Andrzej Halicki: Wyrzuceni posłowie będą mieli szansę wrócić

Czytaj dalej
Fot. Adam Guz
Witold Głowacki

Andrzej Halicki: Wyrzuceni posłowie będą mieli szansę wrócić

Witold Głowacki

- Kiedy spojrzymy na mapę Europy, widzimy, że nasze prawo dotyczące aborcji jest rzeczywiście bardzo konserwatywne. Może przyszedł czas o nim porozmawiać - mówi Andrzej Halicki z PO w rozmowie z Witoldem Głowackim.

Ma pan jakieś wyjaśnienie, dlaczego styczeń to dla Platformy miesiąc klątwy? Już za wczesnych rządów Tuska, kryzysy najczęściej wybuchały wam właśnie w styczniu. Zwłaszcza pod jego nieobecność.
Teraz spojrzałbym na to odwrotnie. Styczeń to dla nas miesiąc dużej nadziei. Przypomnę że w zeszłym roku, mniej więcej o tej porze skończyliśmy rzecz niespotykaną w świecie, mianowicie okupację sali plenarnej. Spędziliśmy tam okrągły miesiąc, łącznie ze Świętami i Nowym Rokiem, walcząc o obecność dziennikarzy. Wywalczyliśmy to. Ale podczas tego protestu wypracowaliśmy także Dekalog Wolności - zbiór wartości i podstawowych praw obywatelskich, które w naszym rozumieniu wydawały się zagrożone, choć nie wszyscy to zauważali. Dziś widzimy, we wszystkich wymienionych w Dekalogu obszarach nastąpił regres - to, co rok temu było zagrożeniem, dziś stało się faktem. A Dekalog Wolności stał się wspólnym przesłaniem opozycji w obronie demokratycznego państwa.

To było rok temu - a wtedy równoległe kłopoty Nowoczesnej i Ryszarda Petru okazały się jednak wielkim problemem dla całej opozycji. Tym razem klątwa stycznia objawiła się tym, że musieliście usunąć trójkę posłów, którzy głosowali przeciw skierowaniu projektu liberalizacji ustawy aborcyjnej do prac w komisji sejmowej. Będzie pan za nimi politycznie tęsknił?
Tak, bo za każdą osobą, którą się traci, jest pewnego rodzaju tęsknota i żal. To oczywiste. Mam nadzieję, że nie utraciliśmy ich na zawsze. I że oni jednak widzą swoje miejsce w polityce wokół Platformy. W tym wypadku wcale nie chodziło o różnice światopoglądowe, tylko o sposób działania. Oni nie pożegnali się z Platformą z powodu poglądów, tylko dlatego, że wspólnie umówiliśmy się, że istotą naszego działania w tej sprawie ma być jedność. W klubie i w zarządzie partii było to przedmiotem długiej dyskusji, ale na koniec nie było sprzeciwu. Podjęliśmy wspólną decyzję, że w przypadku dalszego procedowania kwestii związanych z ustawodawstwem aborcyjnym, Platforma - która jest rzecznikiem obrony kompromisu i przestrzega przed wszelkimi ekstremizmami - musi postawić tamę zwłaszcza jednemu z tych ekstremizmów, czyli idei zaostrzenia ustawy do stopnia całkowitej delegalizacji aborcji. Mieliśmy więc po raz kolejny wspólnie przeciwstawić się projektom sygnowanym przez Ordo Iuris. Kiedy zapowiedź zaostrzenia tego prawa miała miejsce po raz pierwszy, wspieraliśmy protesty w całej Polsce, w naszym stanowisku od tego czasu nic się nie zmieniło.

Wtedy to był projekt Ordo Iuris, teraz to projekt Kai Godek i inicjatywy „„Zatrzymaj Aborcję”.
Tak. Ale to jest to samo środowisko. I w gruncie rzeczy dokładnie ta sama inicjatywa, tym razem trochę inaczej tylko zrealizowana. Pomysł zaostrzenia ustawy aborcyjnej zawsze spotka się z naszym przeciwdziałaniem. To, że troje naszych posłów zagłosowało za blokadą prace nad tym drugim projektem, było natomiast czymś dokładnie odwrotnym, od tego, co razem postanowiliśmy.

