Batalia o moskiewski tron

Czytaj dalej
Paweł Stachnik

Batalia o moskiewski tron

Paweł Stachnik

I RZECZPOSPOLITA. By spacyfikować wschodniego sąsiada postanowiono się z nim połączyć. Pozytywne doświadczenia unii z Litwą dawały nadzieję na udany związek z Moskwą. Dlaczego się nie udało?

Od XIV w. litewscy władcy z rodu Giedyminowiczów drogą podbojów, małżeństw dyplomatycznych i hołdów włączali kolejne księstwa i ziemie ruskie. Litewskie imperium w Europie Środkowo-Wschodniej rozrastało się pomyślnie do momentu, gdy napotkało konkurenta w postaci Wielkiego Księstwa Moskiewskiego. Tamtejsi władcy z dynastii Rurykowiczów najpierw doprowadzili do zrzucenia zwierzchnictwa tatarskiego, potem zakończyli okres rozbicia dzielnicowego, a wreszcie rozpoczęli proces tzw. zbierania ziem ruskich.

Moskiewscy Rurykowicze mieli się za spadkobierców Rusi Kijowskiej i uważali, że wszystkie tereny wchodzące kiedyś w skład państwa kijowskiego powinny znaleźć się pod ich władzą. Takie podejście wchodziło w oczywisty konflikt z interesami Litwy, która ani myślała rezygnować z zajętych kiedyś terenów. Wschodnia granica Wielkiego Księstwa Litewskiego przebiegała wszak sto kilkadziesiąt kilometrów na zachód od Moskwy.

Dymitr Samozwaniec przysięga Zygmuntowi III, że zaprowadzi w Rosji katolicyzm
Dymitr Samozwaniec przysięga Zygmuntowi III, że zaprowadzi w Rosji katolicyzm

W ten sposób zaczęły się trwające długie lata wojny litewsko-moskiewskie. Po wejściu Litwy w unię z Koroną problemy Wielkiego Księstwa stały się po części również problemami Polski. Kraków zaczął udzielać pomocy Wilnu, co znacząco opóźniało moskiewskie postępy na wschodzie.

Jak pisze krakowski historyk prof. Andrzej Chwalba w swojej najnowszej książce „Polska-Rosja. Historia obsesji, obsesja historii” (napisanej razem z Wojciechem Harpulą), „Litwa nie wytrzymałaby naporu Moskwy bez wsparcia militarnego i finansowego Korony”. Badacz przypomina jednocześnie, że Polska początkowo nie była stroną w tych wojnach, a polskie wojska występowały w roli zaciężnego sojusznika Litwy.

Granica z Moskwą

Tak było do czasu, gdy Polska stała się stroną konfliktu po unii lubelskiej 1569 r. Wtedy w granicach Korony znalazła się cała Ukraina i tym samym powstała granica polsko-moskiewska. Ekspansywna Moskwa okazała się groźnym sąsiadem, który nieustannie parł na zachód, w kolejnych wojnach zajmując coraz to nowe, większe lub mniejsze fragmenty Rzeczypospolitej.
Uciążliwość tego sąsiedztwa była tak duża, że na początku XVII w. wśród polskich elit politycznych pojawiła się myśl, aby zmienić sytuację przez wejście z Moskwą w jakieś głębsze porozumienie. Chciano tu wykorzystać doświadczenia trwającej od ponad 200 lat unii z Litwą. Porozumieniem takim mogłaby być unia personalna obu państw.

Dymitr Samozwaniec przysięga Zygmuntowi III, że zaprowadzi w Rosji katolicyzm
Husaria rozbiła siły rosyjsko-szwedzkie pod Kłuszynem

- Przez wiele lat przetestowano funkcjonowanie wspólnego państwa polsko-litewskiego, a uzyskane doświadczenia pokazywały, że ten projekt można ponieść na wschód. Wielkie Księstwo Litewskie było jeszcze w dużej mierze prawosławne. A jeżeli szlachta i możni różnych wyznań mogli ze sobą współdziałać w Rzeczypospolitej, to spróbujmy wykorzystać to w kontaktach z Moskwą - mówi prof. Andrzej Chwalba.

