"Edukacja nie lubi chaosu. Znów jesteśmy w punkcie wyjścia". Poznańska nauczycielka mówi o problemach i wyzwaniach w nauce zdalnej

Czytaj dalej
Fot. archiwum prywatne
Mikołaj Woźniak

"Edukacja nie lubi chaosu. Znów jesteśmy w punkcie wyjścia". Poznańska nauczycielka mówi o problemach i wyzwaniach w nauce zdalnej

Mikołaj Woźniak

- Nie wyobrażam sobie, żeby w polskiej szkole nie można było uczyć o akceptacji, tolerancji, otwartości, inności. A boję się, że możemy tak skończyć - mówi Agnieszka Jankowiak-Maik, nauczycielka WOS i historii w poznańskim III LO. Szerzej znana jest, jako „Babka od histy” i świeżo upieczona laureatka nagrody im. Ireny Sendlerowej. Pytamy o pomysły na naukę zdalną, największe wyzwania, jakie stoją przed nauczycielami i możliwą reformę podstawy programowej.

Za panią ważny tydzień. W poniedziałek zdobyła pani nagrodę „Za naprawianie świata”. Opadły już największe emocje?
To wielki zaszczyt. Patronka tej nagrody [Irena Sendlerowa – dop. red.] i przesłanie, które niesie, czyli naprawianie świata, sprawia, że sytuacja jest szczególnie wzruszająca. Również kapituła składa się z fenomenalnych ludzi i dla mnie wielkich autorytetów. Nadal nie do końca jeszcze wierzę, jestem dumna i czuję ogromną wdzięczność. Także za to, że Centrum Edukacji Obywatelskiej organizuje konkurs w czasach, w których zawód nauczyciela ani nie jest specjalnie prestiżowy, ani nie cieszy się szczególną popularnością. Do polityków też nie mamy ostatnio szczęścia, więc taka nagroda jest istotna dla budowania wizerunku zawodu.

Czytaj więcej: "Babka od histy" z nagrodą im. I. Sendlerowej "Za naprawianie świata". Nauczycielka z Poznania otrzymała ogromne wyróżnienie

Były trzy główne wymogi, które musiał spełniać kandydat. Nauczyciel musi uczyć w duchu dialogu, szacunku i tolerancji, dodatkowo inspirować do działań zgodnych z tymi wartościami oraz być liderem w szkolnej i lokalnej społeczności. Jak to realizować w pracy?
Skoro jesteśmy w Poznaniu, to bliska jest mi idea pracy organicznej. Może nie w rozumieniu XIX-wiecznym, ale wierzę, że edukacja jest absolutnym fundamentem i podstawą. To co dziś robimy w szkole z uczniami, wpływa na to, jak świat będzie wyglądał za 15-20 lat. Staram się słuchać młodzieży i wychodzić naprzeciw ich oczekiwaniom oraz pomysłom. Wielu moich uczniów po jednym zrealizowanym projekcie, przychodzi i chce działać dalej. Staram się też kłaść nacisk na edukację obywatelską, żeby kształcić świadomych obywateli, którzy będą chcieli partycypować w społeczności lokalnej. Dlatego np. piszemy wnioski do budżetu obywatelskiego, prowadzimy mikrokampanie społeczne. Młodzieży wydaje się dziś, że angażowanie obywatelskie, to od razu wejście w politykę. A to przecież nieprawda. Bardzo potrzebujemy lokalnych działaczy – osób, którym zależy, które chcą coś zmieniać. Po zakończonych projektach klasowych okazuje się, że bardzo wielu uczniów chce działać dalej i nagłaśniać tematy, które są dla nich ważne. Stąd zachęcam ich do udziału w olimpiadzie „Zwolnieni z teorii”, jeździmy na Europejski Parlament Młodzieży, jestem też trenerką „Odysei umysłu”. W ten sposób wykształca się kompetencje, które systemowo w polskiej szkole nie są do końca rozwijane. Prowadziłam też zajęcia antydyskryminacyjne w ramach projektu organizowanego przez miasto.

Uczniowie mają dziś chęć do pracy w wolontariacie?
Tak, takich działań też prowadzimy sporo. Najważniejsze to współpraca przy Festiwalu Sztuki Naszych Dzieci z CK Zamek. Występują w nim dzieci i młodzież z niepełnosprawnościami, a my m.in. pomagamy im przygotowywać się do występów. Zrozumiałam, że to ma głęboki sens, kiedy na jednym z festiwali podeszły do mnie uczennice. Dosłownie płacząc, mówiły, że dziękują, że jesteśmy w tym miejscu. Nie miały świadomości, jak wygląda życie z niepełnosprawnością, a teraz są jednocześnie wdzięczne, że same są zdrowe i chcą dalej pomagać. Po takich akcjach naprawdę wiele osób wstępuje do różnych fundacji.

