Jan Szyszko: minister niechronienia środowiska

Czytaj dalej
Łukasz Kłos

Jan Szyszko: minister niechronienia środowiska

Łukasz Kłos

Projekty ministra Szyszki drastycznie ograniczają nadzór nad inwestycjami, które mogą szkodzić przyrodzie.

W internecie krąży żart: - A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści. - Jakich drzewach? - wtrąca minister Jan Szyszko. Żart mógłby być dobrą ilustracją obaw, jakie organizacje ekologiczne żywią względem ujawnionych właśnie planów szefa Ministerstwa Środowiska. W ocenie Greenpeace, minister Szyszko szykuje zamach na polską przyrodę. Chodzi o nowelizację trzech kluczowych projektów ustaw regulujących wiele spraw związanych ze środowiskiem i przyrodą - począwszy od wycinki drzew, a skończywszy na procedurach uzgodnień środowiskowych dla strategicznych przedsięwzięć.

Temperaturę podnosi niejasny status ujawnionych projektów. Oficjalnie resort wypiera się prac nad nimi. Temu przeczą jednak dokumenty, do których dotarły wspomniane Greenpeace oraz fundacja Greenmind.

- System oparty o istniejące struktury RDOŚ i GDOŚ wymaga gruntownej naprawy. Opanowany przez ideologicznych nieprofesjonalistów służy rozwojowi biurokracji i (...) powoduje paraliż inwestycyjny - czytamy w piśmie datowanym na 14 listopada br.

Pod pismem przewodnim widnieje nieczytelny podpis ministra Szyszki i odręczna adnotacja: „Podobne pismo przesyłam do V-ce Premiera Mateusza Morawieckiego i Pana Premiera Jarosława Kaczyńskiego”. Ministerstwo nie zakwestionowało autentyczności dokumentu ani nie odniosło się do jego treści. To o tyle zaskakujące, że jeszcze w piątek w oficjalnym komunikacie resort przekonywał, że „w Ministerstwie Środowiska nie toczą się prace legislacyjne” nad ujawnionymi projektami ustaw.

Z kuluarów dochodzą sprzeczne sygnały. Wedle jednych, projekty ustaw zostały co prawda przygotowane, ale ostatecznie dalsze prace nad nimi zawieszono bezterminowo. Z drugiej jednak strony, mają wiernie odzwierciedlać wizję ministra Szyszki. Jakie dokładnie zmiany kryją się w ujawnionych dokumentach?

Regionalne dyrekcje ochrony środowiska wraz z Generalną Dyrekcją Ochrony Środowiska - o których prof. Szyszko pisał do premier, że są zdominowane przez ideologicznych nieprofesjonalistów - to urzędy kluczowe w procesie inwestycyjnym. Ich głównym zadaniem jest czuwanie nad kondycją gatunków, siedlisk i obszarów chronionych. Bez przeprowadzenia uzgodnień z nimi nie powstają żadne znaczące inwestycje.

- GDOŚ i regionalne dyrekcje to kluczowy element systemu ochrony polskiej przyrody. Instytucje te m.in. pilnują, by działalność inwestorów podlegała kontroli, a ich interesy nie dominowały bezwzględnie nad potrzebami natury i społeczeństwa - przekonuje Paweł Szypulski z Greenpeace. - Bez tego nadzoru, a także bez kontroli społecznej, którą propozycje ministerstwa drastycznie ograniczają, polska przyroda zostanie bez niezbędnej ochrony.

Co ciekawe, nieskrywana niechęć ministra Szyszki do największych organizacji ekologicznych znalazła swoje odzwierciedlenie w przygotowanych projektach. Jeśli weszłyby w życie, prawo podejmowania interwencji w procesach inwestycyjnych będą miały tylko stowarzyszenia i tylko takie, które będą utrzymywały się... z własnych składek. Wzięcie choćby złotówki w ramach grantu czy publicznej zbiórki całkowicie dyskwalifikowałoby taką organizację z udziału w jakimkolwiek postępowaniu na prawach strony.

Szefowi Ministerstwa Środowiska najwidoczniej nie podoba się również funkcjonowanie dyrekcji ochrony środowiska. W zaadresowanym do premier Szydło dokumencie punkt po punkcie przedstawia nową wizję ochrony przyrody: bez RDOŚ i GDOŚ, bez liczących się ekologicznych organizacji pozarządowych, za to np. z Lasami Państwowymi uniezależnionymi od innych organów ochrony przyrody.

W nowym systemie to starostowie mieliby odpowiadać za uzgodnienia środowiskowe dla większości przedsięwzięć. Tylko w kluczowych inwestycjach byłyby one wydawane przez wojewodę. Jeśli zmiany weszłyby w życie, to zadaniem podwładnych starosty będzie ustalanie, w jaki sposób dana inwestycja będzie oddziaływała na środowisko i czy potrzebne są jakieś działania ochronne. To właśnie w starostwie miałyby zapadać decyzje, na jakich warunkach można postawić kolejne siłownie wiatrowe albo czy budowa domu na obszarze Natura 2000 nie wypłoszy chronionych gatunków ptaków. A jeśli urzędnik źle przygotuje decyzję lub dokona nierzetelnej oceny, będzie musiał liczyć się z poniesieniem kary. Szkopuł w tym, że mało które starostwo jest dziś przygotowane na przejęcie takich kompetencji - głównie przez brak specjalistów.

- RDOŚ stać jest na przykład na zatrudnienie ornitologa. A w starostwach ludzie zawaleni są również inną robotą. Jak przyjdzie inwestor i rzuci na biurko czterdziestotomową dokumentacją inwestycji, to mało który urzędnik będzie miał wiedzę, by to ocenić, nie wspominając już o czasie - tłumaczy jeden z przyrodników.

Teoretycznie urzędnicy samorządowi mogliby się radzić Krajowego Zarządu Zasobów Środowiska - jednej centralnej instytucji, która miałaby powstać w miejsce zlikwidowanych dyrekcji ochrony środowiska.

- Opinie te będą przeznaczone dla organów wydających zezwolenia na inwestycje i mają stanowić dla nich ułatwienie w dokonaniu samodzielnej oceny, nie wymuszając ich obligatoryjnego uwzględnienia - czytamy w uzasadnieniu do proponowanych zmian.

Tyle że nie bardzo wiadomo, kto w KZZŚ miałby dokładnie doradzać starostom. Sam minister wprost zakłada bowiem zwolnienie wszystkich specjalistów odpowiedzialnych za oceny oddziaływania na środowisko. Sam Krajowy Zarząd Zasobów Środowiska miałby zająć się takimi zadaniami jak monitoring stanu przyrody czy podejmowanie działań po wyrządzeniu szkód w środowisku.

Jest jednak instytucja, która zyskałaby na zmianach przygotowanych przez ministra Szyszkę. To Lasy Państwowe. Wraz z likwidacją GDOŚ i RDOŚ Lasy miałyby zostać uniezależnione od zewnętrznego nadzoru. Zniknęłaby konieczność uzgadniania planów urządzania lasów.

Tymczasem Greenpeace przypomina, że na utworzeniu sieci wyspecjalizowanych regionalnych dyrekcji ochrony środowiska państwo polskie zyskało - w dosłownym znaczeniu. Umożliwiły one sprawniejsze i szybsze wykorzystywanie środków unijnych na inwestycje rozwojowe.

lukasz.klos@polskapress.pl

Łukasz Kłos

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.