Epidemiolog o decyzjach rządu: "Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że nie leci z nami pilot". Statystyki dotyczące zakażeń nie są już wiarygodne?

Czytaj dalej
Fot. Robert Woźniak
Nicole Młodziejewska

Epidemiolog o decyzjach rządu: "Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że nie leci z nami pilot". Statystyki dotyczące zakażeń nie są już wiarygodne?

Nicole Młodziejewska

Jak twierdzi dr Tomasz Ozorowski, epidemiolog, były prezes Stowarzyszenia Epidemiologii Szpitalnej i mikrobiolog, decyzje podejmowane przez rząd w sprawie walki z pandemią koronawirusa są niekonsekwentne. - Niespójność, chaotyczność decyzji rządowych i brak komunikacji ma ogromny wpływ na pogłębianie zmęczenia i frustracji społeczeństwa - mówi. Jego zdaniem statystyki dotyczące liczby zakażeń już dawno przestały być wiarygodne, a jedyną szansą na powrót do normalności są szczepienia. Gdy zdecyduje się na nie 70 proc. społeczeństwa, o końcu pandemii będziemy mogli mówić już w przyszłoroczne wakacje.

Nadal jesteśmy w drugiej fali pandemii czy już na początku trzeciej? Jak możemy określić te fale ramami czasowymi?

Dr Tomasz Ozorowski: Po pierwsze w Polsce zupełnie inaczej powinniśmy retrospektywnie opisywać przebieg epidemii niż kraje zachodnie UE. Co najwyżej możemy mówić o pierwszej fali, której szczyt wystąpił w pierwszej połowie listopada. Opóźnienie wystąpienia pierwszej fali, w porównaniu z Europą zachodnią, było związane z ogólnokrajowym lockdownem wdrożonym w marcu. W najbliższym czasie możemy mówić więc o drugiej fali, której obawiamy się ze względu na świąteczne czy też noworoczne integracje.

No właśnie. Po świętach czeka nas kolejny lockdown w postaci Narodowej Kwarantanny. Ponownie zostaną zamknięte sklepy, a wraz z nimi stoki narciarskie, hotele. W sylwestra i Nowy Rok czeka nas zakaz przemieszczania w godzinach od 19 do 6 rano. Czy według Pana te decyzje są sensowne?

Są sensowne. Wdrożenie ogólnokrajowego lockodownu na koniec roku, analogicznie jak w innych krajach jest konieczne, bo wiemy, że jest to okres dużej integracji społecznej, rodzinnej, międzyregionalnej.

Ale to zostanie wprowadzone dopiero po świętach Bożego Narodzenia. Czy to przypadkiem nie ten okres jest najbardziej "wyjazdowy"?

Tak, ale myślę, że w tej chwili z większą ostrożnością będziemy spędzać święta. Wiemy już, że należy zachować ostrożność, żeby nie zarażać rodziców i dziadków. Te główne migracje miały wystąpić w okresie między świątecznym, gdzie ludzie wyjeżdżają w góry, spędzają wspólnie sylwestra.

A czy zgodzi się Pan, że w decyzjach rządu brakuje konsekwencji? Z tygodnia na tydzień zmieniają się obostrzenia - teraz planujemy zamknięcie sklepów, podczas gdy przez cały grudzień wszystko było otwarte, nawet wróciły cotygodniowe niedziele handlowe. W sylwestra mówimy o zakazie przemieszczania się, ale nie ma mowy o pasterce w święta, na którą wybierze się tysiące seniorów. Nie jest niespójne?

Na pewno jest to niekonsekwentne i na pewno nie ma w tym żadnej zwartej koncepcji i pomysłu. W związku z tym następują takie decyzje, które rzeczywiście trudno jest uzasadnić i tu się z Panią zgadzam. Dość szybko w trakcie epidemii zdaliśmy sobie sprawę, że nie leci z nami pilot, co w moim przekonaniu głównie było związane z niepowołaniem sztabu ekspertów. Niespójność, chaotyczność decyzji rządowych i brak komunikacji ma ogromny wpływ na pogłębianie zmęczenia i frustracji społeczeństwa.

Do tego dochodzi też kwestia niesłowności. Jeszcze parę tygodni temu mówiono nam, że Narodowa Kwarantanna zostanie wprowadzona, gdy średnia liczba zachorowań w ciągu tygodnia osiągnie 27 tys. Widzieliśmy statystyki, w których liczba zakażeń raczej spadała niż rosła, a mimo tego czeka nas kolejny lockdown.

