Natalia Lisowska

Gwałcił, palił, mordował. Dzieje Diabła Łańcuckiego

Stanisław Stadnicki Fot. Wikipedia/Domena publiczna Stanisław Stadnicki
Natalia Lisowska

Nazywany był diabłem i po prawdzie zasłużył sobie na ów przydomek swoimi niecnymi czynami. Gwałtownikiem bowiem Stanisław Stadnicki był okrutnym. Gwałcił, palił, mordował, za nic miał prawa innych i twierdził, że lepiej nie żyć, niż szlachcicem nie być.

Stanisław Stadnicki zwany diabłem łańcuckim był synem Barbary Zborowskiej, siostry Samuela Zborowskiego, szlachcica, który złożył głowę pod topór z rozkazu Jana Zamoyskiego. Rzecz w Rzeczypospolitej szlacheckiej niebywała - szlachcic wydał na kaźń innego szlachcica, ba, rozkazał go torturować, by dzięki wyrwanym z gardła zeznaniom obciążyć jego braci i „uszyć” spisek, który tłumaczyłby takie działania. Zborowski milczał jak grób, ale jego śmierć o świcie 26 maja 1584 roku wielce wzburzyła brać szlachecką w całej Małopolsce. Krzyczano o tyranii możnych, o odbieraniu narodowi szlacheckiemu jego praw. Stanisław Studnicki nie mógł nie znać historii życia i śmierci swojego wuja i prawdę mówiąc, skończył podobnie - chroniony przez króla, został zabity na polecenie Łukasza Opalińskiego. Cóż, panowie szlachta za nic mieli prawa i kodeksy, uznając, szlachectwo pozawala im nie tylko na posiadanie prywatnych wojsk, ale też i na prowadzenie prywatnych wojen.

Diabeł przychodzi na świat

Dokładna data narodzin Stanisława Stadnickiego nie jest znana, choć najpewniej ochrzczony został 28 czerwca 1551 roku - najpewniej, bo w księgach parafialnych nie wpisano imienia chłopca. Chrzest odbył się w Dubiecku, w kościele zamienionym na zbór luterański, a dokonał go pastor Wojciech z Iłży. Co ciekawe, przyszły Diabeł chrzczony był dwa razy - sakrament powtórzono w obrządku kalwińskim, kiedy ojciec chłopca przeszedł na kalwinizm.

Kształcony w Dubiecku, wysłany został dla nabycia ogłady i języków do Heidelbergu, wrócił po 1566 roku. I w ciągu pięciu lat dał się poznać jako człowiek gwałtowny, gotowy do wielu zbrodni i szablą wyrąbujący to, co jego. Kiedy wszedł w konflikt z niejaką Zofią ze Sprowy Kostczyną, najechał należące do niej włości, wraz z oddziałem zbrojnych napadł na Przeworsk, a sługę, którego mu zamknęli w lochu, odbił. To właśnie takie najazdy na sąsiadów, krwawe spory z nimi, sprawiły, że nadano mu przydomek Diabeł z Łańcuta.

Temperament Stadnickiego nie przeszkadzał Stefanowi Batoremu - walczył jako rotmistrz przeciwko zbuntowanemu Gdańskowi (w sile 50 koni) i w wyprawie na Moskwę. I być może byłby to początek udanej kariery, ale Stadnicki się… obraził. Dostał co prawda w nagrodę od króla starostwo w Inflantach, ale już pieniądze, jakie Batory wypłacił mu z królewskiego skarbca, szlachcić uznał za obraźliwie małe. I ze stronnika króla, został stronnikiem jego śmiertelnego wroga - cesarza Rudolfa II Habsburga.

Stanisław Stadnicki
Wikipedia/Domena publiczna Stadnicki walczył początkowo w szeregach armii Stefana Batorego...

Jako ten postaw sukna

Każdy chyba zna słowa, które książę Bogusław Radziwiłł wypowiada do Andrzeja Kmicica, tłumacząc mu, jakie plany ma jego rodzina: „Rzeczpospolita jako ten postaw czerwonego sukna, za które ciągną Szwedzi, Chmielnicki, Hiperborejczykowie, Tatarzy, elektor i kto żyw naokoło. A my z księciem wojewodą powiedzieliśmy sobie, że z tego sukna musi się i nam tyle zostać w ręku, aby na płaszcz wystarczyło; dlatego nie tylko nie przeszkadzamy ciągnąć, ale i sami ciągniemy”. Mniejsza o to, że ową wykładnię wymyślił Henryk Sienkiewicz, a Andrzej Kmicic był postacią fikcyjną. Kluczowy jest sens tego, co w „Potopie” mówi Radziwiłł i co chyba najlepiej pokazuje, czym w istocie była Rzeczpospolita szlachecka.