I tak podczas bezkrólewia po śmierci Zygmunta Augusta w 1572 r. pojawiła się kandydatura cara Iwana IV Groźnego. Car postawił tak zaporowe warunki (np. przyłączenie do Moskwy wszystkich ziem ruskich wchodzących w skład Litwy), że pomysł upadł. Nie upadła jednak idea unii, bo po ucieczce Henryka Walezego część szlachty wysunęła kandydaturę syna Iwana IV - Fiodora. To też okazało się nierealne, bo car nigdy nie zgodziłby się na przejście syna na katolicyzm, a to był warunek sine qua non objęcia polskiego tronu.

O wiele poważniejszym przedsięwzięciem była idea, jaka zrodziła się w kręgu najwyższych dostojników państwa, kanclerzy: koronnego Jana Zamoyskiego i litewskiego Lwa Sapiehy (oraz za aprobatą króla Zygmunta III). W 1600 r. liczące ponad tysiąc osób poselstwo polskie z Lwem Sapiehą na czele dotarło do Moskwy i przedstawiło carowi Borysowi Godunowowi propozycję unii polsko-litewsko-moskiewskiej.

Dymitr Samozwaniec przysięga Zygmuntowi III, że zaprowadzi w Rosji katolicyzm
Portret konny Zygmunta III Wazy na tle oblężenia Smoleńska

Polska-Litwa-Moskwa

Projekt był ciekawy i ambitny. Przewidywał unię personalną pod berłem jednego władcy wybieranego przez polską szlachtę i posłów moskiewskich. Państwa zawarłyby sojusz militarny, obywatele mieliby swobodę podróżowania po terytorium sąsiada, służby w wojsku, obejmowania urzędów, nabywania dóbr i zawierania mieszanych małżeństw. Przewidziano też wzajemną tolerancję dla katolicyzmu i prawosławia.

Przewidziano ponadto swobodę handlu, unifikację miar i wag oraz wspólną politykę cenową, stworzenie wydzielonej wspólnej armii i skarbu wojennego w Kijowie, budowę artylerii i floty. Król i car mieli zachować swoje trony. Gdyby któryś z nich zmarł bezpotomnie, jego dziedzictwo miał przejąć sąsiad. Później zaś miano dokonywać wspomnianej elekcji.

UNIA. Dla rosyjskich elit było nie do pomyślenia, aby carem nie był prawosławny

Gdyby udało się zawrzeć taką unię powstałoby europejskie supermocarstwo od Warty na zachodzie po Syberię na wschodzie, jedno z największych państw świata, w tamtym czasie ustępujące tylko Chinom i imperium kolonialnemu hiszpańskich Habsburgów.
Rzeczpospolita i Moskwa liczyłyby razem około 5 mln km kwadratowych i miałyby 21 mln mieszkańców. Organizm o takim potencjale mógłby uzyskać dominującą pozycję w Europie, a być może nawet w świecie. Byłby w stanie wyprzeć Szwedów z Inflant, zneutralizować chanat krymski i podjąć rywalizację z Turcją na Bałkanach.

Jak Moskwa podeszła do polskiej propozycji? Godunow i bojarzy odrzucili ją po zaledwie trzech dniach namysłu. Nie byli zainteresowani jakąkolwiek unią, natomiast zależało im na zawarciu pokoju z Rzeczpospolitą i uznaniu przez Warszawę carskiego tytułu władców Rosji… Ale nawet tego nie udało się uzyskać podczas rozmów. Poselstwo Sapiehy zakończyło się jedynie przedłużeniem rozejmu miedzy państwami.

Dymitr Samozwaniec przysięga Zygmuntowi III, że zaprowadzi w Rosji katolicyzm

Łączenie dwóch wrogich światów

Projekt unii był próbą połączenia dwóch różnych światów. Moskwa uznawała się za trzeci Rzym i jedyną ostoję prawdziwej wiary. Unia z Polską zakładała tolerancję religijną, co było trudne do przyjęcia, a także nasuwała podejrzenie, że Polacy będą chcieli podporządkować Cerkiew Rzymowi, tak jak to stało się w wyniku unii brzeskiej. A na to car, bojarzy i duchowni zgodzić się w żaden sposób nie mogli.