Jak pan sądzi, jaka będzie ich polityczna przyszłość? Pójdą do Gowina? Założą jakieś koło w stylu Europejskich Demokratów?
Myślę, że będą się starali wrócić do Platformy, taka procedura odwoławcza u nas istnieje. To naprawdę nie są posłowie, którzy koniunkturalnie przeskakiwaliby z kwiatka na kwiatek.

A co ostatecznie będzie z około dwudziestoma posłami Platformy, którzy nie wzięli udziału w tym głosowaniu, choć jak najbardziej uczestniczyli tego dnia w obradach? To prawda, że szykujecie się do pozbawienia ich sejmowych funkcji?
Ja osobiście nie. I mówiąc szczerze, nie słyszałem aż tak radykalnych głosów. Oczywiście - parlamentarzysta jest w Sejmie po to, żeby głosować w imieniu swych wyborców. W polskim parlamencie - co jest wręcz ewenementem w Europie - wszystkie głosowania są imienne, a ich wyniki są szczegółowo archiwizowane, bez najmniejszego problemu możemy sprawdzić, co dany poseł mówił i jak głosował w danej sprawie np 10 lat temu. Tym bardziej więc posłowie powinni zdawać sobie sprawę z wagi swojego udziału w głosowaniach i mieć świadomość, jak ważne są wyrażane przez nich opinie.

To jaka będzie kara dla posłów, którzy wyjęli karty do głosowania? Skończy się na karze finansowej w wysokości 1000 zł, którą macie zapisaną w regulaminie?
Mamy kilka różnych możliwości. Ale nie uważam, że w tym wypadku konieczne jest uruchamianie katalogu kar. Znacznie ważniejsza jest kwestia świadomości, że przecież po to jest się w partii politycznej i po to też jest się osobą publiczną mającą przekonania i własne zdanie, żeby to zdanie wypowiadać. I tego, że kiedy wspólnie ustala się pewien sposób działania, to jednak uczestnictwo w drużynie wymaga dotrzymania tych ustaleń.

Za sprawą tej dwudziestki posłów krytycy Platformy, w tym ci opozycyjni, dostali właśnie do ręki kolejny argument. Oto PO znów była „za a nawet przeciw” oraz „tak, ale jednak nie”.
To fałszywy argument. Bo jest na odwrót - nigdy do tej pory Platforma nie była tak zborna i tak jednomyślna, jak w tej chwili. Także, jeśli chodzi o kwestie o charakterze światopoglądowym. Tym razem chodziło o samo rozpoczęcie procedury, a nie żadne finalne rozstrzygnięcie dotyczące ustawy. A i tak obowiązywała u nas dyscyplina klubowa. Ta nowa Platforma pod kierownictwem Grzegorza Schetyny jest dużo bardziej zborna niż kiedykolwiek. Ponad 100 osób zagłosowało za dalszymi pracami nad tym projektem. Owszem, nie było stuprocentowej jednomyślności. To było naszą słabością - a słabość trzeba wyeliminować. I właśnie to robimy.

Powiedział pan przed momentem, że „Platforma jest rzecznikiem kompromisu”. Uważa pan, że obowiązujące obecnie prawo wciąż zasługuje na miano „kompromisu aborcyjnego”?

Przeczytaj 

  • dlaczego styczeń to dla Platformy miesiąc klątwy?
  • jaka będzie kara dla posłów, którzy wyjęli karty do głosowania?
  • czy większość społeczeństwa rzeczywiście wciąż chce strzec tzw kompromisu aborcyjnego?
  • czy punktu widzenia opozycji  dużo wygodniejszy był rząd z Macierewiczem i Szyszką?

 

Pozostało jeszcze 72% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Witold Głowacki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.