Cicha noc, święta noc. Kolęda śpiewana dziś na całym świecie narodziła się ze wzruszenia i łez

Czytaj dalej
Magdalena Huzarska-Szumiec

Cicha noc, święta noc. Kolęda śpiewana dziś na całym świecie narodziła się ze wzruszenia i łez

Magdalena Huzarska-Szumiec

Ta niezwykle popularna kolęda ma już niemal dwieście lat. Ale nie byłoby jej, gdyby nie pewien samotny ksiądz, którego wzruszył widok karmiącej niemowlę matki i biedny nauczyciel, któremu umarło kolejne dziecko.

Zima 1816 roku w Mariapfarr, niewielkiej austriackiej wiosce, była ciężka. Śnieg od kilku dni nie przestawał sypać. Jednak bajkowy widok nie robił wrażenia na miejscowym wikarym. Młody ksiądz Joseph Mohr nie mógł się przyzwyczaić do życia w miejscu, gdzie, jak mu się wydawało, diabeł mówi dobranoc. Wychował się w Salzburgu, w którym zawsze gdzieś można było wyskoczyć z przyjaciółmi, pomodlić się w katedrze św. Ruperta, no i dostępować różnorakich zaszczytów... A teraz przyszło mu pełnić posługę wśród biednych, prostych ludzi, którzy nie rozumieli jego potrzeb.

Gdy dumał nad swoim losem, spacerując zmarznięty wokół kościoła, przypomniał sobie, że nie napisał kazania na pasterkę. Wrócił do domu i zabrał się do pracy. Kiedy stawiał kropkę, szykując się do kolacji wigilijnej, ktoś załomotał do drzwi. Mimo mrozu, stojący na progu chłop ściągnął czapkę i z pokorą w głosie poprosił wielebnego, by poszedł z nim do żony. Kobieta właśnie powiła jego pierworodnego syna i nie wiadomo, czy przeżyje.

Joseph Mohr narzucił kożuch i poszedł do chłopskiej chaty. Tam w świetle świecy zobaczył młodą kobietę, która tuliła do piersi niemowlę. Ten widok tak go wzruszył, że niemal się rozpłakał. Gdy wrócił na plebanię, jeszcze przed pasterką napisał wiersz, który zatytułował „Cicha noc, święta noc”.

Kaplica w Oberndorfie i na miejscu kościoła, w którym po raz pierwszy wykonano "Cichą noc", która dziś jest w Ried.
Plac przed katedrą w Salzburgu

Tak głosi legenda. Badacze historii najpopularniejszej na świecie kolędy, bardziej skłaniają się ku temu, że źródłem inspiracji dla Josepha Mohra był znajdujący się w miejscowym XII-wiecznym kościele pw. Najświętszej Marii Panny obraz „Piękna Madonna i pokłon trzech mędrców”.

W Mariapfarr można dziś oglądać Muzeum Cichej Nocy, które opowiada o pobycie księdza w alpejskiej wsi. Znajduje się w nim m.in. srebrny ołtarzyk i pokaźnych rozmiarów szopka betlejemska z figurkami pamiętającymi wikarego, który długo miejsca tam nie zagrzał. Ze względu na niesprzyjający mu klimat został po dwóch latach przeniesiony do Oberndorfu.
Młody nauczyciel i muzyka

W tym samym czasie młody, wiejski nauczyciel Franz Xaver Gruber także nie miał najlepszego nastroju. Dziewięć lat wcześniej dostał posadę w Arnsdorfie, gdzie miał uczyć dzieci, pełnić służbę organisty i zakrystianina w pobliskim kościele. Problem leżał w tym, że nie miał gdzie mieszkać. Najprostszym wyjściem był ślub z wdową po poprzednim nauczycielu Elisabeth, która zajmowała mieszkanie służbowe nad szkołą. On zyskiwał lokum, a ona miała zapewniony byt. Jak układały się stosunki między 20-letnim Gruberem a o 13 lat starszą kobietą, nie wiadomo. Na pewno urodziło im się dwoje dzieci, które niebawem zmarły. To wpędziło Franza w depresję. Jego smutek pogłębiał jeszcze fakt, że zdecydowanie od pracy nauczyciela wolał zajmować się muzyką.