Zakładam, że wszystko o czym pani mówi jest prostsze, gdy można tradycyjnie się spotykać, wydarzenia są normalnie organizowane. Jednak jak to wygląda w roku pandemii? Jakie wyzwania stawia nauczanie zdalne w czasie drugiej fali?
Obecną sytuację znam jedynie z obserwacji, bo w tym momencie sama nie pracuję. Na bieżąco śledzę jednak wydarzenia i jestem w stałym kontakcie z nauczycielami oraz uczniami. Bardzo bym chciała, żeby druga fala różniła się od pierwszej, ale się nie różni. Było bardzo dużo czasu na przygotowanie konkretnych rozwiązań, wiedząc, że taka sytuacja jak dziś nadejdzie. Tymczasem znów jesteśmy w punkcie wyjścia. Decyzja o zamknięciu szkół została podjęta z dnia na dzień, bez żadnego planu. A edukacja nie lubi chaosu. Powiedzenie, że uczymy się stacjonarnie, zdalnie, albo hybrydowo, to nie jest żaden plan. Każdy może to wymyślić. Znów bazujemy więc na tym, co nauczyciele wypracują ze swoimi dyrektorami.

Sprawdź: Lekcje zdalne za darmo na YouTube - zobacz najlepsze kanały do nauki online

Z czym trzeba sobie radzić?
Z wieloma wyzwaniami. Umiejętności cyfrowe systemowo w polskiej szkole leżą. Nawet jeśli wydaje nam się, że młodzi ludzie doskonale radzą sobie z internetem czy aplikacjami, to owszem, ale tylko z częścią z nich. Tych poważniejszych narzędzi często nie znają, trzeba ich uczyć rozważnego korzystania. Kolejne wyzwanie to wykluczenie cyfrowe, o którym nauczyciele mówią od marca. Nadal obserwujemy problem tzw. znikających dzieci. To uczniowie, z którymi nie ma kontaktu, wypadają z obiegu. Oprócz Rzecznika Praw Obywatelskich nie widziałam, by ktokolwiek interweniował w tej sprawie. Co dobrego mogłoby wyniknąć z nauki zdalnej, to świadomość wśród nauczycieli, iż w edukacji warto się skupić nie tylko na wiedzy merytorycznej, ale uczeniu kompetencji. Jest dobry czas, żeby pomóc młodym ludziom nauczyć się, jak się uczyć. Większość z nich w tej chwili będzie musiała sobie poradzić sama, a tych umiejętności nie ma. Skuteczna nauka, organizacja czasu to kompetencje już nie przyszłości, ale teraźniejszości. Nauczyciele powinni też zwrócić uwagę na to, by zadbać o higienę cyfrową. Do marca wszyscy zastanawiali się, czy nie byłby zasadny całkowity zakaz używania telefonów komórkowych w szkołach, a teraz dzieciaki na zdalnym nauczaniu siedzą przy komputerze od rana do nocy i nikt o tym nie pamięta. Podobna sytuacja była z wykorzystywaniem prywatnego sprzętu przez nauczycieli. Do marca nie było wiadomo, czy można ze względu na RODO itd. Teraz o tym nikt nie mówi, gdyż nauczyciele muszą korzystać ze swojego sprzętu, bo jest lepszy niż szkolny, albo w ogóle – jest. Paradoksów widać sporo, ale mam nadzieję, że wyciągniemy wszyscy lekcję i skupimy się na relacjach. Bo edukacja stoi relacją. Bez niej, bez tego, że się lubimy, że nam na sobie zależy – nie będzie dobrej szkoły.