Cudownie ocalony

Mimo fiaska misji Lwa Sapiehy po stronie polskiej idea unii z Moskwą nie umarła. Druga okazja nadeszła dość szybko. Stało się to w okresie tzw. wielkiej smuty, jaka nastąpiła w Rosji po wygaśnięciu dynastii Rurykowiczów. Po śmierci Iwana Groźnego tron objął jego syn Fiodor spędzający czas głównie na modlitwach. Zamiast niego rządził jego szwagier, ambitny Borys Godunow.
Fiodor zmarł w 1598 r., a na nim skończyła się carska linia Rurykowiczów. W takiej sytuacji Sobór Ziemski wybrał na cara Borysa Godunowa. Nie podobało się to wielu rodom bojarskim, bo Godunow pochodził z biednej szlachty i ich zdaniem na tron nie zasługiwał. Szybko też pojawiła się opozycja knująca przeciw nowemu władcy.

Pojawił się też niespodziewany kandydat do tronu - syn Iwana Groźnego, Dymitr. W rzeczywistości był to niejaki Jurij Otrepiew, który zaczął podszywać się pod zamordowanego w dzieciństwie carskiego syna. Część bojarów uznała, że będzie on dobrym narzędziem nacisku na Godunowa. Dymitr uciekając przez ludźmi cara zbiegł do Polski i pojawił się na dworze Wiśniowieckich, a potem Mniszchów. Ci w zamian za obietnice nadań ziemskich w Rosji oraz bogactw ze skarbca kremlowskiego wsparli jego pretensje do moskiewskiego tronu. Dyskretnie poparł go również Zygmunt III Waza skuszony obietnicą oddania Rzeczypospolitej Smoleńska i Siewierszczyzny.

Dymitr Samozwaniec przysięga Zygmuntowi III, że zaprowadzi w Rosji katolicyzm
Husaria w scenie z rosyjskiego filmu „1612. Kroniki wielkiej smuty”

W 1604 r. na Moskwę wyruszyła wyprawa zbrojna Dymitra zwanego Samozwańcem, złożona z wojsk magnackich, awanturników i Kozaków. Los początkowo sprzyjał fałszywemu carskiemu synowi: zmarł Godunow, a jego małoletniego syna zamordowano. Dymitr zajął Moskwę i obwołał się carem. Poślubił też Marynę Mniszchównę, a ten sposób Polka i katoliczka została carową.
To, a także fatalne zachowanie Polaków towarzyszących Dymitrowi, wywołało niezadowolenie moskwian. W maju 1605 r. w mieście wybuchł bunt, podczas którego zabito Dymitra i zamordowano kilkuset jego polskich towarzyszy. Nowym carem został przywódca wystąpienia, bojar Wasyl Szujski. To nie zakończyło jednak zamieszania.

Potomek Rurykowiczów

Pojawił się drugi Dymitr - rzekomo cudownie ocalony z rzezi w Moskwie. Pod jego sztandary zaczęli ściągać ocalali uczestnicy wyprawy pierwszego Dymitra, Kozacy i żołnierze stłumionego właśnie w Koronie rokoszu Zebrzydowskiego. Samozwaniec założył obóz we wsi Tuszyno pod Moskwą i gromadził tam siły, a jego wojska grabiły kraj.

W takiej sytuacji Szujski wezwał na pomoc Szwedów. Za oddanie im części ziem w Inflantach mieli pomóc mu rozprawić się z Samozwańcem. Zygmunt III Waza uznał, że sytuacja wymaga włączenia się Polski w moskiewską rozgrywkę.

Król i popierający go senatorzy liczyli na odebranie utraconego w 1514 r. Smoleńska i być może na jeszcze jakieś zdobycze terytorialne. Zygmunt miał też nadzieje na zdobycie carskiego tronu. Powoływał się na swoje jagiellońskie pochodzenie, a Jagiellonowie przez żony skoligaceni byli z Rurykowiczami.

W 1609 r. polska armia ruszyła na wschód i dotarła pod Smoleńsk. Zdobycie miasta okazało się bardzo trudne. Obecność sił polskich ośmieliła jednak opozycję wobec Szujskiego. W obozie pod Smoleńskiem zaczęli pojawiać się bojarzy z ofertami, a 14 lutego 1610 r. podpisano układ. Carem miał zostać syn Zygmunta III, królewicz Władysław. Oba kraje miał połączyć sojusz, dominującą pozycję miało zachować prawosławie.

