Dobiesław Gała: Artysta nie istnieje bez odbiorcy. Rozmowa z krakowskim twórcą, prodziekanem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie

Czytaj dalej
Fot. fot. andrzej banas / polska press
Anna Piątkowska

Dobiesław Gała: Artysta nie istnieje bez odbiorcy. Rozmowa z krakowskim twórcą, prodziekanem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie

Anna Piątkowska

Czas, przemijanie, nieustannie postępujące procesy zmian - to tematy, które absorbują wyobraźnię krakowskiego artysty Dobiesława Gały, laureata Grand Prix tegorocznego X Triennale Polskiego Rysunku Współczesnego. Nam artysta zdradził, czy tworząc, myśli o odbiorcy i co wspólnego ma tworzenie dzieła sztuki z umiejętnością spawania.

Malarz czy rzeźbiarz? Jak pan się określa? Ma pan w portfolio zarówno prace malarskie, jak i formy przestrzenne.
Jestem rzeźbiarzem, rysownikiem i malarzem. Każdą z tych dyscyplin traktuję bardzo autonomicznie - jest czas na rzeźbę, jest czas na rysunek i czas na malarstwo. Z każdą z nich pracuję wymiennie. Pewne projekty powstają w trakcie rysowania, a inne w trakcie malowania. Dla mnie te dziedziny w naturalny sposób wzajemnie się uzupełniają. Gdy zaczynam się czuć wyczerpany tym, co robiłem dotychczas, sięgam po inny rodzaj tworzywa. Ale niezależnie od tego, rysunek jest fundamentem każdego rodzaju twórczej ekspresji plastycznej, malarstwa, rzeźby czy designu. To podstawa współczesnego projektowania, gdzie rysunek w wymowny sposób kształtuje to, co nazywamy kreatywnym myśleniem i inteligentną formą.

Kiedy pojawia się pomysł, temat kolejnej pracy, od razu widzi pan jej kształt, wie, że to będzie na przykład rzeźba?
Czasami pojawia się konkretny pomysł i wiem, że zostanie w taki, a nie inny sposób zrealizowany, na przykład jako obraz czy rzeźba. Tak jest w przypadku cyklu, nad którym obecnie pracuję. Może się zdarzyć, że to, co początkowo planowałem zrealizować jako obraz, ostatecznie przyjmie nową formę przestrzenną. Dużą rolę w tym procesie odgrywa również eksperyment, czasem dzieło w trakcie procesu twórczego zmienia się i ewoluuje. Lubię pracować cyklami, to znaczy jeden pomysł, strukturę czy kompozycję wielokrotnie przerabiam. Najczęściej pojawiają się po dwie lub trzy prace danego cyklu. Kiedy zajmuję się nowym tematem, rodzą się nowe pomysły, które tworzą drzewo kolejnych idei. To proces.

Ostatni cykl to prace z pogranicza malarstwa i rzeźby.
Tak, w najnowszych pracach - które mnie pochłaniają na przestrzeni dwóch ostatnich lat - łączę razem te dyscypliny. Efektem jest na przykład relief połączony z obrazem. Używam przy tym tradycyjnych mediów, czyli grafitu, węgla i barwników.

A przedmiotem pana twórczego zainteresowania, nie tylko ostatnio, jest głównie czas.
Moje wcześniejsze prace koncentrowały się wokół deformacji i ingerencji, teraz rzeczywiście jestem skoncentrowany na czasie, ale on także łączy się z deformacją, dezintegracją, oddziaływaniem pewnych form, brył i bytów zarówno na poziomie fizycznym, jak i duchowym. To ciągła walka myśli oraz procesów, które zachodzą w większej skali - globalnej i nie boję się użyć tego słowa - kosmicznej. Interesuje mnie wzajemne oddziaływanie oraz deformacje i zmiany, które zachodzą wówczas w obiektach. Sam proces tworzenia jest również pewną deformacją i dezintegracją, niemal niszczeniem, ale, co warto zauważyć - również swoistym odradzaniem się formy, dzięki której w finalnym efekcie powstanie coś nowego. Czas to także ślady po zdarzeniach, które kiedyś miały miejsce w skali makro- i mikrokosmosu czy w naszej mentalności. To są znamiona czasu, które w specyficzny sposób odkładają się w naszej pamięci. Każde zdarzenie, słabsze lub mocniejsze, pozostaje w nas, budując naszą tożsamość. Utrwalając się, odciska piętno, powodując również naszą zmianę. Podobny proces zachodzi w sferze fizycznej. Z biegiem czasu te ślady zrastają się, tworząc kolejne byty. Takim przykładem są na przykład słoje drzewa.

