Dramaty millenialsa: Nosiłam stół z noblistką

Czytaj dalej
Aleksandra Suława

Dramaty millenialsa: Nosiłam stół z noblistką

Aleksandra Suława

Jeśli wszyscy podczepiają wagoniki do pędzącego przez Polskę noblowskiego pociągu, podepnę swój i ja. W podstawówce, kiedy skończyłam już wypożyczone z biblioteki książki, kartkowałam podręcznik do polskiego. Rzadko udawało się znaleźć w nim coś ciekawego, ale w okolicach szóstej klasy trafiłam na „Czas Misi”.

Zaczynało się tak: „Misia, kiedy miała dziesięć lat, była najmniejsza w klasie i dlatego siedziała w pierwszej ławce. Nauczycielka, przechadzając się między ławkami, zawsze głaskała ją po głowie. W drodze powrotnej ze szkoły Misia zbierała potrzebne lalkom rzeczy: łupiny kasztanów na talerzyki, pokrywki żołędzi na filiżanki, mech na poduszki”. Spodobała mi się ta Misia. Może dlatego, że też byłam najmniejsza w klasie. A może dlatego, że wpadła mi w ucho melodia tego tekstu, niby prosta, a jednak dająca znać, że chodzi o coś więcej niż historie o dziesięciolatce. Pod tekstem widniało: Olga Tokarczuk „Prawiek i inne czasy”, fragment. Obok było jeszcze krótkie bio i data urodzenia. Bez daty śmierci. Zdziwiłam się, bo mało kto w podręczniku do polskiego nie miał daty śmierci.

Polowałam potem na ten „Prawiek” w osiedlowej bibliotece, na najniższej półce w drugim rzędzie. Trafiło się „E.E.” i „Gra na wielu bębenkach”, ale książka z Misią, wciąż była wypożyczona. Znalazła się dopiero, kiedy byłam w liceum w bibliotece na Rajskiej. Po tym, jak ją wypożyczyłam, odwołałam spotkanie ze znajomymi. Powiedziałam, że mam migrenę, bo czytanie Tokarczuk nie było wtedy w modzie. Melancholijna, drobiazgowa, małomiasteczkowa, trącąca Marquezem lektura.

Rok temu, na spotkaniu w Krakowie poprosiłam ją o autograf w „Opowiadaniach bizarnych”. Śmiałam się, że jeśli dostanie Bookera, to sprzedam ten egzemplarz za niezłe pieniądze. Ona dostała, a książka została ze mną. Kilka miesięcy później spotkałam ją w Krakowie na Dolnych Młynów. Trwał festiwal Conrada, a ja z koleżanką montowałam wystawę z okazji stulecia praw wyborczych Polek. Akurat niosłyśmy stół. Ona spytała nas o drogę do Tytano, my o zgodę na selfie, bo i o niej będzie na naszej wystawie. Cyknęłyśmy zdjęcie i dalej poszłyśmy już z tym stołem razem.

To wszystko ckliwości, głupotki, prywata. Ale nieczęsto zdarza się, by prywatne błahostki przecinały się z wielką historią. A właśnie zwracania uwagi na takie magiczne detale uczy proza Tokarczuk.

Aleksandra Suława

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.