Dr hab. Izabela Kraśnicka z UwB: Przed nami polityczny amerykański show z nieprzewidywalnym scenariuszem

Czytaj dalej
UwB

Dr hab. Izabela Kraśnicka z UwB: Przed nami polityczny amerykański show z nieprzewidywalnym scenariuszem

UwB

Na tym etapie badania sondażowe dają Bidenowi znaczną przewagę. Chyba nigdy w historii urzędujący prezydent ubiegający się o reelekcję nie był tak bardzo „w tyle” za kontrkandydatem. Ale w polityce wydarzyć może się wszystko. W amerykańskiej polityce - może nawet więcej niż wszystko – uważa dr hab. Izabela Kraśnicka z Zakładu Prawa Międzynarodowego Publicznego na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku.

Jak podają media, rośnie sondażowa przewaga kandydata demokratów Joe Bidena nad urzędującym Donaldem Trumpem. Czy to oznacza, że obecny prezydent Stanów Zjednoczonych raczej na pewno pożegna się z Białym Domem? A może nic jeszcze nie jest pewne?

W tej kampanii, jak w tych czasach, nic nie jest do końca pewne. Amerykańskie realia wyborcze przekonały nas już nie raz, że prognozowanie zwycięzców nawet w samą noc wyborczą może być bardzo niepewne. Cztery lata temu, kiedy w Polsce kładliśmy się spać, w wynikach wyborczych prowadziła Hilary Clinton, a obudziliśmy się ze zwycięzcą Donaldem Trumpem.

Dla wielu – szczególnie obserwatorów spoza USA - największą niewiadomą jest sama procedura wyborcza. Bo Amerykanie najpierw głosują na elektorów, a dopiero ci wybierają prezydenta. Podczas poprzednich wyborów na Hillary Clinton zagłosowało blisko 3 miliony Amerykanów więcej niż na Donalda Trumpa, mimo to kandydatka demokratów przegrała.

Taką możliwość daje amerykańska konstytucja i system wyborów prezydenckich, w których działa zasada „zwycięzca bierze wszystko”. Oznacza to, że kandydat, który wygrał wybory w danym stanie, zgarnia tam wszystkie głosy elektorskie, nawet jeśli głosy wyborców rozłożyły się 49 do 51 proc. 3 listopada Amerykanie zagłosują na elektorów, którzy dopiero w grudniu oddadzą głos na nazwisko „swojego” kandydata. Ponieważ jednak elektorzy głosują zgodnie z przypisaniem do kandydata, to już w listopadzie dowiemy się, kto zdobył wymaganą większość głosów elektorskich i tym samym zostanie 46 prezydentem USA.

Tę kampanię zdominował - i to dosłownie - koronawirus. Zakażony został nawet Donald Trump. Czy walka z epidemią działa na jego korzyść, czy może zdecydować o porażce obecnego prezydenta?

Koronawirus kładzie się cieniem na polityczne działania w każdym państwie i gdziekolwiek na świecie nie odbywają się teraz wybory, to są one wyborami właśnie w cieniu COVID-19. Stosunek Donalda Trumpa do wirusa niczym nie odbiega od jego ogólnej retoryki i stylu prowadzenia dialogu ze społeczeństwem – jest chaotyczny, niespójny i oparty na egocentrycznej osi własnych przekonań, a przekaz skierowany jest do twardego elektoratu, który murem stoi za swoim prezydentem. Zarażenie wirusem, w którego istnienie nie dowierzał Trump, może się odbić negatywnie na jego wyniku wyborczym, bo oto okazało się, że wirus jest i nie wybiera. Natomiast już słyszymy z ust prezydenta, że nie trzeba się go bać. Tylko jak wytłumaczyć te rosnące wskaźniki zachorowań w USA? Z drugiej strony Joe Biden, chcąc zachować się etycznie nienagannie, musi teraz odpuścić negatywną kampanię, wszak nie atakuje się chorych i słabszych. Ostatecznie na wynik wyborów wpłynie sytuacja, w jakiej Stany Zjednoczone będą dosłownie w przededniu finalnego głosowania.

Ameryką wstrząsnął też konflikt społeczny po śmierci czarnoskórego George’a Floyda. Czy to ciągle ważny temat w USA, także politycznie?

