Adam Kszczot: Czuję się ozłocony. To historyczny medal

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banas
Anna Gronczewska

Adam Kszczot: Czuję się ozłocony. To historyczny medal

Anna Gronczewska

Adam Kszczot, pochodzący z okolic Opoczna biegacz łódzkiego RKS, jest dziś jednym z najlepszych polskich sportowców. W Londynie został wicemistrzem świata w biegu na 800 metrów.

Gratulujemy sukcesu. Jak czuje się srebrny Adam z Łodzi, członek Grupy Sportowej Orlen?
Bardzo dobrze. Można powiedzieć, że czuję się ozłocony!

Ten srebrny medal ma wartość złota?
Tak, bo bardzo często ludzie, którzy odnoszą sukces w biegu na 800 metrów na mistrzostwach świata w lekkoatletyce, potem go już nie ponawiają. Biegałem z wicemistrzem olimpijskim, mistrzem świata z Pekinu, z 2013 roku, z ludźmi, którzy odnieśli na tym dystansie wiele sukcesów. Co najmniej trzech z nich miało lepsze rekordy życiowe ode mnie. Jednak to ja byłem drugi! Na moim miejscu stanęłoby tysiące innych biegaczy. A co najmniej trzydzieści osób chętnie zamiast mnie weszłoby do finału tego biegu. Ale ja tam byłem, biegałem i jestem srebr-nym medalistą mistrzostw świata.

Drugi medal mistrzostw świata cieszy bardziej niż ten pierwszy zdobyty dwa lata temu w Pekinie?
Cieszy, bo to historyczny medal z dwóch powodów. To dziesiąty medal seniorski dla Adama Kszczota. Pierwszy raz w historii polskiej lekkoatletyki biegacz powtórzył sukces na mistrzostwach świata i znów zdobył medal.

Adam Kszczot: Czuję się ozłocony. To historyczny medal
Andrzej Banas

W dyscyplinach biegowych dominują sportowcy z Afryki. Ciężko z nimi wygrać na długich i średnich dystansach. Panu to się udaje...
Chciałbym przypomnieć, że przez większość lat, zanim nastąpiła era Davida Rudishy, to w biegu na 800 metrów mistrzowskie imprezy wygrywali biegacze ze Stanów Zjednoczonych i Europy. Zajmowali też pozycje medalowe. Bieg na 800 metrów nie jest więc konkurencją zdominowaną przez biegaczy z Afryki. Tak jest tylko w umysłach niektórych kibiców. To konkurencja, którą tylko tak pozornie postrzegają. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Teraz mistrzem świata został Francuz.

Mówią o Panu profesor, perfekcjonista. Lubi mieć Pan wszystko dopięte na ostatni guzik?
Bardzo lubię, gdy wszystko jest dopięte na ostatni guzik, a także jeśli mam potwierdzenie tego, że zmierzam we właściwym kierunku, jeśli realizuję kolejne etapy i one manifestują się jakimś rezultatem, w treningu lub na bieżni. To ważny element, który wyznacza kierunek. Oznacza, że azymut jest właściwy i podąża się w dobrą stronę.

Trudno się z Panem pracuje?
Nawet bardzo trudno.

Stał się Pan jedną z najważniejszych postaci polskiego sportu. Ludzie doceniają ten sukces?
Uważam, że bardzo doceniają. Nie jest to sukces tylko mój, ale wszystkich moich poprzednich trenerów. A więc Rafała Marszałka, Stanisława Jaszczaka i obecnego Zbigniewa Króla. Pracowali ze mną świetni fizjo-\terapeuci. Wcześniej Michał Robakowski, teraz Jakub Dukiewicz. Ważne jest wsparcie żony i rodziny. Nie mogę zapomnieć o doktorze Tomaszu Mikulskim. Jeździ ze mną na zgrupowania do Zakopanego.

Teraz wraca Pan do domu w Łodzi. Na długo?
Nie spędzę w domu dużo czasu. Będę musiał pojechać do Warszawy na konferencję naszej kadry lekkoatletycznej, biorącej udział w mistrzostwach świata w Londynie. Planuję bieg w mityngu w Birmingham. Trzeci raz w tym roku wystartuję w Wielkiej Brytanii. Wyjeżdżam tam 18 sierpnia.

Ten rok jest dla Pana piękny. Niedługo na świat przyjdzie syn Ignacy...
Rzeczywiście to dla mnie piękny czas. Cieszę się, że mogę trenować w ośrodku w Zakopanem. Odwiedza mnie żona Renata. Dzięki temu spędzamy razem wiele czasu. Wcześniej nie było to możliwe.

Jest pan miłośnikiem kotów, ale też samochodów.
Mam dwa koty rasy cornish rex, to Harley i Poker. Bardzo lubię też amerykańską motoryzację. Amerykanie produkują dobre auta, z fajnymi silnikami. Nie są stworzone do jazdy po torze, jak choćby arrinera hussarya. To polski projekt samochodu torowego. Produkowanego w ilości 500 sztuk, wartego kilka milionów złotych. To bardzo fajne auto. Ja jednak kilka razy pojechałem do Stanów Zjednoczonych, tam osłuchałem się z silnikami amerykańskich samochodów. Świetnie brzmią, mają duże pojemności, są bardzo przyjemne w prowadzeniu. To mnie urzekło.

Adam Kszczot: Czuję się ozłocony. To historyczny medal
Andrzej Banas

Pana ulubionym autem jest ford mustang?
Takim autem jeżdżę. To była moja pierwsza miłość. Co będzie dalej, nie wiem.

Można powiedzieć, że Adam Kszczot jest szybki na bieżni i szybki na drodze?
Nie. Jadąc z Pragi do Zakopanego, mój samochód spala 10,5 litra. Podróż trwa ponad 6 godzin. Można więc sobie wyobrazić, jaką demoniczną prędkość rozwijam.

Stoją przed Panem dalsze wyzwania. Najważniejszym jest olimpijski medal za trzy lata w Tokio?
Oby tak było, bo bardzo sobie tego życzę. Przykład wielu lekkoatletów pokazuje, że trudno powtórzyć sukces na kolejnej dużej imprezie. Bardzo wierzę w ten medal, ale potrzebuję wsparcia kibiców i tych, którzy do tej pory mi pomagali, żebym dalej wytrwał w tej ciężkiej pracy.

Anna Gronczewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.