Jorn Lier Horst, były śledczy, który został pisarzem bestsellerowych kryminałów o Williamie Wistingu WYWIAD

Czytaj dalej
Fot. Marius Batman Viken
Maria Olecha-Lisiecka

Jorn Lier Horst, były śledczy, który został pisarzem bestsellerowych kryminałów o Williamie Wistingu WYWIAD

Maria Olecha-Lisiecka

Po Jo Nesbo jest najpopularniejszym norweskim autorem kryminałów na świecie. Nam Jorn Lier Horst mówi o pracy policjanta wydziału kryminalnego i wpływie powieści Henninga Mankella na jego karierę w policji i pisarską.

Kryminały są bardzo popularne na całym świecie, także w Norwegii. A jednak nie ma wielu norweskich autorów thrillerów, którzy są znani poza Norwegią i Skandynawią, za wyjątkiem Jo Nesbo, Karin Fossum i pana. Spodziewał się pan międzynarodowego sukcesu?
Nie. Miałem zawsze realistyczne podejście do pisania, ale ostatnio zauważam, że traktuję je... jak sportowiec. W pisaniu jak w sporcie - chodzi o to, aby dać z siebie maksimum i jeszcze więcej, wtedy wygrywasz. Mam chyba specyficzne podejście do tego zawodu. Dla mnie praca nie kończy się wraz z wydaniem książki, interesuję się jej sprzedażą, promocją, a przede wszystkim odbiorem przez czytelników. Ich opinie są dla mnie ważne, dlatego też rozmawiamy.

W Niemczech kryminały nie są uznawane przez krytyków za literaturę. W Polsce jest wyraźny podział na literaturę piękną i gatunkową. A jak jest w Norwegii?
Mam wrażenie, że różnica między tzw. wysoką i niską literaturą nie jest już tak wyraźna w krajach nordyckich, a powieści kryminalne mają na rynku pozycję bardzo mocną, porównywalną z innymi gatunkami literackimi. Najpopularniejsi pisarze pojawiają się w największych gazetach, są tam recenzje ich powieści. I to są pisarze kryminałów. Toczą się debaty nie tylko o powieściach, ale o problemach społecznych, które autorzy w nich poruszają. Dzięki temu, że kryminały przedstawiają ludzi i wydarzenia oraz zmiany, jakie zachodzą w społeczeństwie, pełnią dzisiaj taką samą funkcję jak powieści w XIX w. A to wtedy powieść stała się najpopularniejszą i chętnie uprawianą formą sztuki, właśnie dlatego, że okazała się najbardziej odpowiednia do przedstawiania ówczesnego życia społecznego we wszystkich jego niezliczonych formach.

Gościł pan w Polsce w ubiegłym roku. Na spotkanie do Poznania przyjechały tłumy czytelników. Frekwencja pana zaskoczyła?
Byłem już kilka razy w Polsce. Jak mówiłem, interesuję się tym, jak moje książki są odbierane, więc wiem, że w Polsce są popularne. Co więcej, jest to jeden z krajów, w których mam najwięcej czytelników!

O Williamie Wistingu, policjancie z Larviku i Line, jego córce, dziennikarce śledczej, pisze pan od 15 lat. Jak to się stało, że wymyślił pan tych bohaterów?
Kiedy tworzyłem Wistinga, jako nowego norweskiego bohatera kryminalnego, dokładnie wiedziałem, jaki powinien być. Byłem zmęczony czytaniem o śledczych, którzy samodzielnie rozwiązywali sprawy morderstw, pili, budzili się następnego dnia rano, na stoliku stała pusta butelka po whisky, a oni drapali po trzydniowym zaroście i wpadali na trop. Chciałem, aby mój bohater bardziej przypominał policjanta, jakiego znam z mojej pracy. Dlatego stworzyłem Williama Wistinga. Próbuję pokazać, że praca policjanta kryminalnego to praca w zespole, który tworzy wielu ekspertów mających różne kwalifikacje, wiedzę i umiejętności. To, co ich łączy, to nieustanna niepewność, czy postąpili słusznie, czy zrobili wszystko i czy jest coś, co mogli przeoczyć. Kiedy piszę książki, lubię nie tylko opowiadać o tym, co robią Wisting i jego współpracownicy, ale jak praca w policji, śledztwo wpływa na niego jako człowieka. Czytelnik, który przeczyta całą moją serię, zobaczy, jak zmieniała się przestępczość w Norwegii na przestrzeni tych kilkunastu lat: zbrodnie są coraz bardziej brutalne, wzrosła przestępczość zorganizowana.

Morderstwo ma swoje źródło w emocjach i instynktach, które są strasznie zwyczajne i banalne. Motyw? Gniew, zemsta

Wisting jest do pana podobny w jakiś sposób?
Mój bohater jest uczciwym, wzorowym policjantem, ale przede wszystkim przyzwoitym i porządnym człowiekiem. Lubię myśleć, że kilka z tych cech mamy wspólnych! Na pewno łączą nas wieczne wątpliwości. Niepewność, czy postąpiłem słusznie, czy zrobiłem wszystko i czy czegoś nie przeoczyłem.