Aktywność ruchu „Black lives matter” nie gaśnie, ale przekaz medialny skupiony jest teraz w zupełności na ganianiu wirusa po Białym Domu. Oglądając amerykańskie wiadomości, można odnieść wrażenie, że nic innego się w zasadzie nie liczy. A przecież sprawa śmierci George’a Floyda jest wciąż otwarta. Dodatkowo pojawiają się inne skandaliczne sytuacje, takie jak proces w sprawie zastrzelenia Breonny Tylor. Mamy wreszcie najważniejszą akcję polityczną, to jest uzupełnienie składu Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych po śmierci sędzi Ruth Bader Ginsburg. Mnóstwo się dzieje w Ameryce, ale Ameryka żyje na razie tylko prezydenckim koronawirusem i wyczekiwaniem na kolejne „show” w starciu obu kandydatów.

Dla wielu pewnym „wstrząsem” była też pierwsza debata prezydencka między Bidenem, a Trumpem. Czy dyskusja pełna epitetów i obrażania się jest w USA normą?

Nie, wszelkie normy zostały tu przekroczone. Muszę przyznać, że z premedytacją nie oglądałam tej debaty „na żywo”, co zdarzało mi się często w przeszłości mimo różnicy czasowej. Tym razem odpuściłam, bo już sama myśl o poziomie elegancji tej wymiany, czy raczej próby wymiany, poglądów odpychała mnie od pomysłu obserwowania spektaklu. Widziałam więc obszerne fragmenty w powtórkach i powiem jedynie tyle: amerykańscy komicy mają potężny materiał do wyśmiania, zaś amerykańskie społeczeństwo – mnóstwo powodów do zażenowania.

Na kogo zagłosuje Polonia? Faktem jest, że to za prezydentury Donalda Trumpa zostały zniesione wizy dla Polaków.

Trudno powiedzieć na kogo zagłosuje tym razem Polonia. Zwykle głosuje konserwatywnie, ale tak jak wszystko w tych wyborach, tak głos Polonii jest także nieprzewidywalny. Wizy faktycznie zostały zniesione, tylko że rola amerykańskiego prezydenta w tym zniesieniu była dosłownie żadna. Spełniliśmy warunki wymagane odpowiednią ustawą federalną i tym samym zakwalifikowaliśmy się do programu bezwizowego. Sami sobie na bezwizowy wjazd do USA zapracowaliśmy. A że akurat w tym czasie prezydentem był Donald Trump… tak wypadło.

Jak może zmienić się światowa polityka, także stosunki z Polską, jeżeli wygra kandydat demokratów?

Jeśli wygra kandydat Partii Demokratycznej, to będzie musiał zacząć od ułożenia relacji ze światem od początku. W pierwszej kolejności musi zapanować nad potencjalnym konfliktem z Chinami, ułożyć się z najbliższymi sąsiadami, przede wszystkim z Meksykiem. Polska będzie daleko na liście państw, wobec których podjęte zostaną jakiekolwiek działania, chyba że w sposób ewidentny łamane będą u nas na przykład prawa człowieka lub ograniczona zostanie wolność mediów. Prezydent Biden raczej nie przymknie na to oka.

Jeżeli wygra Donald Trump, to co ostatecznie zdecyduje o jego zwycięstwie?

Konstelacja gwiazd i losu w połączeniu z jakimiś wydarzeniami, których jeszcze na horyzoncie nie widać. Na tym etapie badania sondażowe dają Bidenowi znaczną przewagę. Chyba nigdy w historii urzędujący prezydent ubiegający się o reelekcję nie był tak bardzo „w tyle” za kontrkandydatem. Ale w polityce wydarzyć może się wszystko. W amerykańskiej polityce - może nawet więcej niż wszystko, bo nawet jeśli wygra Joe Biden, to Donald Trump niekoniecznie to zwycięstwo uzna, szczególnie, jeśli wygrana będzie niewielką przewagą głosów. I wtedy rozpocznie się skomplikowana batalia prawna rozstrzygająca o ważności wyborów. Przed nami polityczny amerykański show z nieprzewidywalnym scenariuszem.

UwB

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.