Fadi uczy się spać. Ale prześladują go węże

Czytaj dalej
Fot. Archiwum prywatne
Dorota Naumczyk

Fadi uczy się spać. Ale prześladują go węże

Dorota Naumczyk

Białostoczanka Katarzyna Potoniec właśnie wróciła z Jordanii. Chce pomóc mieszkającym tam syryjskim uchodźcom.

Fadi ma 9 lat. Jest syryjskim chłopcem, który 3 lata temu uciekł wraz z rodziną z ogarniętej wojną ojczyzny do Jordanii. I choć już nie dzieje mu się żadna krzywda, nie może spać. Cierpi na nocne koszmary - śnią mu się węże i skorpiony, które chcą go dopaść. W snach widzi też kolegów ze szkoły, którzy go gonią, łapią i rzucają nim o ścianę. I tak jest co noc...

Kiedy jeszcze mieszkał w Syrii, był bardzo żywym i zdolnym chłopakiem. Miał grupę przyjaciół, której przewodził i z którą się świetnie bawił. Wszystko zmieniło się w dniu, w którym został zastrzelony ojciec Fadiego. Stało się to na oczach matki 9-latka, Marii. Wtedy kobieta zabrała trójkę dzieci i razem uciekli przed wojną do sąsiedniej Jordanii.

- Ale ich sytuacja nie jest łatwa - mówi ze smutkiem w głosie Katarzyna Potoniec, białostoczanka, która kilka dni temu wróciła z Jordanii. - Maria nigdy wcześniej nie pracowała, nie ma wykształcenia, zawsze była na utrzymaniu męża. No ale by utrzymać rodzinę, musiała zacząć pracować. Została zatrudniona jako pomoc domowa, do sprzątania. Niestety, tak jak wiele innych samotnych uchodźczyń, i ją spotkały różnego rodzaju nadużycia, oczywiście ze strony pracodawców. Spotkała się z molestowaniem seksualnym i musiała zrezygnować z pracy. Nie dostała za nią żadnej zapłaty. Teraz zaś obawia się pójścia do jakiekolwiek obcego domu...

Światełko w tunelu

Kasia Potoniec od dziewięciu lat pracuje w białostockiej Fundacji „Dialog“, która zajmuje się pomaganiem uchodźcom. Dotychczas fundacja ta wspierała głównie mieszkających na terenie naszego kraju, a przede wszystkim w naszym regionie, uchodźców z Czeczenii. - Jednak w obliczu dramatu, jaki rozgrywa się w Syrii i po tym, jak polski rząd zdecydował, że nasz kraj nie będzie przyjmował syryjskich uchodźców, postanowiliśmy wyciągnąć rękę z pomocą i w tamtą stronę - tłumaczy Katarzyna Potoniec, wiceprezeska Fundacji „Dialog“.

Katarzyna Potoniec (pierwsza z prawej) w otoczeniu syryjskich kobiet
Archiwum Prywatne Safa ze swoim najmłodszym synem

Już w grudniu fundacja rozpoczęła zbiórkę pieniędzy na rzecz syryjskich dzieci, gdyż Kasia postanowiła odwiedzić je w Jordanii, a nie chciała jechać z pustymi rękami.

Jordania to niewielki kraj. Mieszka w nim tylko 6,5 miliona osób, z czego aż 655 tys. to syryjscy uchodźcy. - To tylko oficjalne dane, bo nie wszyscy uchodźcy się rejestrują, więc ich liczba w Jordanii może przekraczać nawet 1,5 miliona osób - zastrzega białostoczanka. - Jordania znajduje się na 2. miejscu na świecie pod względem liczby uchodźców przypadających na tysiąc obywateli, zaś na szóstym- pod względem całkowitej liczby uchodźców.

Najwięcej syryjskich uchodźców mieszka w mieście na północy Jordanii, tuż przy granicy z Syrią - w Ibrid. Aglomeracja ta liczy 1 milion obywateli, a wśród nich jest ponad 135 tysięcy uchodźców.

I właśnie w Ibrid mieszka 9-letni Fadi wraz z mamą, babcią i trojgiem rodzeństwa. Wynajmują niewielkie mieszkanie i żyją bardzo skromnie. Fadi ma trudności w szkole, bo przez bezsenne noce ma kłopoty z koncentracją i zapamiętywaniem. Poza tym, bardzo tęskni do dawnego życia w Syrii.

- Jednak pojawiło się światełko w tunelu, że teraz będzie mu trochę lżej, bo dzięki wsparciu ludzi o dobrych sercach Fadi już wkrótce rozpocznie psychologiczną terapię i może jakoś uda mu się wrócić do normalnego życia - ma nadzieję wiceprezeska białostockiego „Dialogu“. - Tylko bardzo potrzebne są pieniądze na to, by mógł dojeżdżać na tę terapię.

Kobiety pomagają kobietom

W takiej sytuacji jak Fadi i jego rodzina jest w Jordanii wiele syryjskich uchodźców. Pomoc białostockiej fundacji do tej pory koncentrowała się przede wszystkim na wsparciu dzieci i samotnych matek.