Myślę, że jest to przejaw, najbardziej dla mnie niebezpiecznej, tendencji rządu. Czyli najlepiej nie uprzedzać społeczeństwa, nie dawać jasnych sygnałów, nie trzymać się wcześniejszych ustaleń. Takie postepowanie prowadzące do utraty wiarygodności będzie miało dramatyczne następstwa, które zauważamy w braku zdolności rządu do przekonania Polaków do programu szczepień. Jestem przekonany, że ministerstwo, podobnie jak już my wszyscy, wie, że dane statystyczne o liczbie zachorowań są kompletnie niewiarygodne.

Dlaczego? Nie można im ufać?

W żaden sposób. Nie tylko wynika to z faktu, że cały czas jesteśmy krajem z najmniejszą liczbą badań w przeliczeniu na liczbę mieszkańców. Możemy posługiwać się dodatkowo dwoma parametrami. Jednym z nich jest odsetek wyników dodatnich. Jeżeli jest on najwyższy z krajów Unii Europejskiej, przekraczający aktualnie 30 proc., a niekiedy dochodzący do nawet 40 czy 50 proc., to wiemy, że w ogóle nie kontrolujemy sytuacji, a diagnozujemy jedynie wierzchołek góry lodowej. WHO podaje, że jeżeli ten odsetek jest wyższy niż 5 proc., to te dane nie odzwierciedlają rzeczywistości. Dlatego bardziej powinniśmy patrzeć na liczbę zgonów, która z kolei jest bardzo wysoka.

To z czego w takim razie wynikają decyzje rządu i ministerstwa zdrowia?

Myślę, że rząd podejmując takie decyzje, patrzy przede wszystkim na to, co dzieje się w służbie zdrowia. A służba zdrowia padła na kolana. I nie mówię tu o liczbie zgonów covidowych, ale po prostu stanęła też normalna medycyna. Dane Europejskiego Urzędu Statystycznego jeszcze do niedawna mówiły o 100 proc. wzroście zgonów w porównaniu do analogicznego okresu w zeszłym roku. I to można wytłumaczyć nie tyle zgonami covidowymi, bo ich nie jest aż tak dużo, co tym, że ludzie nie mają dostępu do normalnej medycyny. Padł transport medyczny, bo ogromna jego część musi przejąć pacjentów covidowych, w związku z czym karetki na czas nie dojeżdżają do pacjentów z zawałami, udarami. Ograniczone zostały specjalistyczne zabiegi ratujące życie, bo specjaliści np. neurochirurdzy, kardiochirurdzy zamiast wykonywać skomplikowane zabiegi zajmują się leczenie pacjentów z covidowym zapaleniem płuc. Łózka oddziałów intensywnej terapii zabezpieczające pacjentów po ciężkich zabiegach są w dużej mierze zajmowane przewlekle przez pacjentów z COVID-19. Co więcej, co chwile słyszymy o zamykaniu poszczególnych oddziałów, bo personel choruje, są epidemie w szpitalach. Ponieważ nie przygotowaliśmy służby zdrowia i nie wdrożyliśmy masowego testowania, to aby przeżyć epidemię musimy częściej niż inne kraje sięgać po działania, które ograniczają transmisję SARS-CoV-2 ale niszczą nasze życie społeczne.

A nie jest też tak, że statystyki są niewiarygodne, ponieważ coraz mniej osób decyduje się na wykonanie testów lub wykonuje je drogą prywatną lub samemu kupując testy?

Na pewno przestajemy mieć gotowość do poddawania się oficjalnemu testowaniu. I prawdopodobnie będziemy mieć coraz większą tendencję do tego, żeby poddawać się diagnostyce nieoficjalnej w miarę dostępności testów antygenowych. Nie chcemy się oficjalnie diagnozować ze względu na obawy o izolację i rodzinną kwarantannę. Skoro też padł oficjalny komunikat, mówiący o tym, że gospodarka zostanie uruchomiona, jeżeli zachorowań będzie mniej, to automatycznie społeczeństwo chce dojść do tego momentu i przestaje się testować. Ale to jest bardzo złudne, bo my się mniej badamy, ale widzimy, że cały czas mamy olbrzymi problem z koronawirusem przez pryzmat tego, co dzieje się w szpitalach.