W jakiej kondycji psychicznej są nauczyciele i uczniowie po kolejnych miesiącach nauki zdalnej?
Mamy wyniki badań, z których jasno wynika, że dobrostan psychiczny nauczycieli bardzo ucierpiał. To także kwestia tego, że od razu wchodzi się w Polsce w postawę konfliktu. Widać antagonizowanie nauczycieli, rodziców i uczniów. Rodzice z oczywistych względów nie chcieli edukacji zdalnej, ale swoje frustracje często wylewają na nauczycieli, którzy przecież nie podejmują tych decyzji. Nauczyciele też nie odnajdują się jeszcze całkowicie w edukacji zdalnej. To zupełnie inna metodyka, nie da się jeden do jednego przenieść lekcji z klasy do świata wirtualnego. W związku z tym też popełniamy sporo błędów. Część nauczycieli wysyła zbyt wiele zadań, co frustruje nie tylko uczniów, ale i rodziców, którzy później też muszą je z nimi odrabiać. Tymczasem powinniśmy skupić się na tym, żeby rozmawiać, dyskutować o tym, jakie wyzwania przed nami, jakie mamy problemy, jak się z obecną sytuacją czujemy. Nauczycielom powinno zależeć, by dotrzeć do rodziców, a wszystkim, żeby pamiętać – szkoła to triada: uczniowie-rodzice-nauczyciele, a nie osobne planety.

Jak zdalną naukę i pandemię znoszą uczniowie?
Generalnie słabo. Zaobserwowałam jednak ciekawy trend, że teraz większość uczniów przeszło na edukację zdalną, z wiarą, że sobie poradzi. Nadzieje na to dają przecież doświadczenia zbierane od marca. Natomiast tęsknią za sobą, a w akcie desperacji niektórzy tęsknią nawet za nauczycielami. (śmiech) W szkole nie chodzi przecież tylko o to, by wykuć sto dat z historii, ale żeby się spotykać, rozwijać, inspirować. Dlatego czas zamknięcia źle na nich wpływa. Brakuje im ludzi.

Zobacz: 15 kierunków w Poznaniu i Wielkopolsce, po których zarabia się najwięcej! Zobacz najnowszy ranking

Mimo wszystko decyzja o zamknięciu szkół była wyczekiwana w środowisku nauczycielskim?
Przez część osób pewnie tak. Przy czym na pewno było oczywiste pół roku temu, było oczywiste też w sierpniu, że szkoły będzie trzeba zamknąć. Dlatego nie podobało mi się to przeciąganie, mówienie o bezpiecznych szkołach i murach, które nie zarażają. Szkoda, że nie przeprowadzono tego w inny sposób. Były rekomendacje, np. środowiska akademickiego, by wracać falami. Są też efektywne sposoby na rozrzedzenie liczby osób w klasach. Jeżeli wracamy do szkoły, w której (jak w mojej) jest ponad 1000 uczniów, a w klasie średnio 33 osoby w małej sali, to nie ma możliwości zachowania dystansu społecznego. Gdyby klasy były mniej liczne i był zatrudniony dodatkowy personel na pewno byłoby łatwiej i bezpieczniej. Ale tego w ogóle się nie rozważało.

Pojawiają się już pierwsze apele o odwołanie egzaminów ósmoklasisty i matur. W końcu to trzeci rocznik, w którym coś się dzieje. Najpierw był strajk nauczycieli, później pierwsza fala pandemii, teraz stoimy w obliczu drugiej. Widzi pani argumenty za odwołaniem egzaminów?
Egzamin ósmoklasisty jest do niczego niepotrzebny. Na takim stanowisku stoję od początku i będę się go trzymać. Powinien być odwołany. Ale nie tylko w tym roku – w ogóle. W polskiej szkole mamy obsesję na punkcie testów, ocen, później egzaminów. Dzięki temu jesteśmy całkiem wysoko w testach PISA, ale na szarym końcu jeśli chodzi o kondycję psychiczną naszych uczniów. A matura? Trudno mi się wypowiedzieć, nie jestem ekspertką. Uważam jednak, że ministerstwo powinno to skonsultować ze środowiskiem nauczycielskim, akademickim i uczniami, a na tej podstawie wypracować rozwiązanie. Tyle że resort nie jest otwarty na dialog.

W kwestii egzaminów i matur w tym roku rozważano, czy będą one bezpieczne. W przyszłym problem będzie dodatkowy – w pesymistycznym wariancie uczniowie mogą mieć za sobą niemal cały rok szkolny nauczania zdalnego. W ten sposób da się przygotować do egzaminów?
Gdybyśmy już w marcu usiedli, przedyskutowali okrojenie podstawy programowej i skupili się na nauczaniu przedmiotów do egzaminów, pewnie byłoby to realne. Ale znów – głosy środowiska nie są wysłuchiwane, więc w tych realiach będzie to bardzo trudne. Przedmiotów w szkole średniej jest dużo i do samego końca uczniowie uczą się większości z nich. Jeśli tego nie okroimy, to będzie wielkie wyzwanie i powiem szczerze – współczuję tym młodym ludziom.

