Dr Matyjaszczyk o historii godnej filmu: Mój dziadek walczył w Bitwie Warszawskiej

Czytaj dalej
Iwona Wronka

Dr Matyjaszczyk o historii godnej filmu: Mój dziadek walczył w Bitwie Warszawskiej

Iwona Wronka

Wojsko mam wpisane w DNA. Dziadek – żołnierz Błękitnej Armii Hallera, a wujkowie w szeregach AK i KWP walczyli z hitlerowskim i komunistycznym zniewoleniem - opowiada w przeddzień Święta Wojska Polskiego dr Grzegorz Matyjaszczyk, założyciel fundacji niosącej pomoc mundurowym i lekarz z Oddziału Psychiatrii w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 4 w Bytomiu.

Setna rocznica Cudu nad Wisłą ma szczególne znaczenie dla doktora Grzegorza Matyjaszczyka, weterana misji pokojowej w Iraku, założyciela katowickiej Fundacji Na Rzecz Rehabilitacji Zawodowej Dla Służb Mundurowych i Ich Rodzin "Salut". Jego dziadek, weteran bitwy pod Verdun, brał udział w Bitwie Warszawskiej, dziś on, lekarz wojskowy, pomaga żołnierzom.

Gdyby o tej historii usłyszał Sam Mendes, twórca nominowanego do Oscara filmu „1917”, z pewnością przeniósłby ją na szklany ekran. Jest rok 1915. Nastoletni Zygmunt Matyjaszczyk z Noworadomska (dzisiejsze Radomsko) usłyszał, że we Francji tworzona jest polska armia. Ucieka z domu, i wydostaje się z okupowanej przez Prusy, Rosję i Austrię Polski do Francji.

Opowiadano, że był wielkim patriotą, uciekał z rosyjskiego zaboru przez kolejne zaborcze kraje, przedzierał się przez europejskie państwa ogarnięte wojenną pożogą,– wspomina Grzegorz Matyjaszczyk, wnuk Zygmunta.

Zygmunt Matyjaszczyk zostaje przyjęty do armii gen. Józefa Hallera i z nią bierze udział w jednej z najkrwawszych bitew I wojny światowej – pod Verdun, okrzykniętej „piekłem Verdun”.

- Dziadek został w tej bitwie ranny, miał w nodze odłamek – mówi dr Matyjaszczyk. - Opowiadał, że wpadł do leja po bombie, tam niemal utopił się w błocie. Nocą, w okopach, bronił się przed szczurami, które karmiły się ciałami poległych żołnierzy. Jako że mówił biegle językami wszystkich zaborców, kiedy usłyszał niemieckich żołnierzy, poprosił po niemiecku, żeby mu pomogli. Tak też zrobili, ale po opatrzeniu ran przeszukali mu mundur, a tam znaleźli napisane cyrylicą dokumenty, świadczące o tym, że jest obywatelem carskiej Rosji. Potraktowano go jak szpiega. Trafił do niemieckiej fabryki zbrojeniowej, w której pracowali jeńcy. Wielu z nich umierało przy taśmie produkcyjnej. Dziadek wiedział, że tych warunków nie przeżyje.

Zygmunt Matyjaszczyk uciekł. Bez pieniędzy, bez żywności. Chciał z powrotem przedostać się do Francji przez Belgię i Holandię. Unikał uczęszczanych traktów, żeby go nie złapano.

Dalej wnuk Zygmunta: - Nie wiem, jak sobie radził, ale pamiętam opowieść, że pewnego dnia przeczytał na słupie ogłoszenie, że w jednym z doków portowych w Holandii odbywają się bokserskie walki marynarzy. Zgłosił się do jednej z nich. Na wygłodzonego, zmęczonego drogą jeńca z odłamkiem w udzie postawiono najmniejsze stawki. Nikt w niego nie wierzył, tym bardziej że jego przeciwnikiem był czarnoskóry, dobrze zbudowany zawodnik. Ale dziadek go znokautował. Za tę walkę zarobił dużo pieniędzy, w nagrodę otrzymał złoty zegarek z dewizką, stał się też bohaterem lokalnej prasy. Pamiętam wycięte z gazety zdjęcie, na którym dziadek stoi w ringu z podniesionymi w geście zwycięstwa rękami. Było pokazywane podczas rodzinnych spotkań i opowieści. Robiło na mnie niesamowite wrażenie.

Do Polski Zygmunt Matyjaszczyk powrócił razem z armią Józefa Hallera. Brał także udział w Bitwie Warszawskiej, okrzykniętej Cudem nad Wisłą. Generał Haller przewodził wówczas Armii Ochotniczej broniącej przedpola stolicy.

- Dziadek opowiadał o generale, że był dobrym strategiem – wspomina Grzegorz Matyjaszczyk. - Opowiadał też o przerażających historiach. Polscy żołnierze w trakcie pościgu za uciekającymi bolszewikami, wyzwalali zajęte przez nich tereny. Odkrywali tam dowody na niezwykłe bestialstwo: zwłoki polskiej ludności cywilnej i zmasakrowane ciała wziętych do niewoli polskich żołnierzy. Z przekazów dziadka utkwiły mi w pamięci opowieści o topiących się w bagnach Błot Pińskich najeźdźców ze Wschodu, którzy uciekali w popłochu i panice, wiedząc, jakie krzywdy na nich ciążą.

Po wojnie Matyjaszczyk osiadł pod Radomskiem. Prawdopodobnie za udział w wojnie otrzymał duży kawałek ziemi, na którym postawił solidny, kamienny dom, zasadził hektarowy sad. Miał ośmioro dzieci. Miał "regulaminowe" wąsy piłsudczyka, konia, którego nazwał Kasztanka. - Sadzał nas na koniu. I opowiadał tak, że ja czułem, że jestem razem z nim na froncie! Że wpadam do leja z błotem, opędzam się od szczurów - wspomina dr Grzegorz Matyjaszczyk.

Miłością do ojczyzny zarazili się od uczestnika Bitwy Warszawskiej także jego dwaj synowie – Witold i Marian. Walczyli podczas drugiej wojny światowej w szeregach Armii Krajowej, a w 1945 roku współtworzyli Konspiracyjne Wojsko Polskie pod dowództwem gen. Stanisława Sojczyńskiego, pseudonim Warszyc.

Być może zamiłowanie do armii zaszczepił w rodzinie Matyjaszczyków ojciec Zygmunta, Karol, który brał udział w wojnie rosyjsko-japońskiej. Jeden z Matyjaszczyków, Tomasz (przedwojenny nauczyciel w Częstochowie), w Szkole Podchorążych Piechoty w Skierniewicach przeszedł szkolenie oficerów rezerwy. W 1939 roku trafił do niewoli. Wiosną 1940 roku został zamordowany w Katyniu.

Pozostało jeszcze 21% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Iwona Wronka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.