Dlatego gdy tylko nadarzyła się okazja, przyjął dodatkową posadę organisty i kantora w parafii św. Mikołaja w Oberndorfie. Nie przeszkadzało mu to, że miejscowość ta oddalona była cztery kilometry od jego wsi. Spacer wśród pól i lasów, z widokiem na majaczące w oddali Alpy, nie sprawiał mu kłopotu. W lecie była to dla niego przyjemność. Gorzej bywało w zimie, kiedy trudno było przebić się przez zaspy, ale wtedy pocieszał się myślą, że na miejscu czeka na niego przyjaciel ksiądz Joseph Mohr.

Franz zaprzyjaźnił się z młodym księdzem, który przeniósł się do Oberndorfu i został wikarym u św. Mikołaja. Byli w podobnym wieku, mieli aspiracje i, co tu dużo ukrywać, nieco nudziło ich wiejskie życie. Ks. Mohr nie miał zresztą najlepszej opinii u tutejszego proboszcza. Wielebny pisał na niego skargi, donosząc, że śpiewa pieśni, które nie niosą ze sobą budujących treści i co gorsza, bywa w karczmach, gdzie żartuje z kobietami. Owszem, bywał, bo się w nich żywił, a poza tym lubił pograć na gitarze. A Franz Xaver Gruber mu w tym towarzyszył.

Przyjaźń nauczyciela z księdzem

Podczas tych biesiad opowiadali sobie historie swojego życia. A były one do siebie trochę podobne, bo obydwaj urodzili się w biednych domach i wszystko to, co do tej pory osiągnęli, zawdzięczali jedynie własnym zdolnościom.

Gdy usłyszał prośbę ks. Josepha, by napisał do jego do tekstu melodię, kiwnął głową i rzekł, że na wieczór będzie gotowa

Zdaje się, że Joseph Mohr miał jeszcze bardziej pod górkę niż jego przyjaciel. Był dzieckiem z nieprawego łoża, co w tamtych czasach nie wróżyło dobrze na przyszłość. Jego matka zarabiała na życie jako szwaczka i miała już nieślubne dzieci. Wiemy to stąd, że musiała sama na siebie składać na policji donosy, bo cudzołóstwo było traktowane nie tylko jako grzech, ale też jako przestępstwo cielesne. Ojciec małego Josepha był żołnierzem na służbie arcybiskupa Salzburga. Kiedy urodził się mu syn, zdezerterował i tyle widziano go w mieście.

Ale mimo że chłopiec był bękartem, trzeba było go ochrzcić. Stało się to w katedrze, tej samej, w której był chrzczony Mozart i w której wybitny kompozytor grywał na organach. Małego Josepha trzymał do chrztu, według ówczesnego zwyczaju, miejski kat, który w ten sposób poprawiał swoją reputację. Gdy pierwsze krople święconej wody spadły na czoło dziecka, miał on powiedzieć: „Mam nadzieję, że ten nie zostanie skrócony o głowę, jak mój pierwszy chrześniak”.

Na szczęście szybko okazało się, że chłopiec jest bardzo uzdolniony i inteligentny. Pierwszy zauważył to wikariusz, kierujący chórem katedralnym, który odkrył jego muzyczny talent. Umożliwił mu naukę, a także grę na skrzypcach i śpiew w chórach. Kariera duchowna otwierała się przed nim, choć święcenia kapłańskie wymagały specjalnej dyspensy z powodu grzesznego pochodzenia. Jak był zdolny, niech świadczy fakt, że jako świeżo upieczony duchowny został zaproszony do wygłoszenia w salzburskiej katedrze kazania postnego, co było wyjątkowym wyróżnieniem.