Jeśli już ktoś decyduje się na wykonanie testu drogą nieoficjalną, nie przez skierowanie od lekarza rodzinnego, bo np. chce to zrobić przed wyjazdem do rodziny na święta, to jak powinien to zrobić, żeby otrzymać jak najbardziej precyzyjny i dokładny wynik

Po pierwsze warto dokonać tutaj pewnej gradacji postępowania – czy na pewno musimy spędzać święta w gronie rodzinnym. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy nie narazimy w ten sposób naszych seniorów. Chęć spędzenia z nimi świąt jest dla mnie w pełni zrozumiała i ja też chciałbym spędzić święta z rodzicami, ale tego nie zrobię. Oceńmy rzeczywistą potrzebę emocjonalną spędzenia wspólnych świąt przez członków naszej rodziny poprzez szczerą rozmowę. Może okazać się, że jednak obawy przewyższają potrzebę spotkania – to warto wyjaśnić. Po drugie, w stosunku do naszych seniorów, którzy najpewniej żyją są w dużej samotności, zastanówmy się czy możemy bezpiecznie spędzić z nimi Wigilię? Na pewno najbezpieczniejsze będą spotkania, które mają charakter spaceru na świeżym powietrzu z zachowaniem zasad dystansu. Gdy podejmujemy decyzję o spotkaniu w pomieszczeniu, nie wstydźmy się zachowywać w sposób, który może wydawać się kuriozalny, szczególnie przy wigilijnym stole, a więc seniorzy siedzą w odległości, pomieszczenie jest wietrzone, rezygnujemy z pocałunków i bezpośredniego kontaktu, myjemy często ręce. Zawsze musimy ocenić ryzyko kontaktu z osoba zakażoną w ciągu ostatnich 14 dni. Wiele osób sięga po testy antygenowe, ale to akurat w tym momencie jest najmniej istotnym i często złudnym działaniem.

Dlaczego?

Bo jeżeli chcemy wykonać test antygenowy, to trzeba sprawdzić, który z nich ma akceptację WHO dotyczącą ich wiarygodności. Musimy pamiętać również, że te testy są do użytku medycznego, więc muszą być wykonane przez osobę, która została w tym zakresie przeszkolona. Należy właściwie pobrać głęboki wymaz z nosogardła, co nie jest łatwe do przeprowadzenia. Gdy zrobimy to sami musimy liczyć się z tym, że możemy wykonać go źle, przez co otrzymamy wynik fałszywie ujemny lub fałszywie dodatni. A to, co jest najważniejsze, to że taki test, dając wynik ujemny, mówi tylko o tym, że najprawdopodobniej nie jesteśmy w okresie wysokiej zakaźności. I to jest stan na dzień dzisiejszy, ale jeżeli doszło do zakażenia niedawno, to dopiero jutro możemy być naprawdę zakaźni i dopiero wtedy może on wyjść dodatni. Pamiętajmy, że te testy sprawdzają się dobrze u osób z objawowym zakażeniem. U osób z bezobjawowym zakażeniem czułość tego testu może być na poziomie 70 proc.

Kolejnym, zapomnianym ostatnio problemem, jest brak decyzji dotyczących powrotu dzieci do szkół. Czy w Pana ocenie zamykanie szkół w czasie pandemii jest w ogóle dobrym i potrzebnym rozwiązaniem?

Patrząc na szkoły i to co dzieje się w szpitalach, mam - zapewne krzywdzące wiele osób - poczucie wstydliwego egoizmu naszego społeczeństwa. Na tle innych krajów UE widać, jak bardzo epidemia w Polsce uderzyła w osoby najsłabsze, starszych, chorych wymagających opieki zdrowotnej i dzieci. Warto powiedzieć, że jesteśmy krajem w Unii Europejskiej, który na najdłuższy czas zamknął szkoły. Większość krajów nie zdecydowała się na taki drastyczny ruch. Mamy w miarę jednolite poglądy gron ekspertów, że zamykanie szkół na wiele miesięcy będzie miało olbrzymie konsekwencje długofalowe dla zdrowia psychicznego, społecznego i poziomu edukacji naszych dzieci. Zarówno Emmanuel Macron i Angela Merkel wypowiadali się, że nie zamkną szkół, nawet, jak będą w epicentrum epidemii. Dane WHO i UNESCO mówią o tym, że szkoły nie są motorem napędzającym epidemię i nauczyciele w krajach, które pozostawiły otwarte szkoły, nie byli bardziej narażeni na zakażenie. Nie mogę zrozumieć, dlaczego zainteresowane zagadaniem środowiska przestały poddawać publicznej dyskusji bezpieczne otwarcie szkół, zaakceptowały ułomne nauczanie zdalne i poddały się bezrefleksyjnie pomysłom ministra Czarnka.

