Dietetyk Remigiusz Filarski: Podatek cukrowy najbardziej dotknie konsumentów

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Olga Goździewska

Dietetyk Remigiusz Filarski: Podatek cukrowy najbardziej dotknie konsumentów

Olga Goździewska

Znacznie wzrosły ceny słodzonych napojów. Czy wprowadzenie tzw. opłaty cukrowej skłoni nas do rezygnacji z zakupu tych produktów? Rozmawiamy z Remigiuszem Filarskim z białostockiego Centrum Dietetyki Stosowanej.

Jak na nasze zdrowie wpływają słodkie napoje? Dlaczego dietetycy alarmują, że często są przyczyną tycia?

Wszyscy wiedzą, że to tzw. puste kalorie. Poza energią nie wnoszą do naszego organizmu praktycznie nic wartościowego. Szklanka popularnego napoju gazowanego to ok. 100 kcal i ok. 5 łyżeczek cukru. Naszym pacjentom zawsze proponuję zrobić mały test - wsypać do szklanki z wodą pięć łyżeczek cukru i to wypić. Proszę mi wierzyć, że chyba jeszcze nikt się na to nie zdecydował. Problem ten dotyczy także napojów niegazowanych. W ostatnich latach w Polsce rozwinął się asortyment napojów funkcjonalnych wzbogacanych w substancje bioaktywne. Sięgamy po nie w celach prozdrowotnych chcąc dostarczyć do organizmu określonych witamin czy składników mineralnych, często nie zdając sobie sprawy, że zawierają one bardzo dużo cukru. Kolejnym problemem są soki owocowo-warzywne. Są one o tyle niebezpieczne, że cały przekaz marketingowy jest skierowany do dzieci i rodziców. Ci pod pozorem prozdrowotnych właściwości bezkarnie pozwalają je pić dzieciom wychodząc z założenia, że taki sok jest porcją owoców i warzyw. Oczywiście wartość odżywcza takich soków jest o wiele wyższa w stosunku do napojów gazowanych (soki zawierają przeciery z owoców i warzyw), jednak bardzo często zawierają więcej cukru niż najbardziej popularny na świecie napój gazowany.

W pana ocenie opłata cukrowa skłoni nasze społeczeństwo do rezygnacji ze słodzonych napojów? Walka z otyłością w ten sposób ma sens?

Problem otyłości jest bardzo złożony i na pewno nie możemy rozpatrywać go poprzez pryzmat słodzonych napojów. Ich ceny rzeczywiście istotnie wzrosły i być może część z nas zwyczajnie zrezygnuje, bądź też znacząco ograniczy zakup tej kategorii produktów. Z drugiej strony popyt na takie napoje jest bardzo mocno stymulowany przez działania marketingowe. Znajdzie się pewnie spora grupa konsumentów, która - kupując droższe napoje - jednocześnie do swojego koszyka wrzuci tańsze i gorszej jakości produkty spożywcze. Tak naprawdę wprowadzony podatek cukrowy najbardziej dotknie konsumentów. Nie jestem ekonomistą, ale myślę, że istnieją rozwiązania, które całkiem zwyczajnie zmusiłyby producentów do zmniejszenia ilości cukru w produktach spożywczych bez podnoszenia podatków. Coś na zasadzie „sprzedawane napoje w Polsce mogą zawierać maksymalnie 3g/100ml napoju”. Trochę naiwne, ale jednak wierzę, że dożyjemy kiedyś takich czasów.

Cukier znajdziemy w miażdżącej ilości produktów, nie tylko w napojach. Na etykietach ukrywa się pod nazwą syrop glukozowo-fruktozowy czy maltodekstryna. Czy ceny wszystkich, zawierających cukier produktów powinny być wyższe? Może to wymusiłoby na producentach zmianę w sposobie produkcji?

Przypuszczalnie producenci i tak owe podwyżki przerzucą na konsumentów. Taki chyba nasz los. Z drugiej strony cukier i jego zamienniki kosztują sporo, więc jeśli ich nie dodamy, produkt będzie tańszy. Kilka lat temu próbowaliśmy nakłonić kilka mleczarni do wyprodukowania jogurtu z prostym składem bez cukru. A więc mleko, żywe kultury bakterii i wsad owocowy. W odpowiedzi producenci zwracali uwagę na swoje badania konsumenckie, które wskazują, że popyt na taki produkt jest zbyt mały. Uważam, że w Polsce znajdzie się potężna grupa konsumentów, która właśnie na taki produkt czeka. A więc może warto dać nam szansę. W końcu coraz więcej Polaków zwraca uwagę na skład produktów i dziś w przypadku nabiału tak naprawdę nie mamy zbyt wielkiego wyboru. 200 g jogurtu smakowego lub np. popularnego serka waniliowego zawiera ok. 30 g cukru! Według mnie producenci tego typu produktów powinni się zwyczajnie wstydzić. A my, jeśli chcemy jogurt smakowy, zróbmy go sobie sami. Wystarczy do jogurtu naturalnego dodać np. dwie łyżeczki dżemu niskosłodzonego. Wówczas zjemy dwie łyżeczki cukru, a nie pięć, jak w tym kupnym.