Franz Xavery Gruber też mógł się pochwalić niebywałym, jak na owe czasy, awansem społecznym. Jego ojciec miał warsztat tkacki. Przeznaczeniem chłopca było przejęcie rzemiosła po ojcu. I pewnie by się tak stało, gdyby nie nauczyciel ze szkoły powszechnej, który u niego odkrył talent muzyczny. Udzielał mu nieodpłatnie lekcji, do czego chłopak nie mógł się w domu przyznać.

Aż do dnia, gdy okazało się, że nauczyciel zachorował i nie ma kto grać na organach podczas sumy. Ksiądz wysłał umyślnego po Franza, który musiał przyznać się w domu, że potrafi grać na instrumencie. Ojciec uwierzył w to dopiero, kiedy poszedł z nim do kościoła. Msza była tak piękna, że można było się spodziewać, iż chłopiec przerośnie swojego mistrza. Nie było wyjścia, trzeba było kupić mu szpinet, na którym ćwiczył, gdy odchodził od krosna. To ułatwiło Franzowi dalsze kształcenie i w konsekwencji pracę organisty w Obern-dorfie.

Kaplica w Oberndorfie i na miejscu kościoła, w którym po raz pierwszy wykonano "Cichą noc", która dziś jest w Ried.
Szopka, pod którą twórcy kolędy zaśpiewali "Cichą noc" po raz pierwszy

Dom księdza Mohra

By zobaczyć dom, w którym mieszkał Joseph Mohr, trzeba w Salzburgu wybrać się na leżącą nieopodal starego miasta ulicę Steingasse 31. Wijąca się wokół wilgotnej skały Kapucynów, wąska uliczka oferowała niegdyś zimne, ponure kwatery. Teraz mieszkania osiągają tu zawrotne ceny. Nieopodal kamienicy jest owa brama, przy której straż trzymał ojciec Josepha i gdzie pewnie uwiódł jego matkę.

By zobaczyć, w jakim domu urodził się Franz Xavery Gruber, trzeba udać się do wsi Hochburg-Ach leżącej w Górnej Austrii.
Tu koło kościoła, w którym pierwszy raz akompaniował do mszy przyszły kompozytor „Cichej nocy”, znajduje się chłopska chata. Można w niej oglądać sprzęty, pamiętające czasy jego dzieciństwa, a także, co ciekawe, wetknięte między belki ściany deseczki. Zastępowały one chłopcu klawisze instrumentu, o którym na początku nawet nie mógł marzyć.

Kolęda po pasterce

Rankiem 24 grudnia 1818 roku ks. Joseph Mohr ubrał się ciepło i wyruszył z Oberndorfu do domu swojego przyjaciela. Nogi zapadały mu się w śniegu, gdy przechodził przez zasypane białym puchem pola. Ale się tym nie przejmował, bo właśnie wpadł na doskonały pomysł.

Stając w drzwiach domu Gruberów, wręczył Franzowi kartkę, ze słowami wiersza, zaczynającego się od słów „Cicha noc, święta noc”.

Franz przeczytał pierwszą zwrotkę. Szczególnie wzruszyła go fraza „A u żłóbka Matka Święta, czuwa sama uśmiechnięta nad dzieciątka snem”.

Przecież nie tak dawno szedł w kondukcie pogrzebowym, odprowadzając na cmentarz swojego drugiego synka. Gdy usłyszał prośbę Josepha, by napisał do tekstu melodię, kiwnął tylko głową i powiedział, że na wieczór będzie gotowa.

Pasterka tego roku przyciągnęła jak zwykle do kościoła tłumy miejscowych chłopów. Jednak nie do końca odbywała się ona normalnie.

Z dalszej części artykułu dowiesz się:

  • co niezwykłego było w pasterce?
  • jak pierwszy raz odśpiewano "Cichą noc"?
  • jak zmieniła się życie kompozytora "Cichej nocy"?
Pozostało jeszcze 29% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Magdalena Huzarska-Szumiec

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.