Coraz bardziej odstajemy od państw starej Unii [rozmowa]

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Matusik
Karina Obara

Coraz bardziej odstajemy od państw starej Unii [rozmowa]

Karina Obara

Rozmowa z dr Joanną Modrzyńską, ekspertką stosunków międzynarodowych z UMK, o racjach Polski w Unii Europejskiej.

Jednym z warunków wejścia do Unii jest przestrzeganie praworządności. W tej chwili rząd Beaty Szydło łamie tę zasadę, więc nie spełnia warunków unijnych. Za to premier mówi o zasadach, które ma Polska, ale Unia nas nie słucha. Jaki to sygnał dla społeczeństwa? Jak mamy to rozumieć?
Byłabym ostrożna w formułowaniu tezy, że „rząd Beaty Szydło nie przestrzega zasady praworządności”. Takiego stanowczego stwierdzenia trudno szukać również wśród przedstawicieli instytucji unijnych. Niestety, wokół tego zagadnienia narosło w Polsce wiele mitów i nieporozumień. Tak naprawdę w styczniu 2016 roku Komisja Europejska zainicjowała procedurę kontroli praworządności (The Rule of Law Framework) wobec Polski, a to samo w sobie nie przesądza o jej wyniku.

Impulsem do wszczęcia procedury było zamieszanie wokół Trybunału Konstytucyjnego, wątpliwości związane ze sposobem powoływanie nowych sędziów i szybkie tempo dokonywania kolejnych poprawek w aktach prawnych dotyczących TK.
Polska jest pierwszym krajem Unii Europejskiej, wobec którego procedura sprawdzająca została wszczęta (wcześniej zagrożone nią były: Austria, Francja i Węgry). Tę możliwość daje przepis wprowadzony w 1999 r. do traktatu amsterdamskiego (aktualnie artykuł 7 traktatu o UE), w świetle którego rada może stwierdzić poważne i stałe naruszenie przez państwo członkowskie podstawowych zasad Unii Europejskiej, które są wymienione w art. 2 TUE - należą do nich m.in. demokracja, ochrona praw człowieka i zasada praworządności. Nie jest prawdą, że Unia nas nie słucha - procedura przewiduje prowadzenie „strukturalnego dialogu” z danym państwem. Dodatkowo komisja opiera się na analizie własnych materiałów oraz opiniach niezależnych instytucji (np. Komisji Weneckiej czy Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej), informacjach pochodzących od innych państw członkowskich i z innych dostępnych źródeł. Z powyższej możliwości (np. pojechania do Brukseli i wytłumaczenia swoich racji) pani premier skorzystała tylko raz, w pozostałych przypadkach Polskę reprezentowali urzędnicy niższego szczebla.

A czy jeśli chcemy należeć do krajów pierwszej prędkości w UE, powinniśmy niedługo przystąpić do krajów, które przyjęły euro?
Niewskazane jest mówienie o przyspieszaniu tego procesu. Gospodarkę można i trzeba stymulować, potrzebny jest jednak do tego jasno określony cel (w tym przypadku takim celem byłoby spełnienie tzw. kryteriów konwergencji, czyli wskaźników umożliwiających przystąpienie do wspólnej waluty). Zupełnie niepotrzebnie kryteria te są obecnie lekceważone. Przecież bez względu na to, kiedy przystąpimy do strefy euro, czymś wysoce pożądanym byłoby mieć stabilną walutę oraz minimalny lub brak deficytu budżetowego lub długu publicznego. Warto spełniać te kryteria jak najszybciej, ale jednocześnie przystąpić do strefy euro z silną i rozwiniętą gospodarką. Polska, jako nowy członek Unii, nie ma tak naprawdę wyboru - w traktacie akcesyjnym zobowiązaliśmy się do spełnienia kryteriów konwergencji i przystąpienia do unii gospodarczo-walutowej, stąd też dywagacje dotyczące tego, czy Polska to w ogóle zrobi, są po prostu bezprzedmiotowe.

Polska powinna dążyć do przyjęcia wspólnej waluty, bo będąc poza strefą euro sami dobrowolnie rezygnujemy z bycia w elitarnym klubie. Ciągle korzyści płynących z przynależności do strefy euro jest zdecydowanie więcej niż strat.

Ale rząd polski nie chce silniejszej integracji, bo to oznacza wspólne wyzwania.
Tu już nawet nie chodzi o wspólne wyzwania, tylko brak zdolności Polski do osiągnięcia konsensusu i ustalenia, co jest wspólną wartością. Coraz bardziej odstajemy od reszty państw członkowskich, które - to oczywiste - mają różne, często sprzeczne, interesy, ale jednocześnie dysponują wolą osiągnięcia kompromisu i porozumienia. Polska ostatnio tylko głośno mówi o braku pozwolenia na Europę dwóch prędkości, a jednocześnie robi bardzo dużo, abyśmy się znaleźli na marginesie procesów integracyjnych.

Wspólnym wyzwaniem jest też bardzo wysoki poziom bezrobocia wśród młodych Europejczyków (we Włoszech sięga już 40 proc.).
Ponieważ nasz poziom rozwoju gospodarczego jest niższy niż tzw. starych państw UE, ciągle otrzymujemy więcej środków z Unii, niż dokonujemy wpłat do wspólnego budżetu. Jest to powód do zadowolenia, ale jednocześnie ogromne zobowiązanie do tego, aby aktywnie uczestniczyć w rozwiązywaniu problemów, które mają inne państwa członkowskie. Do członkostwa w UE nie można podchodzić tylko roszczeniowo. Jako państwo członkowskie mamy obowiązek pomagać innym krajom Unii w rozwiązywaniu ich problemów. Oczywiście, na miarę naszych możliwości, ale mówienie, że Polska nic nie może, jest po prostu niewłaściwe.

Coraz bardziej odstajemy od państw starej Unii [rozmowa]
archiwum Beata Szydło po powrocie ze szczytu w Brukseli była witana jak bohaterka, która pokazała Unii siłę stanowiska polskiego rządu. Tyle że internauci raczej boleśnie zakpili z takiego stawiania sprawy.

Donald Tusk w swoim przemówieniu w Rzymie powiedział „Europa albo będzie zintegrowana, albo nie będzie jej wcale”. Jak to rozumieć?
To jest właśnie to poczucie współodpowiedzialności za losy Unii. Razem powinniśmy korzystać z dobrodziejstwa wspólnej waluty, swobody przepływu osób, usług, kapitału i towarów, ale jednocześnie pomagać sobie, gdy sytuacja jest mniej sprzyjająca.

Wczoraj zaczął się formalny Brexit, czy Polexit jest możliwy?
Chciałabym powiedzieć z całą stanowczością, że jest to niemożliwe i że nie leży w interesie Polski. Niestety, ostatnie wydarzenia sprawiają, że różne scenariusze należy brać pod uwagę.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Polski.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Polski
  • codzienne e-wydanie Polski
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Karina Obara

Polityka, psychologia i kultura są ze sobą nierozerwalnie związane i dlatego fascynują mnie dziennikarsko. To, co ludzie wyprawiają na tych polach jest warte pokazania. Zdanie niech każdy wyrobi sobie sam:-)

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.