Firmy proponują konsumentom zamienniki dla słodzonych napojów. Przykładowo woda smakowa, cola czy pepsi mają swoją wersję zero. Zastępowanie takimi produktami napojów z cukrem to dobre rozwiązanie?

Przede wszystkim powinniśmy dążyć do tego, by takich produktów nie kupować. Z punktu widzenia naszego organizmu są one bezwartościowe. Jeśli już musimy, to oczywiście lepiej wybierać napoje „typu zero”. Rzeczywiście nie zawierają one cukru, więc nie są źródłem energii. W takich napojach cukier został zastąpiony tzw. słodzikiem, czyli „sztuczną substancją słodzącą”. Słowo „sztuczna“ od razu powoduje w nas obawę. Sztuczne to pewnie trujące. To oczywiście mit. Żeby przekroczyć dopuszczalną dawkę dziennego pobrania aspartamu (ADI), człowiek o masie 70 kg musiałby wypić w ciągu doby ok. 6 litrów napoju z tym słodzikiem. Wydaje mi się, że to chyba niemożliwe.

Jaki alternatywny środek do słodzenia poleca dietetyk? Erytrytol, ksylitol…?

Przewrotnie nie polecam żadnego. Jako dietetyk polecam odzwyczaić się od cukru i jego zamienników. Proszę mi wierzyć, że jest to możliwe. Jeśli prawidłowo zbilansujemy dietę, zapewnimy w niej odpowiednią podaż węglowodanów - zwyczajnie mija ochota na słodkie napoje, jogurty itp. Ostatnio jeden z pacjentów opowiedział mi, że chciał dojeść po swoim dziecku popularny serek homogenizowany, który „zabija głoda”. Zjadł łyżeczkę i stwierdził, że jest to „tak cholernie słodkie, że jeść się tego nie dało”.

Wraz z początkiem nowego roku wielu z nas - w ramach postanowień noworocznych - zaczęło się odchudzać i przeszło na dietę. O czym trzeba pamiętać, by nie zrobić sobie krzywdy?

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że redukcja masy ciała jest długotrwałym procesem. Wynika to między innymi z faktu, że aby spalić kilogram tkanki tłuszczowej, należy spożyć około 7000 kcal mniej w stosunku do tego, ile energii zwydatkowaliśmy. Takiego deficytu nie da się osiągnąć w zdrowy sposób w ciągu kilku dni. Omijajmy więc szerokim łukiem diety i cudowne sposoby obiecujące utratę np. czterech kilogramów w tydzień. W związku z tym rozpoczynając dietę trzeba zweryfikować swoje oczekiwania co do tempa redukcji masy ciała, aby uniknąć rozczarowań. Ogólnie zakłada się, że zdrowe odchudzanie to utrata 0,5-1 kg w tygodniu. Odchudzanie przy wsparciu dietetyka może być nie tylko zdrowsze, ale i przyjemniejsze. Dietetyk może bowiem obalić wiele mitów żywieniowych, które uprzykrzają stosowanie diety. Wielu osobom myślącym o odchudzaniu wydaje się, że nie mogą na przykład spożywać chleba i ziemniaków, które lubią, natomiast muszą jeść płatki owsiane i ryż, za którymi nie przepadają. To kompletnie nie tak. Dietetyk jest od tego, żeby skomponować dietę, która będzie - w miarę możliwości - zawierała ulubione produkty pacjenta i wykluczała te, których nie lubi.

W internecie są dostępne kalkulatory dziennego zapotrzebowania. Wskazują ile kalorii możemy przyjąć, by tracić zbędne kilogramy lub utrzymać obecną wagę. Można im zaufać? Jaka jest najmniejsza liczba kalorii, którą możemy przyjąć i zachować zdrowie?

Kalkulatory szacujące całkowity dzienny wydatek energetyczny organizmu mogą okazać się pomocne w dobraniu kaloryczności diety. Ważne jednak, by wybierać takie kalkulatory, które do podania wyniku wymagają wprowadzenia takich danych jak wiek, płeć, masa ciała, wzrost i poziom aktywności fizycznej. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana, ponieważ nawet właściwie dobrana kaloryczności diety niskoenergetycznej może nie wystarczyć do redukcji masy ciała i poprawy zdrowia. Liczą się także między innymi proporcje między makroskładnikami, zawartość witamin i składników mineralnych oraz indeks glikemiczny diety, a w wyliczeniu tych parametrów kalkulator nam nie pomoże. Kolejnym problemem mogą być także zaburzenia metaboliczne utrudniające odchudzanie, które wymagają leczenia farmakologicznego. W przypadku takich problemów sama dieta ubogokaloryczna może nie wystarczyć. Wydaje się, że najniższa kaloryczność diety, która będzie pokrywała zapotrzebowanie organizmu na składniki odżywcze na poziomie bezpiecznym to 1200 kcal. Rzadko jednak stosowanie tak niskiej kaloryczności ma sens.

Pozostało jeszcze 10% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Olga Goździewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.