Decyzje te tłumaczone są często ochroną dzieci przed zakażeniami.

Ale my wiemy, że dla dzieci w szkołach podstawowych COVID-19 stanowi mniejsze zagrożenie niż grypa. I to musimy mocno podkreślić. Wiemy, jak wyglądają statystyki zgonów związanych koronawirusem, a jak wyglądały zgony z powodu grypy i z pełną świadomością możemy to potwierdzić, że w przypadku dzieci grypa jest bardziej niebezpieczna.

Wspomniał Pan wcześniej o Narodowym Programie Szczepień. Mówi się, że pozwoli on nam na powrót do normalności. To rzeczywiście jest możliwe?

Tak, jak najbardziej. Ale w tej kwestii mamy trzy możliwości. Pierwsza jest taka, że jeżeli program szczepień w ogóle się nie powiedzie lub gdyby nie było szczepionek, to epidemia wygasłaby dopiero, gdy ogromna większość z nas, około 70 proc., przechoruje zakażenie.

Ile to mogłoby trwać?

Według niektórych perspektyw, to może trwać nawet do 2024 roku.

A ze szczepieniami ten czas się skraca?

To są pozostałe dwa warianty. Drugi zakłada, że uda się przekonać do szczepień zaledwie część społeczeństwa, na poziomie 40 proc. Wtedy epidemia będzie dla nas problemem do 2022 roku. Trzeci wariant jest taki, że uda się zaszczepić 70 proc. społeczeństwa. Wtedy, przy sprawnie zorganizowanym programie szczepień możemy mówić o pewnym powrocie do normalności w okresie letnich wakacji.

Jednak szczepienia nadal budzą sporo kontrowersji. Część społeczeństwa uważa, że są nieskuteczne, powstały zbyt szybko czy powodują skutki uboczne. Jak jest naprawdę? Nie mamy się czego obawiać?

Wstępne dane wskazują na bardzo wysoką skuteczność. Te, które zostały zarejestrowane, czyli Pfizer i za chwilę Moderna, są skuteczne na poziomie 90-95 proc. po dwukrotnym zaszczepieniu. Ta skuteczność liczona jest jako zapobieganie objawowemu zakażeniu i zapobieganie ciężkiemu zakażeniu. Objawy uboczne mają charakter krótkotrwałych objawów miejscowych takich, jak ból w okolicy miejsca podania szczepionki, czy uczucie zmęczenia i niekiedy gorączki. Te objawy szybko ustępują i nie są niepokojące, są po prostu oznaką, że organizm uczy się odporności na rzeczywisty kontakt z wirusem. Nie mamy żadnych podstaw, aby podejrzewać obecność długofalowych efektów ubocznych. W przypadku szczepienia na COVID-19 powinniśmy opierać się na faktach, które są bardzo optymistyczne w zakresie skuteczności i bezpieczeństwa oraz pamiętać, że nasze szczepienie, to nie tylko dbałość o własne zdrowie, ale i tych osób, które są nam najbliższe. Jeżeli nie uda się nam wdrożyć skutecznego programu szczepień, epidemia będzie nas nękać jeszcze przez wiele lat, nie dając szansy na normalne życie naszym dzieciom i skazując na ciężkie powikłania lub śmierć naszych rodziców i dziadków.

Co w takim razie powinniśmy zrobić, aby przetrwać epidemię?

Kilka działań jest uniwersalnie stałych od początku epidemii. A więc zachowujemy zasady dystansu społecznego, nosimy maski w szczególności w zamkniętych pomieszczeniach. Unikamy tak, jak to możliwe niepotrzebnych spotkań wewnątrz pomieszczeń i zatłoczonych miejscach na zewnątrz. Poddajemy się testowaniu w przypadku podejrzenia zakażenia, poddajmy się izolacji w przypadku wystąpienia objawów zakażenia przez okres do 10 dni od pierwszych objawów, informujemy osoby z którymi mieliśmy kontakt w przypadku potwierdzenia zakażenia. Wspieramy ochronę naszych seniorów poprzez akcje rodzinne czy w ramach lokalnych społeczności. Rozpoznajemy swoje potrzeby i naszych bliskich w zakresie zdrowia psychicznego i szukamy rozwiązań stwierdzonych problemów. Wszyscy jesteśmy zmęczeni epidemią, w tej sytuacji rozmowa telefoniczna, czy gesty dobrej woli mogą mieć znaczenie terapeutyczne. Poddajemy się szczepieniom i przekonujemy do nich innych.

---------------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Nicole Młodziejewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.