„Ślady zdarzeń”, „Znikające znaki”, „Ciemna strona księżyca”, „Strefa naznaczona”, „Jednak tam coś jest” - to tytuły kilku pańskich prac. W czym, poza czasem, takie prace znajdują swoje źródło?
Niezmiernie ważne są dla mnie takie dziedziny jak: fizyka, matematyka, ale także ludzie, którzy postrzegają świat zupełnie inaczej niż ja, na przykład ci, którzy z poziomu medycyny są niepełnosprawni. Dla ich zmysłów otwiera się zupełnie inny rodzaj percepcji, inne płaszczyzny, trudne do wyobrażenia. Nie wszyscy, oczywiście, potrafią opowiedzieć, jak dokładnie wygląda ten wewnętrzny świat. Taką inspiracją była dla mnie historia chłopaka z zespołem Aspergera i zaburzeniem, które sprawia, że widzi on kolory, kształty i faktury liczb (Daniel Tammet jest autorem i bohaterem książki „Urodziłem się pewnego błękitnego dnia” - przyp. red. ). Data jego urodzin jest niebieska. Chłopak potrafi dokonywać nieprawdopodobnych obliczeń. Ja patrzę na to, co może wydarzyć się w przestrzeni makro - obserwując przez lunetę księżyc, jego kratery, zastanawiając się, co znajduje się po jego drugiej, niewidocznej dla nas, stronie. To temat od wieków obecny w sztuce. Ale makrokosmos jest zawsze „cienką nitką” połączony ze światem mikro. Posłużę się tu kolejnym przykładem. Gdybyśmy bardzo powiększyli strukturę blatu stołu, to bez opisu tego, co widzimy, trudno byłoby ocenić, czy to mikro- czy makrokosmos.

W ostatnich pracach oszczędnie dysponuje pan kolorem, to okres przejścia między malarstwem a rzeźbą, zgodnie z tym, co pan mówił o cyklach pracy?
Reliefy to coś na pograniczu jednej i drugiej techniki. A monochromatyczne barwy, stalowe czernie rzeczywiście dają wrażenie formy przestrzennej. Sprawiają dodatkowo, że prace te są fizykalnie bardzo ciężkie, przez co kojarzą się z rzeźbą. W celu dodania im lekkości, elementem kompozycji, którego używam, jest odpowiednia gradacja koloru.

Jest pan autorem dużych kompozycji przestrzennych - pomijając aspekt zamysłu artystycznego - to chyba projekty trudne w samym wykonaniu?
Tak, one wydają się ciężkie. Robiłem taki cykl pogiętych rur „Odbicia”, które wydają się pełne wewnątrz i przez to stwarzają wrażenie trudnych w wykonaniu. W rzeczywistości są puste w środku. Przy odpowiednim podgrzaniu stają się bardzo plastyczne. Wówczas łatwo je kształtować zgodnie z wcześniej przyjętą koncepcją.

W tego rodzaju twórczości umiejętności pozaartystyczne też się chyba przydają? No i wygląda to na formę, która nie jest dla każdego.
Rzeźba to jest w dużej mierze walka z materią, a przy tego rodzaju rzeźbie umiejętności techniczne są konieczne. W rysunku liczy się pomysł, idea, a nawet, gdy nie ma pomysłu, wystarczy stanąć przed płaszczyzną, zrobić kilka przypadkowych gestów i z tej przypadkowości zacząć coś kreować. Rozlanie farby też może stworzyć odpowiednią kreację. Natomiast w przypadku rzeźby wszystko musi być od początku do końca zaplanowane, co również wymaga precyzji. Spawanie, cięcie i łączenie ze sobą materiałów to również czynności, które będą miały wpływ na finalny efekt dzieła. Przy dużej rzeźbie trzeba jeszcze zaplanować odpowiednie podzielenie elementów, by na przykład przetransportować pracę z miejsca na miejsce. Dlatego też studenci wydziału rzeźby, oprócz artystycznych przedmiotów, uczestniczą w zajęciach technicznych, na przykład ze spawania.

