Joe Biden przyleciał do Europy. O czym będzie mówił w Polsce?

Czytaj dalej
Fot. AP/Associated Press/East News
Dorota Kowalska

Joe Biden przyleciał do Europy. O czym będzie mówił w Polsce?

Dorota Kowalska

To nie jest pierwsza wizyta Joe Bidena w Polsce, amerykański przywódca bywał już w naszym kraju wcześniej, ale nigdy jako prezydent Stanów Zjednoczonych. Według ministra spraw zagranicznych Zbigniewa Raua ma w Warszawie wygłosić przemówienie ważne nie tylko dla Polaków, ale obywateli świata

Dzisiaj rozpoczyna się wizyta prezydenta Stanów Zjednoczonych Joe Bidena w Polsce, wcześniej pojawił się on między innymi na szczycie NATO w Brukseli. O szczegółach wizyty prezydenta Stanów Zjednoczonych w Europie mówił jego doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan. Jak przekazał, podczas wizyty w Brukseli i Warszawie Biden będzie omawiał długoterminowe rozmieszczenie wojsk Sojuszu na wschodniej flance, ogłosi nowe sankcje przeciwko Rosji i nową inicjatywę w sprawie pomocy humanitarnej.

W Polsce amerykański przywódca ma spotkać się z amerykańskimi żołnierzami i uchodźcami z Ukrainy, przewidziana się także rozmowa Joe Bidena z prezydentem Andrzejem Dudą.

- Rozmowy prezydentów RP Andrzeja Dudy i USA Joe Bidena będą dotyczyły przyszłości stosunków polsko-amerykańskich, amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce oraz tego, w jaki sposób oba kraje w sposób odważny, odpowiedzialny i realistyczny mogą wspierać naród ukraiński - mówił Jakub Kumoch, szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta RP.

Pytany, czy będzie mowa o zwiększaniu amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce, odpowiedział, że „oczekiwania Polski i prośby wobec sojuszników i postulaty zostały bardzo jasno sformułowane”.

- Chyba najważniejsze jest, aby sojusznicy tak istotni, jak Polska i Stany Zjednoczone, mieli to samo rozumienie sytuacji. My mamy bardzo dobrą ekspertyzę i rozumienie tego, czego oczekuje strona ukraińska. Ja jestem przekonany, że z tym jest związana ta wizyta, sama idea, aby prezydent Biden z pierwszej ręki dowiedział się, w jaki sposób wygląda sytuacja w państwie znajdującym się bardzo blisko działań wojennych - powiedział minister.

Także Jake Sullivan był przez dziennikarzy pytany o powody wizyty Joe Bidena w Polsce, odpowiedział, że Polska przyjęła największą liczbę uchodźców z Ukrainy, a ponadto „znajduje się tam wielu amerykańskich żołnierzy, którzy mają za zadanie bronić wschodniej flanki”.

- Polska musi sobie dać radę nie tylko z Ukrainą, ale również z sytuacją związaną z Białorusią. Z tych wszystkich powodów, zdajemy sobie sprawę z tego, że Polska jest odpowiednim miejscem, gdzie Joe Biden powinien być, żeby spotkać się z żołnierzami amerykańskimi, ukraińskimi ekspertami, także z frontowym narażonym sojusznikiem - tłumaczył.

Jak mówił Sullivan, „przed nami trudne dni w Ukrainie”.

- Ta wojna nie zakończy się ani szybko, ani łatwo - ocenił.

Podkreślał, że przez ostatnie miesiące Zachód pozostaje zjednoczony.

- Prezydent jedzie do Europy po to, żeby zagwarantować, że zjednoczeni zostaniemy - oświadczył. - Będziemy pomagać Ukraińcom bronić się, będziemy nakładać i zwiększać koszty na Rosję i będziemy wzmacniać sojusz Zachodu - dodał.

Także Zbigniew Rau, szef MSZ, odniósł się do wizyty Joe Bidena w Polsce.

- Jesteśmy przekonani, że obecna sytuacja wymaga, jeśli chodzi o nasze partnerstwo w NATO, wzmocnienia wschodniej flanki, wzmocnienia zdolności obronnych i odstraszania w tej części Europy - mówił minister Rau, pytany o to, czego można spodziewać się po wizycie amerykańskiego prezydenta w Polsce.