Henning Mankell mówił, że każdy pisarz pisze o sobie, tylko nie każdy się do tego przyznaje…
To prawda. Nie ukrywam, że praca policjanta śledczego mnie ukształtowała. Badałem miejsca zbrodni, ślady poważnych przestępstw, łapałem morderców. Przesłuchiwałem ludzi, którzy dokonali zbrodni, czyli sprawców. Stawałem twarzą w twarz z gniewem, żalem, rozpaczą rodzin ofiar. Teraz to wszystko staram się pokazać w moich książkach. Jest mi łatwiej kreować wiarygodne postaci, opowiadać realistyczne historie i pokazywać prawdziwą pracę policjantów śledczych, bo sam przez prawie 20 lat pracowałem w policji. Ta służba to doskonały sposób na obserwację społeczeństwa. Wtedy dopiero widać problemy społeczne jak na dłoni.

Pracował pan jako szef wydziału śledczego w norweskiej policji.
Nie tylko. Mam szerokie doświadczenie w badaniu wszystkich rodzajów przestępstw. Przez ostatnie dziesięć lat pracowałem jako szef lokalnego wydziału dochodzeniowego. Oznacza to, że byłem odpowiedzialny za śledztwa w poważnych sprawach, takich jak morderstwa. Praca detektywa w wydziale zabójstw nauczyła mnie wiele o śmierci, ale jeszcze więcej o życiu, o byciu człowiekiem. Prowadząc śledztwa, byłem blisko morderców, gwałcicieli i innych rabusiów, spędziłem z nimi wiele godzin na przesłuchaniach, próbując zrozumieć, dlaczego przestępcy robią to, co robią. Uświadomiłem sobie, że mamy z nimi więcej wspólnego, niż nam się wydaje. Morderstwo ma swoje źródło w emocjach i instynktach, które są strasznie zwyczajne i banalne. Motyw? Gniew, pożądanie, zemsta. To emocje, które wszyscy znamy, czujemy od czasu do czasu, ale w przypadku morderstw chodzi o ludzi, którzy znaleźli się w ekstremalnej sytuacji.

Moja debiutancka powieść „Kod Kathariny” to historia prawdziwego morderstwa, jednego z najbardziej brutalnych i zagadkowych we współczesnej kryminalistyce norweskiej

Jak to się zatem stało, że został pan pisarzem?
Właściwie to zacząłem karierę pisarza... pierwszego dnia pracy w policji. Naprawdę, już to pani opowiadam! To był dzień, w którym Ronald Ramm został znaleziony zgwałcony i zamordowany we własnym domu w moim rodzinnym Larviku. To było dla mnie ogromne przeżycie, byłem wtedy młodym policjantem. Do dzisiaj nie wiadomo, co tam się naprawdę wydarzyło. Mordercy nie złapano. Moja debiutancka powieść „Kod Kathariny” to historia właśnie tego morderstwa, jednego z najbardziej brutalnych i zagadkowych we współczesnej kryminalistyce norweskiej. Tyle że u mnie jest rozwiązanie zagadki. Kiedy napisałem tę książkę, dziewięć lat po prawdziwym morderstwie, miałem nadzieję, że moja powieść może przynieść jakiś nowy trop, że ludzie, którzy coś o nim wiedzą, podzielą się informacjami. I tak się rzeczywiście stało. Dziś wiemy o tym morderstwie dużo więcej, ale wciąż zbyt mało, aby kogoś oskarżyć.

Czy były policjant, który pisze kryminały, musi jeszcze robić research?
Generalnie czerpię z mojego doświadczenia. Ale nie do końca, bo przestępczość się zmienia i dlatego czytam sporo literatury fachowej na ten temat.

A co jest najtrudniejsze w pisaniu kryminałów?
Opisywanie relacji międzyludzkich, emocji.

Praca pisarza to zajęcie pełnoetatowe?
Tak. Piszę codziennie i mogę to robić wszędzie. To wygodne, ponieważ dużo podróżuję. Piszę w hotelach, na lotniskach i w innych miejscach, ale przede wszystkim w moim gabinecie. Typowy dzień pracy wynosi u mnie dziesięć godzin. Nową powieść piszę przez jakieś 6-8 miesięcy.

Jak pan spędza wolny czas?
Jestem bardzo rodzinny, mam żonę, dzieci i psa. No i dużo czytam.

Kryminały?
Tak, głównie skandynawskie. Nie mam jednego ulubionego autora, ale nie byłbym ani takim pisarzem, ani policjantem, gdyby nie Henning Mankell i stworzony przez niego Kurt Wallander. Pierwsza powieść z Wallanderem, jaką przeczytałem, to „Morderca bez twarzy”. Byłem w Akademii Policyjnej i pamiętam, że pomyślałem sobie, że chciałbym być takim policjantem jak Kurt. Mankell i Wallander zainspirowali obie moje kariery.

Jorn Lier Horst ma 48 lat. Debiutował w 2004 roku. Pisze bestsellerowe powieści kryminalne, w których głównym bohaterem jest William Wisting, policjant, pracujący w Larvik. Od 2012 roku ukazują się również jego powieści przeznaczone dla młodszych czytelników, w tzw. serii CLUE i w serii Biuro Detektywistyczne numer 2. Mieszka w Stavern, niedaleko Larviku.

Maria Olecha-Lisiecka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.