- Tam jest bardzo dużo matek samotnie wychowujących dzieci, kobiet, których mężowie zginęli na wojnie lub zaginęli i nikt nie wie, co się z nimi dzieje - podkreśla Katarzyna. - Zdarzają się też takie historie, że mężczyzna w końcu w tej wojennej zawierusze się odnajduje, ale jest wrakiem fizycznym i psychicznym, więc to kobieta musi przejąć jego rolę. A trzeba pamiętać, że w tamtych, muzułmańskich społeczeństwach nie jest to takie proste. Bo przecież kobietom w islamie przypisane są inne role. Tam odpowiedzialność za utrzymanie rodziny od zawsze ciążyła i nadal ciąży na mężczyznach. A tu nagle kobiety lądują w innym kraju, bez swoich mężów, i muszą same zacząć zarabiać na życie...

Ten brak mężczyzny u boku kłopotliwy jest nawet w drobnych, domowych sytuacjach. Kiedy na przykład coś się zepsuje. Muzułmance nie wolno przecież wezwać do domu hydraulika czy elektryka, gdyż jest źle widziane, kiedy kobieta choć przez chwilę przebywa w towarzystwie obcego mężczyzny.

- Chcemy więc teraz wspierać przede wszystkim te syryjskie kobiety, które pomagają innym kobietom - podkreśla Kasia Potoniec.

Takie kobiety jak Safa. Ma ona 42 lata, jest uchodźczynią z Syrii i pomaga innym kobietom w... naprawach domowych sprzętów. Założyła taką mini-spółdzielnię pracy, w której zarówno ona, jak i jej współpracownice, szkolą się w różnych dziedzinach, np. hudraulicznej czy elektrycznej, a potem swoją wiedzą dzielą z innymi kobietami, ale też i świadczą usługi w zakresie napraw.

- Przede wszystkim pokazują innym kobietom, że można być samodzielną - podkreśla białostoczanka. - Ale też, kiedy już przychodzą do czyjegoś domu coś naprawić i widzą tam samotną kobietę, siadają z nią przy kawie, rozmawiają i przekonują, że warto się nieco otworzyć i wyjść z ukrycia. A takie wsparcie emocjonalne jest bardzo ważne.

Katarzyna Potoniec (pierwsza z prawej) w otoczeniu syryjskich kobiet
Archiwum prywatne Fadi z mamą, Marią.

Safa również ma za sobą bardzo trudną historię. Przed wojną mieszkała razem z mężem i dziećmi niedaleko Damaszku. Wiedli spokojne i szczęśliwe życie. Mąż był właścicielem dochodowej drukarni, Safa, jako absolwentka Akademii Sztuk Pięknych, zajmowała się projektowaniem i wykonywaniem ślubnej biżuterii dla kobiet. Ich spokój zburzyła wojna. Mąż został oskarżony o drukowanie materiałów dla rewolucjonistów i trafił do więzienia. Po kilku tygodniach został gdzieś przeniesiony i słuch o nim zaginął. Safa nie była w stanie się dowiedzieć, gdzie on się znajduje, a w Syrii robiło się coraz bardziej niebezpiecznie. Postanowiła więc zabrać trójkę dzieci i uciekać.

Najmłodszy synek miał wówczas zaledwie 7 miesięcy, starszy - 8 lat, a córka - 10. Podczas ucieczki 8-latek został postrzelony przez snajperów. Trafili mu w nogi, więc miał problemy z poruszaniem się. Safa musiała go nieść. I kiedy w końcu - z dwójką dzieci na rękach - dotarła do syryjsko-jordańskiej granicy, okazało się, że strażnicy nie chcą ich przepuścić. Jako że ojciec Safy był Jordańczykiem, udało jej się przekonać pograniczników, by chociaż ją jedną wpuścili do Jordanii. Zostawiła trójkę dzieciaków na granicy, a sama udała się do ambasady w Amanie, by potwierdzić obywatelstwo ojca, a tym samym swoje pochodzenie i uzyskać dla swej rodziny wjazd do kraju, w którym panował pokój.

- Kiedy dotarli do Ibrid, Safa musiała zaczynać życie praktycznie od nowa - podkreśla białostoczanka. - Sama, w obcym kraju, bez mieszkania, pieniędzy, z trójką dzieci. Ale jakoś sobie poradziła. Stanęła na nogi. A co więcej, dziś pomaga innym!

Po dwóch i pół roku Safie udało się też w jednym z syryjskich więzień odnaleźć męża i przewieźć go na leczenie go tureckiego szpitala. Dziś jest już razem z nią, w Jordanii. Jednak jest w fatalnym stanie psychicznym. Po wojenno-więziennych przejściach jest wrakiem człowieka, w ogóle nie wychodzi z domu, więc kobieta nie może liczyć na jego pomoc.

- Sytuacja większości syryjskich uchodźców jest bardzo trudna - podkreśla Katarzyna Potoniec. - Ceny wynajmu mieszkań i żywności są w Jordanii bardzo wysokie. A rodziny dostają na przeżycie jedynie równowartość 5,50 zł dziennie. Dlatego chcemy wspierać te kobiety, które starają się same zarabiać na utrzymanie swoich rodzin, a co więcej - jeszcze zachęcają do tego inne Syryjki, pokazują, że poza ojczyzną też można godnie żyć. Każda z tych kobiet przeżyła jakąś traumę, każda straciła na wojnie kogoś bliskiego, znajomego, przyjaciela, każda ma smutek w oczach, ale i każda chce, by jej rodzina przetrwała. I my możemy im w tym pomóc.

Darowizny na rzecz uchodźców syryjskich w Jordanii można wpłacać na konto Fundacji „Dialog“ w Banku Zachodnim WBK o numerze:25 1500 1344 1213 4008 2641 0000. Tytuł wpłaty: pomoc uchodźcom syryjskim.

Dorota Naumczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.