Szef polskiej dyplomacji podkreślił, że Biden złoży wizytę w naszym kraju „w szczególnych okolicznościach zagrożenia samych podstaw architektury bezpieczeństwa w Europie”

- Jest zatem naturalne, że spotka się z amerykańskimi żołnierzami w Polsce, wygłosi ważne przemówienie do polskiej opinii publicznej, ale także bez wątpienia do światowej opinii publicznej - zapowiedział minister Zbigniew Rau.

O planowanym przemówieniu prezydenta Bidena mówi się już od dwóch dni. O czym będzie mówił amerykański przywódca? Jakie kwestie poruszy?

- Oczekiwałbym, że Joe Biden w Warszawie wygłosi przemówienie historyczne, wykraczające horyzontem poza jego własną kadencję, przemówienie, które przejdzie do historii Ameryki i relacji transatlantyckich - mówi nam w wywiadzie Sławomir Dębski, dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

O tej wizycie Joe Bidena w Europie pisał „Washington Post” podkreślając, że „Biden uda się w tym tygodniu do Europy, do Belgii i Polski, by podtrzymać sojusz Zachodu, w którym zaczynają pojawiać się pęknięcia i pokazać się w kraju, którego liderzy obawiają się, że może stać się kolejnym celem agresji Rosji”.

Amerykańska gazeta zauważa, że „wraz z przeciąganiem się wojny i apelami strony ukraińskiej o dodatkową pomoc pojawiają się podziały między sojusznikami, którzy chcą dostarczać Kijowowi broń ofensywną, taką jak myśliwce, a krajami, które obawiają się eskalacji konfliktu z Moskwą”.

„Washington Post” pisze, że „Polska jest największym i bez wątpienia najbardziej centralnym krajem na wschodniej flance Europy”. Zdaniem dziennika „decyzja prezydenta USA, by odwiedzić Polskę, odzwierciedla również rolę tego kraju we wciąż rosnącym kryzysie uchodźczym”.

„Najważniejszym celem jest to, by prezydent USA pokazał się w Europie w momencie największego kryzysu bezpieczeństwa od zakończenia II wojny światowej (...) i oczekuje się, że Ameryka pokaże swoją rolę przywódcy” - powiedział dziennikowi wiceszef German Marshall Fund Ian Lesser.

W ocenie amerykańskiej gazety „o ile jednak w Brukseli przyjazd prezydenta USA spotka się prawdopodobnie z dużym entuzjazmem, wizyta w Warszawie może być dla Bidena trudniejsza, ponieważ oczekuje się od niego realnych kroków mających pomóc milionom ukraińskich uchodźców, którzy przybyli już do Polski i goszczącemu ich państwu”.

Wcześniej, bo w czwartek, Joe Biden pojawił się między innymi na nadzwyczajnym szczycie NATO, szczycie przywódców G7 i szczycie Rady Europejskiej.

Do zgromadzonych na nadzwyczajnym szczycie w Brukseli prezydentów i premierów państw członkowskich NATO zwrócił się prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.

- Zwracam się o przekazanie Ukrainie jednego procenta posiadanych przez państwa Sojuszu samolotów wojskowych - apelował. - 24 lutego zwróciłem się do was z całkowicie logiczną prośbą, aby pomóc nam zamknąć nasze niebo, żeby chronić Ukraińców przed rosyjskimi bombami i pociskami. Nie usłyszeliśmy jasnej odpowiedzi. Ukraina nie posiada potężnego potencjału przeciwrakietowego, ma znacznie mniej samolotów niż Rosja, dlatego zwracamy się do was z prośbą - podkreślił.

Wcześniej w wideo opublikowanym na Facebooku w nocy ze środy na czwartek prezydent Zełeński ponownie wezwał NATO do większej pomocy w walce z Rosjanami. Wyraził także wdzięczność wszystkim ludziom na świecie, którzy wspierają Ukrainę.

- Wszystkie sondaże pokazują, że narody Europy i Ameryki nas wspierają. Jestem wam za to wdzięczny. Wdzięczny w imieniu Ukrainy. Wszystkim w Unii Europejskiej, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Wielkiej Brytanii i innych krajach za wasze wsparcie. Ale politycy muszą także wspierać wolność - apelował ukraiński prezydent. - Muszą wspierać walkę o życie. Czekamy na poważne kroki ze strony NATO, UE i G7. Na tych trzech szczytach zobaczymy, kto jest przyjacielem i kto partnerem - dodał.

Ale Ukraina nie ma chyba co liczyć na to, że zostanie nad nią zamknięte niebo.