Po śmierci ostatniego z Jagiellonów, Zygmunta Augusta, królestwo stanęło w obliczu braku dziedzica. W kraju zapanowały nastroje iście katastroficzne. Unia Lubelska skonfliktowała magnatów z Korony i z Wielkiego Księstwa Litewskiego. Litwini żądali rewizji umowy i powrotu województw kijowskiego i podlaskiego oraz Podlasia i Wołynia do Księstwa. Silne były spory między ruchem egzekucyjnym a magnaterią oraz katolikami i protestantami. Narastał też antagonizm między Wielkopolską a Małopolską. Wydawało się, że państwo po prostu się rozpadnie, czy też raczej zostanie rozszarpane jako to Sienkiewiczowskie sukno. Kiedy po kraju zaczęły się rozchodzić wieści o tym, że króla dni są policzone, wielkopolscy senatorowie katoliccy uchwalili, że władzę podczas interregnum sprawować powinien najwyższy rangą senator - prymas Polski, czyli arcybiskup gnieźnieński Jakub Uchański. Ale w Rzeczypospolitej Obojga Narodów nie mieszkali tylko katolicy i głos mieli nie tylko panowie z Wielkopolski. Wokół wojewody i starosty krakowskiego oraz marszałka wielkiego koronnego i kalwina Jana Firleja powstał drugi ośrodek decyzyjny - tu z kolei uważano, że to Firlej powinien stanąć na czele państwa po śmierci króla. Jakby było mało, decyzję senatorów z Wielkopolski odrzuciła szlachta z tej dzielnicy, którą poparły Kujawy, a stronnictwa Firleja nie poparł wojewoda sandomierski, protestant Piotr Zborowski. Coraz wyraźniejsze były też różnice dotyczące tego, jak wybrać nowego króla - czy to zrobić powszechny zjazd całej szlachty Rzeczypospolitej, czy też raczej tej szlachty reprezentanci. Aż przyszedł dzień, w którym Zygmunt August oddał ducha. I trzeba było się skupić na stworzeniu prawa elekcyjnego - szlachcie, a dokładniej najmożniejszym spośród niej, zależało na tym, by nowo wybrany władca nie miał swobody tworzenia nowych zapisów kodeksowych. W interesie i szlachty szaraczkowej, i magnaterii było uniemożliwienie królowi sprawowania funkcji nadrzędnej względem prawa. Europa zmierzała już w kierunku monarchii absolutnych, ale Rzeczpospolita, dumna z demokracji szlacheckiej, rękoma tych, którzy z tej demokracji korzystali pełnymi garściami, wolno zmierzała w stronę nieuchronnej katastrofy, jaka nadejdzie w drugiej połowie XVIII wieku.

Szlachcic na zagrodzie…

…równy wojewodzie - naród szlachecki miał poczucie nie tylko własnej wartości, ale też mocy sprawczej. A że tę moc można było kupić przywilejami - o które zadbali magnaci, czy też po prostu pieniędzmi - kiedy kupowano głosy na sejmikach? Cóż, jak widać tradycja, w której racja i prawo traktowano instrumentalnie, a ostateczny głos należał do tego, kto miał siłę i zdołał skupić wokół siebie większe poparcie, wcale nie sięga XVIII wieku, ale tak naprawdę zaczęła się wraz z wolną elekcją.

Stadnicki w jakimś sensie był dzieckiem swoich czasów. Kiedy obraził się na króla, uciekł się pod skrzydła hetmana Zamoyskiego i poparł Habsburgów, których Batory nie tylko, że szczerze nie znosił, ale wręcz traktował jako śmiertelnych wrogów.

„Pan kanclerz z regestrzyka każdemu z osobna od króla dziękował i zasługi osobliwe zalecał. Długo tego było, jedni kontenci dziękowali, drudzy bynajmniej, ledwie czapkę zdjęli, jako Stadnicki, ten jako wściekły się gniewa, za 1000 florenów nie podziękował. Nabył sobie p. kanclerz miłości u jednych, u drugich nienawiści” - tak opisał początku buntu Stadnickiego przeciwko Batoremu.

Krewki szlachcic, któremu 1000 florenów było mało, wyjechał na Węgry,

Dalej dowiesz się:

w czyjej armii walczył Stadnicki zagranicą

- czym się odznaczył w czasie rokoszu Zebrzydowskiego

- w jakich okolicznościach zginął Stadnicki

Pozostało jeszcze 53% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Natalia Lisowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.