Przedmiotów jest dużo, pojawia się też kwestia – jak ciekawie nauczać zdalnie? Tak, by nie tylko przyciągnąć uczniów przed komputer, żeby go włączyli, ale jeszcze przy nim utrzymać.
Jest wiele ciekawych narzędzi cyfrowych, ale ze względu na to, że nauczyciele nie zawsze czują się w nich kompetentnie, są mocno pogubieni. Zawsze rekomenduję, żeby nie rzucać się na głęboką wodę i korzystać z miliona aplikacji, ale nauczyć się jednej czy dwóch i spróbować z uczniami na nich popracować. Warto też zapytać uczniów na czym sami chcieliby pracować. Można się zdziwić, jak ciekawe pomysły czasem podpowiedzą. W zeszłym roku szkolnym przenosiłam do sieci swoje działania ze świata realnego i uczniowie robili np. projekty kampanii zdalnie. Nauczyłam ich korzystania z dysku Google, poprosiłam, by tam się wymieniali inspiracjami i to zadziałało – kampanie przyciągały ich uwagę. Ucząc zdalnie i stacjonarnie założenia są podobne – trzeba mieć pomysł na lekcję, wiedzieć jaki jest jej cel. Jeżeli jest wola, to się uda. Na pewno nie przyciągnie uczniów wysyłanie dziesięciu stron ćwiczeń do zrobienia z prośbą o odesłanie w ciągu dwóch dni.

Są przedmioty w przypadku których przeniesienie do sieci jest niemożliwe? Jak w ten sposób uczyć np. wychowania fizycznego?
Trudno uczy się tam, gdzie trzeba czasu na wytłumaczenie pewnych zjawisk. Wiele zależy tutaj od konkretnego ucznia i jego postrzegania, które przedmioty są łatwe, a które trudniejsze. Jeśli chodzi i W-F, to po przejściu na edukację zdalną otrzymałam pytania, jak zrobić z niego kartkówę. Zaapelowałam, by nie robić. (śmiech) Widziałam, że te lekcje można ciekawie zorganizować. Nauczyciele łączą się z uczniami, wykonują ćwiczenia, podpowiadają działania prozdrowotne, mówią o diecie, stresie. Łatwiej byłoby gdybyśmy mieli jednakowe, lepsze warunki – np. każdy nauczyciel dysponowałby salą z porządnymi narzędziami, dzięki którym mógłby w czasie rzeczywistym tłumaczyć zagadnienia i odpowiadać na pytania. Obecnie każda szkoła korzysta z innych narzędzi, co jest nie do końca słuszne, ponieważ nie ma wspólnej platformy, która obsługiwałaby edukację zdalną w Polsce.

Wspominała pani kilka razy o MEN. W ministerstwie edukacji znów powiał wiatr zmian. Chyba nie tylko dla uniwersytetów, ale także podstawy programowej w szkole. Boi się pani do jakiej szkoły wróci?
Kiedy usłyszałam, że będzie kolejna podstawa programowa, to najpierw przez sekundę się ucieszyłam, a później mnie zmroziło. To było w momencie, gdy zostało przedstawione w jakim kierunku te zmiany mają pójść. Kiedy minister Czarnek mówi, że trzeba skończyć z „pedagogiką wstydu” w polskiej szkole, to takie hasła kojarzą mi się niestety jednoznacznie z okresem słusznie minionym. Boję się takich zmian, bo nie rozumiem, co to znaczy i faktycznie – nie wiem do jakiej szkoły wrócę. Nie podoba mi się też, gdy słyszę, że pewne treści na które nie godzą się rodzice, nie będą w szkole realizowane, bo wiem co pan minister ma na myśli. Chodzi mu m.in. o to czym sama się zajmuję, czyli edukację równościową i antydyskryminacyjną. Zaczyna się wmawiać Polkom i Polakom, że to zajmowanie się polityką. Otóż nie. To zajmowanie się człowiekiem i jego prawami, czyli kwestiami fundamentalnymi. Nie wyobrażam sobie, żeby w polskiej szkole nie można było uczyć o akceptacji, tolerancji, otwartości, inności. A boję się, że możemy tak skończyć.

Czytaj więcej: Będzie nowa lista lektur w szkołach? Minister edukacji chce więcej treści patriotycznych

-------------------------
Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Mikołaj Woźniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.