Przed samym szczytem NATO sekretarz generalny Sojuszu Jens Stoltenberg kolejny raz powtórzył, że natowscy żołnierze i natowskie samoloty nie zostaną wysłane na Ukrainę.

- Postępujemy tak, bo ciąży na nas odpowiedzialność, by zapewnić, że ten konflikt nie będzie eskalował poza Ukrainę, bo spowodowałoby to jeszcze większe cierpienia, śmierć i zniszczenia - tłumaczył w Brukseli Stoltenberg. - Utworzenie strefy zakazu lotów nad Ukrainą oznaczałoby konieczność narzucenia jej. Żeby zaś ją narzucić, należałoby dokonać zmasowanego ataku na rosyjskie systemy obrony przeciwlotniczej w Rosji, na Białorusi i na Ukrainie i być gotowym zestrzeliwać rosyjskie samoloty. Wówczas ryzyko wojny na pełną skalę między NATO a Rosją byłoby bardzo wysokie - dodał Stoltenberg.

Przypomniał, że sojusznicy NATO zapewniają znaczące wsparcie wojskowe dla Ukrainy, przeszkolili dziesiątki tysięcy ukraińskich żołnierzy, a armia ukraińska jest znacznie lepiej wyposażona, lepiej wyszkolona i lepiej dowodzona niż w 2014 roku.

- Połączenie szkolenia i wsparcia z odwagą ukraińskich sił zbrojnych powoduje, że Ukraińcy są w stanie opierać się i kontratakować (...). Zapewniamy Ukrainie również zaawansowane systemy obrony przeciwlotniczej, broń przeciwpancerną, amunicję i paliwo - wyliczał Stoltenberg.

Wydaje się więc, że Ukraina nie ma co liczyć na czynne włączenie się sił natowskich do tej wojny. I to nie Stany Zjednoczone są tego głównym powodem. - Hamulcem są państwa europejskie. Przecież była próba przekazania znacznej ilości broni ofensywnej na przykład samolotów wielozadaniowych Ukrainie. Były apele amerykańskie, apele ukraińskie i jak powiedzieli Amerykanie, zostali zatrzymani w realizowaniu tego apelu przez sojuszników europejskich. Pierwszym państwem, które zaprotestowało, byli Włosi, potem byli Niemcy - mówi nam w wywiadzie Witold Waszczykowski. - Główne wsparcie, jakie otrzymuje dzisiaj Ukraina, to wsparcie Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Kanady, Polski, ale nie głównych państw Unii Europejskiej, takich jak Niemcy, Francja, Włochy czy Holandia - dodaje były szef resoru spraw zagranicznych w rządach Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego.

W czasie, kiedy Joe Biden był już w Europie, Amerykanie ogłosili kolejne sankcje wobec rosyjskich firm zbrojeniowych i deputowanych Dumy Państwowej. Objęty nimi został także szef największego banku Rosji.

Władze USA podkreśliły, że członkowie rosyjskiej Dumy „poparli dążenia Kremla do naruszenia suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy, m.in. poprzez traktaty uznające samozwańczą niepodległość kontrolowanych przez pełnomocników Rosji obszarów wschodniej Ukrainy, zwanych tzw. Doniecką Republiką Ludową (DNR) i Ługańską Republiką Ludową (LNR)”.

- Stany Zjednoczone, wraz z naszymi partnerami i sojusznikami, uderzają w samo serce zdolności Rosji do finansowania i przeprowadzania działań wojennych i okrucieństw przeciwko Ukrainie - oświadczyła Janet Yellen, sekretarz skarbu Stanów Zjednoczonych.

Resort finansów Stanów Zjednoczonych wydał także nowe wytyczne dotyczące transakcji z Bankiem Centralnym Federacji Rosyjskiej ws. złota.

Pakiet nowych sankcji wobec Rosji potwierdził już też prezydent Joe Biden.

„Ogłaszam dodatkowe sankcje dla ponad 400 przedstawicieli rosyjskich elit, prawodawców i firm zbrojeniowych w odpowiedzi na wojnę wywołaną przez Putina w Ukrainie. Oni osobiście zyskują na polityce Kremla i powinni dzielić się tym bólem” - napisał na Twitterze.

Teraz wszyscy czekają na to, co przywódca Stanów Zjednoczonych powie podczas swojej wizyty w Warszawie. Wszyscy spodziewają się, że będzie to najważniejsze przemówienie Bidena podczas wizyty w Europie.

Dorota Kowalska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.