Ewa Przydryga: Moje moce twórcze odpalają się zwykle po północy. Rozmowa o nowej książce "Miała umrzeć"

Czytaj dalej
Fot. mat.pras
Katarzyna Sklepik

Ewa Przydryga: Moje moce twórcze odpalają się zwykle po północy. Rozmowa o nowej książce "Miała umrzeć"

Katarzyna Sklepik

O nocnym pisaniu, roli Poznania w książkach i o nowym thrillerze „Miała umrzeć” rozmawiamy z Ewą Przydrygą, poznańską pisarką kryminałów psychologicznych.

Poprzednią Pani książkę, „Bliżej niż myślisz”, czytelnicy thrillerów okrzyknęli jedną z najlepszych książek 2020 roku. Ale zanim ten rok się skończy, podzieli się Pani nową historią. Zawrotne tempo!

Kiedyś faktycznie uznałabym, że jest to zawrotne tempo, ale odkąd moje myśli nieustannie błądzą w alter świecie wyobraźni, pół roku to mój średni czas pracy. Pierwszy miesiąc poświęcam zwykle na zbieranie inspiracji, układanie fabuły i konsultacje z ekspertami z dziedziny psychologii i kryminalistyki. Następnych pięć miesięcy pochłania praca nad tekstem, zwykle od kilku do kilkunastu godzin dziennie, w zależności od dnia, weny i mojej fizycznej wytrzymałości, którą zwykle pobudzam gorącą kawą w ilości zależnej od spędzonego przed komputerem czasu.

W księgarniach pojawiła się książka  „Miała umrzeć” wydawnictwa Muza poznańskiej autorki Ewy Przydrygi.
mat.pras. Po ogromnym sukcesie „Bliżej niż myślisz” Ewa Przydryga przygotowała kolejną mocną powieść. „Miała umrzeć” to trzymająca w napięciu historia dwóch młodych kobiet, których na pierwszy rzut oka nie łączy absolutnie nic. Ich losy splatają się za sprawą skrywanych przez lata tajemnic.

„Absolutnie nieodkładalna, genialna, wbija w fotel“ - takie komentarze pojawiają się wśród pierwszych recenzentów “Miała umrzeć”. Czy tak pochlebne opinie powodują też presję?

Oczywiście. Z jednej strony takie słowa są ogromną nobilitacją i wyczekiwanym uwieńczeniem mojej pracy, a z drugiej mam świadomość, że nie wolno mi zawieść powierzonego zaufania. W parze z tą presją idą również nadzieje, jakie sama w sobie pokładam. To chyba budzący się we mnie syndrom niespokojnego umysłu, który nakazuje mi stawiać sobie poprzeczkę coraz wyżej i zaskakiwać siebie oraz czytelników nowymi pomysłami, nowymi rozwiązaniami twórczymi.

Zapowiadając książkę powiedziała Pani, że będzie emocjonalnie, mrocznie i duszno. Czego jeszcze mogą się spodziewać czytelnicy?

To wielowątkowa podróż przez mroczne zakamarki ludzkiej psychiki w poszukiwaniu skrzętnie skrywanych sekretów. W „Miała umrzeć”, podobnie jak w moich pozostałych książkach, wiele miejsca zajmują też rozrastające się w dorosłym życiu traumy z dzieciństwa i naznaczone silnymi, także destrukcyjnymi, emocjami relacje. To także opowieść o konsekwencjach błędnych wyborów, o zbrodni, o winie, o próbie odkupienia. W „Miała umrzeć” nie zabraknie też tego, czego potrzebujemy najbardziej - miłości, potrzeby akceptacji i samorealizacji.

Jakie zakątki Poznania inspirują Panią do tworzenia?

Są to miejsca, w których dorastałam, a które odcisnęły we mnie swój emocjonalny ślad. Stadion golęciński i tereny wokół jeziora Rusałka często przewijały się przez moje dzieciństwo, a wraz z nimi sekretne zakamarki i nieznane leśne ścieżki. Każde z nich nosi inny zapach, naznaczone jest inną emocją, ale wszystkie łączy jedno - ogromny sentyment, jakim je darzę. Jednak nie tylko Poznań jest inspirujący, także pobliskie miejscowości mają dla mnie szczególne znaczenie. Jednym z nich jest Puszczykowo, urokliwe miasteczko położone nad Wartą, gdzie spędzałam każde wakacje.

15 najciekawszych książek o odważnych i silnych kobietach, które potrafią walczyć o swoje

Czy planuje Pani akcję książki osadzić w rodzinnym mieście?

Na pewno. Nie wiem, czy stanie się to już w następnej książce, czy w jeszcze kolejnej. Tak jak wspominałam, w dużej mierze ufam swojej intuicji i jestem pewna, że to ona wkrótce pokieruje mnie uliczkami i ścieżkami mojego rodzinnego miasta.

Jak wygląda Pani proces twórczy? Ma Pani jakieś rytuały? Czytałam, że zwyczajowo pisze Pani nocą?

Moje moce twórcze odpalają się zwykle po północy. Bywa, że zarywam niejedną nockę i kładę się spać wraz z nadejściem bladego świtu. Nie potrafię się obejść bez muzyki. Piszę zwykle z wpiętymi w laptopa słuchawkami. Rodzaj muzyki i wykonawca mają dla mnie ogromnie znaczenie - słucham tylko tych brzmień, które płyną synchronicznie z moimi myślami i wprawiają mnie w odpowiedni nastrój.

Czy obca osoba mijana na ulicy może stanowić inspiracje? Ile czerpie Pani z codziennego życia?