Minimalizm to trend popularny ostatnio w różnych dziedzinach życia - w sztuce ten nurt jest obecny już ponad pół wieku i ma się dobrze.
Sztuka współczesna, zwłaszcza niefiguratywna, była zawsze wyjątkowa w sensie tak zwanej wrażliwości elitarnej, czyli poszukiwania czegoś nowego, indywidualnego, ekspresywnego. To jak ze zdobyciem Kasprowego Wierchu. Można wjechać na szczyt kolejką, ale można też go zdobyć, idąc ekstremalną, trudniejszą drogą. Sztuka dla odbiorcy to także próba mierzenia się z samym sobą. Im bardziej jest zaawansowana, tym bardziej dąży do maksymalnych uproszczeń i wyczyszczenia kompozycji ze zbędnych elementów, by przekaz stał się jak najbardziej klarowny i przejrzysty. Na Akademii jest wiele pracowni, które kształtują studenta właśnie w kierunku sztuki abstrakcyjnej, konceptualizmu, uproszczonego przekazu idei oraz problemów.

Oszczędność formy i abstrakcja to dla odbiorcy, który nie jest znawcą, synonimy kłopotów ze zrozumieniem współczesnych dzieł sztuki. Zwłaszcza gdy nie ma tytułu, który coś sugeruje.
Odbiorca wcale nie jest taki bierny w zetknięciu się ze sztuką współczesną. Jeśli zatrzyma się przed jakąś pracą, to nawet nieźle sobie radzi z jej interpretacją. Oczywiście, pierwsze wrażenie sprowadza się głównie do odnajdywania figuracji, ponieważ tak jest skonstruowana nasza percepcja, że wszędzie doszukujemy się schematu. Podobnie z abstrakcyjnymi elementami, w których staramy się odnaleźć na przykład elementy martwej natury, postaci ludzkich czy pejzażu, skojarzenia z węglem, kopalnią, strukturą minerałów czy skał. Ja bardzo lubię słuchać tych interpretacji, ponieważ odbiorca zawsze widzi w nich coś zupełnie innego niż sam artysta. To ciekawe przeżycie.

Czy w procesie twórczym dla artysty ważny jest odbiorca?
Tak, chociaż artysta często tworzy dla siebie. To intymny proces, w którym pozostawia się zawsze odrobinę własnej tożsamości, którą chce się później podzielić z otoczeniem. Bez odbiorcy nic w sztuce się nie wydarzy. Musi zaistnieć układ: twórca, dzieło, odbiorca. Innym rodzajem prac są oczywiście te wykonywane na zamówienie.

A kiedy jest ten moment artystycznego szczęścia, spełnienia?
Kiedy mam świadomość, że powstała bardzo dobra praca. To właśnie jest dla mnie zasadniczy, a zarazem najważniejszy element szczęścia. Nagrody także, ponieważ jest to materialny rodzaj utwierdzenia, że tworząc dane dzieło, obrałem właściwy kierunek. Każdy chce, by jego praca była doceniana. Tak samo jest z artystą.

Artyści łatwiej chyba odnajdują się w braku, niedosycie, niepokoju niż w szczęściu i spełnieniu. Czy zatem ostatnie miesiące były dobre dla twórczej aktywności?
Lockdown był dla mnie twórczo bardzo dobrym okresem. Były oczywiście momenty lęku przed tym, co się wydarzy, przed samą pandemią, ale znalazłem czas na kontynuowanie prac, które mogłem ostatnio pokazać na wystawie. Reasumując, muszę przyznać, że był to dla mnie bardzo pracowity okres.

W tym czasie też kluczowym medium okazał się internet. Artystom internet pomaga czy przeciwnie?
Bardzo pomaga. Nie ma obecnie lepszego medium, które może pomóc przenieść artystyczne realizacje tam, gdzie tylko się chce. Okazuje się, że tworzenie wystaw nie jest aż tak skomplikowaną sprawą. Kiedyś robiły to tylko wielkie muzea czy galerie. W czasie lockdownu metoda prezentacji prac w sieci bardzo się sprawdza. W ten sposób sztuka bez żadnych ograniczeń trafia do bardzo szerokiego grona osób.

Czy dziś początkującemu artyście łatwo jest zaistnieć?
Nie, ale trzeba być wytrwałym. Optymistycznie nastawia fakt, iż pojawia się coraz więcej aukcji przeznaczonych dla tak zwanej młodej sztuki. Każdy artysta powinien mieć również marszanda, który za niego wykona formalności, żeby on sam mógł się skupić na tworzeniu.

***

Dobiesław Gała, urodzony w 1975 roku. Artysta, rzeźbiarz, doktor sztuki, adiunkt na Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie (również absolwent tej uczelni). Od niedawna prodziekan Wydziału Rzeźby. Stypendysta Ministra Kultury RP. Laureat i zdobywca Grand Prix X Triennale Polskiego Rysunku Współczesnego i wielu innych nagród. Swoje prace prezentował na ponad 60 wystawach.

Anna Piątkowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.