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, co jest posunięciem mało dyplomatycznym. Od polityka na takim stanowisku wymaga się jednak dużych umiejętności dyplomatycznych, umiejętności budowania relacji, szczególnie ze strategicznymi partnerami. Wracając do poprzedniego wątku, Tusk nie przedstawił żadnej wizji rozwiązania kryzysów, które teraz trawią Unię Europejską. To zresztą typowe dla Tuska, znamy to z jego zachowania w Polsce, konformizm polegający na tym, żeby nikomu się nie narazić, patrzeć na sondaże i skupić się na reelekcji. Ale Donald Tusk zawiódł przede wszystkim, jeśli chodzi o nasze narodowe interesy. Kiedy był wybierany, Platforma przekonywała, że to dla nas zaszczyt, który można porównać z wyborem Karola Wojtyły na Ojca Świętego. Tymczasem nie widzę żadnej ważnej sprawy dla Polski, w której Tusk przesądziłby o jakimś korzystnym dla nas rozwiązaniu. Spójrzmy choćby na kwestie energetyczne: Nord Stream 1, Nord Stream 2, podobno ma świetne relacje z kanclerz Angelą Merkel, to ona go zrobiła przewodniczącym Rady, dlaczego więc tego nie wykorzystuje w takiej sprawie? Ano dlatego, że nie chce jej się narazić. Kwestia polityki zagranicznej. Nie było Tuska, kiedy UE angażowała się w negocjacje z Rosją w sprawie Ukrainy, a powinien być, ponieważ wespół z panią Federicą Mogherini reprezentuje Unię Europejską na zewnątrz. Nie robi tego kanclerz Niemiec ani prezydent Francji, ale szef Rady Europejskiej. Więc w sprawach ważnych, istotnych dla Polski, Tuska nie było, polski rząd nie mógł na niego liczyć. I na koniec, bardzo ważny argument, kluczowy, rozstrzygający: złamanie przez Donalda Tuska świętej zasady dla wysoko postawionych urzędników brukselskich - neutralności politycznej, w szczególności neutralności politycznej w stosunku do kraju, z którego pochodzą. Donald Tusk bardzo mocno ingerował w wewnętrzne sprawy Polski, w bieżący konflikt polityczny w Polsce. Proszę zauważyć, Tusk nigdy nie wypowiadał się w kwestii sporów politycznych w poszczególnych krajach unijnych, z wyjątkiem Polski. A przecież takich konfliktów jest sporo. Czy pamięta pani, żeby Tusk pojechał do Grecji i wspierał opozycję grecką? Pamięta pani, żeby pojechał do Niemiec i wsparł opozycję w stosunku do Angeli Merkel? Nie, on tylko przyjeżdżał do Polski albo twittował i wspierał totalną opozycję wobec rządu Beaty Szydło. To jest w ogóle kuriozum, że w kluczowych dla Polski sprawach uciekał się do politycznej neutralności, a w stosunku do polskich spraw wewnętrznych tę rzeczoną neutralność łamał. I teraz wszyscy zastanawiają się, dlaczego ten rząd, który Tusk od początku i systematycznie zwalczał, go nie wspiera. I ostatni argument…

Tak?
Donald Tusk nigdy polskiego rządu nie poprosił o poparcie. O nic takiego nie zabiegał. Polityka funkcjonuje w ten sposób, że jeśli ktoś stara się o poparcie, czy to wyborców, czy jakichś innych elektorów, to zwraca się z prośbą o jego udzielenie i przedstawia swoją wizję. Przekonuje, dlaczego dana osoba czy decydent ma go poprzeć. Tusk nigdy tego nie zrobił, nie chwycił za telefon, nie mówiąc już o przyjeździe do Warszawy i spotkaniu z rządem. Mógł przecież powiedzieć: „Pani premier, chcę kandydować na kolejną kadencję, mam taką a taką wizję UE, liczę na to, że będziemy dobrze współpracować. To są moje pomysły na obecność Polski w UE. Bardzo proszę o ich rozważenie i poparcie mojej kandydatury”. Nigdy czegoś takiego nie było.

Braliście pod uwagę taką sytuację, że wysuwając kandydaturę Jacka Saryusz-Wolskiego, sprawicie, że żaden z Polaków nie będzie szefem Rady Europejskiej? Że zostanie nim przedstawiciel innego unijnego kraju?
Dla nas najistotniejsze jest, aby polski interes narodowy był jak najlepiej reprezentowany na forum unijnym i żeby Unia jak najszybciej wyszła z kryzysu, w jakim się obecnie znajduje, a który na razie się pogłębia. Jestem przekonany, że Jacek Saryusz-Wolski był najlepszą odpowiedzią na te wyzwania.

Nie boi się Pan, że działanie polskiego rządu jest zupełnie niezrozumiałe dla pozostałych członków UE? Donald Tusk, Polak, szef Rady Europejskiej, stara się o reelekcję, polski rząd podejmuje decyzję o wystawieniu innego kandydata. Dla niektórych wszystko to może wyglądać dość dziwacznie, żeby nie powiedzieć - niepoważnie.
Przez 12 lat zawsze popieraliśmy Polaków, to Platforma złamała, a wcześniej naginała, tę zasadę. Ponadto tym „innym kandydatem”, jak go pani określa, był również Polak. Myślę, że mało który obywatel europejski wyobraża sobie, by pochodzący z jego kraju szef ważnej instytucji unijnej w ogóle nie zabiegał o poparcie władz swojego państwa. I chyba nie ma drugiego takiego polityka na świecie.

Ale po 12 latach po raz pierwszy nie poparliście Polaka Donalda Tuska.
Polskim kandydatem na stanowisko szefa Rady Europejskiej był Jacek Saryusz-Wolski. To rząd i prezydent, według konstytucji, na którą tak chętnie przy rozmaitych okazjach powołują się nasi oponenci, prowadzą politykę zagraniczną, a nie opozycja.

Donald Tusk nigdy polskiego rządu nie poprosił o poparcie. O nic takiego nie zabiegał. Chyba nie ma takiego drugiego polityka na świecie.

Ale czy nie boi się Pan, że wasza polityka zagraniczna może być niezrozumiała dla przywódców pozostałych krajów UE?
Kiedy rozmawiam z przedstawicielami innych krajów i tłumaczę, że nie było do tej pory przypadku, aby wysokiej rangi polityk, najwyższy rangą, jeśli chodzi o Radę Europejską, ingerował w wewnętrzne sprawy danego kraju, wspierając jedną z opcji, i pytam, co by zrobili, gdyby sprawa dotyczyła ich państwa - to przyznają mi rację. Działalność Donalda Tuska okazała się precedensowa, choć niestety w negatywnym ujęciu, nie tylko z polskiego punktu widzenia.

Dorota Kowalska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.