Wieść o układzie rozniosła się i pod Smoleńskiem pojawiali się kolejni bojarzy, by złożyć hołd Zygmuntowi. Nie próżnował też Wasyl Szujski, który wysłał przeciw polskim interwentom armię moskiewsko-szwedzką pod dowództwem swojego brata Dymitra. Naprzeciw niej wyszedł ze skromnymi siłami hetman Stefan Żółkiewski. 4 lipca 1610 r. doszło do bitwy pod Kłuszynem, w której Rosjanie i Szwedzi zostali rozbici.

Car Władysław

Po zwycięstwie hetman podjął samodzielną grę polityczną. Zawarł z przedstawicielami Szujskiego umowę, w której obiecał, że jeżeli Smoleńsk uzna władzę Władysława jako cara, to strona polska zwinie oblężenie, a nawet odda wszystkie zajęte wcześniej miasta i ziemie. Następnie Żółkiewski ruszył na Moskwę. Po drodze zwierzchnictwo królewicza uznawały kolejne miasta, hetman zaś słał do Moskwy listy wzywające mieszkańców do zrzucenia z tronu Szujskiego.

Tak też się stało, w lipcu cara zmuszono do abdykacji i zamknięto w klasztorze. Żółkiewski w sierpniu stanął pod stolicą i rozpoczął rozmowy z bojarami. Porozumienie zawarto 27 sierpnia. Władysław miał przejść na prawosławie i zostać carem, ziemie zajęte przez Rzeczpospolitą miały wrócić do Moskwy.

Wydawało się, że cel polityczny został osiągnięty. Hołdy Władysławowi złożyło kilkadziesiąt miast, uznali go prawosławni duchowni, zaczęto bić monety z jego wizerunkiem, a polska załoga stanęła na Kremlu. Niestety z porozumienia nie był zadowolony Zygmunt III. Po pierwsze to on chciał zostać carem, po drugie Władysław nie mógł zmienić wyznania, po trzecie Cerkiew powinna się podporządkować Rzymowi.

Po zwycięstwie hetman Żółkiewski podjął samodzielną grę polityczną

Król przyjął Żółkiewskiego chłodno i zwlekał z wysłaniem syna do Moskwy na koronację. Gdy ten stan zawieszenia przeciągał się, w państwie moskiewskim pojawiło się niezadowolenie. Podsycane przez część duchownych prawosławnych przekształciło się w skierowany przeciw Polakom ruch ludowy. Gdy 13 czerwca 1611 r. poddał się Smoleńsk, król Zygmunt zamiast ruszyć na Moskwę, zająć ją i koronować syna… wrócił do kraju świętując zwycięstwo.

Tym samym rysująca się unia i objęcie rosyjskiego tronu przez Wazę rozwiały się niczym dym. W całej Rosji ogłoszono świętą wojnę przeciw Polakom, w listopadzie 1612 r. załoga kremlowska nie doczekawszy się odsieczy skapitulowała, a w lutym 1613 r. Sobór Ziemski wybrał na nowego cara Michaiła Romanowa. Zapoczątkował on dynastię, która rządziła Rosją do 1917 r.

Dlaczego i tym razem projekt unii polsko-moskiewskiej nie udał się? – Nie było wtedy w Moskwie opcji propolskiej. Wśród bojarów nie było znaczącego środowiska, które popierałoby związek z Polską. Dochodziła do tego wspomniana już kwestia wyznania nowego cara. Dla rosyjskich elit było po prostu nie do pomyślenia, aby carem nie był prawosławny. To po prostu przekraczało ich wyobraźnię - mówi prof. Chwalba.

Z drugiej strony, ambicje, upór i fanatyczne przywiązanie do katolicyzmu Zygmunta III Wazy nie pozwoliły mu na wykorzystanie szansy na spacyfikowanie wschodniego sąsiada, jaką zesłała mu historia. Paradoksalnie, polska wprawa na Rosję stała się w ostatnich latach symbolem potęgi i siły Rzeczypospolitej. Powstało nawet związane z nią pojęcie „hołd ruski”. A w rzeczywistości był to pokaz politycznej nieudolności, samozadowolenia i krótkowzroczności naszych przodków.

Paweł Stachnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.