Zwykle to właśnie „na ulicach” znajduję najwięcej inspiracji do swoich książek, szczególnie wtedy, kiedy tworzę sylwetki swoich bohaterów. Coś, co może wydać się nieszczególnie istotne i często mija niezauważane - drobne gesty, tembr głosu, śmiech, błysk w oku - dla mnie stają się najważniejszą bazą do tworzenia bohaterów. Dzięki temu z tworów z wyobraźni przeistaczają się oni w ludzi z „krwi i kości”.

Kino Rialto uruchomia zbiórkę na PolakPotrafi. Potrzeba 120 tys. zł – jak włączyć się do akcji?

W jednym z wywiadów stwierdziła Pani, że skazy i niedoskonałości czynią nas bardziej ludzkimi, innymi niż wszyscy. Tych skaz - nie brakuje też głównej bohaterce, Adzie.

Przez swoją złożoną osobowość i naznaczone traumą dzieciństwo, a później i dorastanie, Ada i jej poczynania z pewnością będą wzbudzać skrajne emocje - od zrozumienia poprzez ostrą krytykę. Przychodzimy na świat jako czyste płótno, któremu to z początku najbliżsi pokazują świat, uczą miłości i społecznych zachowań. Jeśli na tym etapie dojdzie do dysfunkcji, tak jak w przypadku Ady, istnieje duża szansa, że młody człowiek zaczyna się staczać równią pochyłą w dół. W moim odczuciu Ada nie jest zła, jest kochającą, troskliwą siostrą, lojalną wobec przyjaciół. Ale jest także dziewczyną poranioną, którą błędne wybory doprowadziły nad samą krawędź, a w rezultacie do ogromnej tragedii. Które z wcieleń tej dziewczyny - troskliwe czy demoniczne - okaże się tym prawdziwym, i które przekona do Ady, bądź zniechęci do niej Czytelników? Sama jestem tego ciekawa.

W księgarniach pojawiła się książka  „Miała umrzeć” wydawnictwa Muza poznańskiej autorki Ewy Przydrygi.
mat.pras

Duży wpływ na emocjonalny odbiór książek ma narracja pierwszoosobowa. W „Miała umrzeć” idzie Pani o krok dalej - przeplatają się ze sobą dwie narracje w pierwszej osobie.

Narracja pierwszoosobowa daje mi szansę na wejście pod skórę swoich bohaterów. Podobno jestem empatą, czyli osobą współodczuwającą, potrafiącą trafnie wczuć się w nastrój innych. To bardzo przydaje mi się w pisaniu, ale jest także obarczone pewnym ryzykiem. W gatunku, w jakim się poruszam, thrillerze psychologicznym, bohaterowie zwykle obarczeni są trudnymi emocjami - strachem, smutkiem, złością, agresją. Wczuwając się w trakcie pisania w ich problemy, przeżywam dokładnie to samo, co oni. Nie zrezygnowałabym jednak nigdy z tej możliwości, dzięki temu mogę przedstawić swoich bohaterów w jeszcze bardziej wiarygodny sposób. Nawiązuje się między mną a nimi jeszcze silniejsza więź sympatii i zrozumienia, a w przypadku czarnych charakterów, zwykle silnej awersji.

W „Bliżej niż myślisz” pisała Pani o toksycznej relacji Niki z matką. Teraz nakreślona jest relacja Leny, która jest sierotą, z zimną i oschłą ciotką.

Więź rodzicielska albo więź łącząca rodzeństwo to jedne z ważniejszych relacji w naszym życiu, rzutujące potem także na relacje partnerskie w dorosłości i na relacje, jakie budujemy z innymi ludźmi. Przypomina to trochę efekt domina - to, co wyniesiemy w dzieciństwie, kopiujemy, świadomie lub nie, także później. Albo za wszelką cenę przed tym uciekamy. Nika i Lena usiłują wydostać się właśnie z takiej matni.

Ma Pani bardzo zaangażowanych czytelników. Jak Pani myśli, co najbardziej cenią w książkach Ewy Przydrygi?

Piszą do mnie czasem o tym, że ta konkretna historia to pewien wycinek z ich własnego życia, że dany bohater czy sytuacja skojarzył im się z ich własnym przeżyciem albo z kimś, kto stanął na ich drodze. Zawsze powtarzam, że moje książki zaczynają żyć swoim właściwym życiem, dopiero wtedy, kiedy to w myślach czytelnika tworzą obrazy i wzbudzają emocje, w każdym na inny sposób. Dlatego powiedziałabym, że może właśnie to jest siłą moich książek, ten plastyczny sposób przedstawiania rzeczywistości, z którym w pewien sposób można się utożsamić. A ponadto duszny, mroczny klimat - takie słowa też często słyszę.

Czy zaczynając pisanie nowej książki ma Pani dokładnie zaplanowane losy bohaterów? Zna Pani zakończenie?

Tak, zdecydowanie! Zanim rozpocznę pracę nad tekstem, wieszam nad biurkiem wypełnioną kolorowymi karteczkami tablicę korkową. W życiu prywatnym zwykle bardziej niż skrupulatnym planowaniem kieruję się intuicją i spontanicznymi wybuchami energii, ale na etapie tworzenia fabuły, staram się pracować analitycznie. Przypomina to trochę układanie puzzli. Kiedy wszystkie kolorowe karteczki zapełnią się słowami i staną się fiszkami scen, część z nich wyrzucam i raz jeszcze tasuję. Kiedy czuję, że jest dobrze, że motywy działania moich bohaterów są właściwe, napięcie utrzymane, a zakończenie gotowe, to zostawiam je w spokoju i zabieram się za pisanie.

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Katarzyna Sklepik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.