Już co piąte dziecko rodzi się w związkach pozamałżeńskich

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Gabriela Bogaczyk

Już co piąte dziecko rodzi się w związkach pozamałżeńskich

Gabriela Bogaczyk

Wielkie emocje wywołały ostatnio zapowiedzi „spisu dzieci z nieprawego łoża”. Chodzi o projekt ustawy, który przywraca obowiązek poinformowania urzędników o stanie cywilnym matki i dacie zawarcia małżeństwa podczas zgłaszania urodzenia dziecka w urzędzie stanu cywilnego.

W 2015 roku, w województwie lubelskim urodziło się 19,7 tys. dzieci. Z czego 3,6 tys. z nich pochodzi ze związków pozamałżeńskich. Oznacza to, że co piąty noworodek jest owocem miłości rodziców, którzy nie zdecydowali się na małżeństwo. - Związane jest to ze zmianami w strukturze i funkcjonowaniu rodziny w ostatnich 40 latach. Popularny jest obecnie typ rodziny dwa plus jeden. Dochodzą do tego również zmiany obyczajowe i kulturowe. Panuje coraz większe przyzwolenie na życie w nieformalnych związkach. Ludzie nie potrzebują ślubu, by tworzyć rodzinę. A to z kolei związane jest z sekularyzacją społeczeństwa, czyli zmniejszeniem roli Kościoła - wyjaśnia prof. Włodzimierz Piątkowski, socjolog z Lublina.

Z roku na rok liczba dzieci nieślubnych wzrasta w Polsce i w naszym regionie. Jeszcze w 2010 roku co siódme dziecko z Lubelszczyzny pochodziło ze związków pozamałżeńskich, a w 2000 roku zaledwie co dziesiąte. Co ciekawe, w miastach maleje liczba dzieci pozamałżeńskich, a rośnie na wsiach.

Główny Urząd Statystyczny w Lublinie informuje również, że w 2015 roku 1800 dzieci z tzw. nieprawego łoża urodziło się w lubelskich miastach i dokładnie tyle samo na wsiach.

- Związane jest to z migracjami ludzi z miasta na wieś. Wiele osób pracuje np. w Lublinie, a mieszka w promieniu 50 kilometrów. Stąd ten wzrost. Z kolei miasta od lat są bardziej liberalne. Jest większa anonimowość, która sprzyja tolerancji - podkreśla prof. Piątkowski.

Adam i Ewa

Socjologowie podkreślają, że dzieci nieślubne były różnie traktowane na przestrzeni wieków, w zależności od kraju, kultury czy religii. - Wcześniej, dzieci, które nie rodziły się z małżeństwa, były pozbawione wielu praw. Chodzi o dziedziczenie majątku, nazwiska czy przynależności do określonej warstwy społecznej - wyjaśnia dr Bogdan Więckiewicz, socjolog z KUL.

Historia Polski pamięta wiele przykładów, kiedy dzieci nieślubne były traktowane jako gorsze. - Tak naprawdę były one pozbawione wszelkich praw. Legalność takich dzieci mógł potwierdzić jedynie król do 1578 roku, a później sejm. Takim przykładem może być nawet Stanisław August Poniatowski, który miał pięcioro dzieci, ale żadne z nich nie nosiło jego nazwiska i nie mogło dziedziczyć majątku, a tym bardziej tronu - przypomina socjolog.

Nieobce było też piętnowanie obyczajowe. Takie dzieci nie mogły się np. bawić z dziećmi pochodzącymi z legalnego związku. - Był też zwyczaj nadawania im charakterystyczych imion podczas chrztu. Wskazywały one na to, że dzieci mogą pochodzić z nieprawego łoża - mówi dr Więckiewicz.

Takimi imionami w przeszłości były np. Adam, Ewa czy Maria Magdalena. W ten sposób można było łatwo odróżnić dzieci spoza łoża małżeńskiego.

Socjolog przyznaje, że kobiety, które urodziły dzieci w wyniku nieformalnych związków, były inaczej postrzegane przez społeczeństwo. - Najczęściej jako niemoralne, gorzej się prowadzące. Nie odzywano się zarówno do matek, jak i dzieci, nie udzielano im pomocy, by dać do zrozumienia, że nie pochodzą z legalnego związku - mówi dr Więckiewicz.

W miastach panowała większa ostentacja wobec dzieci urodzonych z nielegalnego związku. Można nawet powiedzieć, że były izolowane, a na wsiach co prawda źle postrzegane, ale cała wioska udzielała pomocy takiej kobiecie.

Na przykład jeszcze w XVII-wiecznej Szwecji, matka, która urodziła samotnie dziecko musiała zapłacić grzywnę, a podczas nabożeństwa ostentacyjnie siedzieć na krześle przed całą kongregacją. W ten sposób ukarany mógł być również ojciec.

- Chociaż jemu było o wiele łatwiej, bo zawsze mógł nie przyznać się do tego, że jest ojcem. W tamtych czasach trudno to było udowodnić, bo nie było przecież badań genetycznych, jakie mamy obecnie - tłumaczy dr Więckiewicz.

Dodajmy, że dzieci spoza związku małżeńskiego w Szwecji mogły dziedziczyć po matce w XVII wieku, a po ojcu dopiero w drugiej połowie XX wieku. Podobnie było z dziećmu nieślubnymi w Hiszpanii, bo zrównano je w prawach z dziećmi ślubnymi w 1981 roku.

Myślenie się zmienia

Po 2000 roku, sytuacja kobiet nieżyjących w formalnych związkach i rodzących dzieci znacznie się poprawiła.

Kobiety mają obawy, że informacje o dzieciach spoza formalnych związków mogą zostać niewłaściwie wykorzystane

- Obecnie sytuacja dzieci pozamałżeńskich od tych poczętych w małżeństwach nie różni się niczym. Zarówno dziecko z formalnego, jak i nieformalnego związku ma prawo do nazwiska, alimentów, dziedziczenia czy majątku - wyjaśnia dr Więckiewicz.

Związane jest to z większą akceptacją przez społeczeństwo. - Dodatkowo, liczba kobiet rodzących dzieci z nielegalnych związków związana jest ze zwiększeniem ich niezależności finansowej. Kobieta może sama o sobie decydować, a kiedyś to ojciec decydował, z kim córka ma wziąć ślub - mówi dr Więckiewicz.

I przypomina, że na przestrzeni wielu stuleci, odsetek dzieci nieślubnych nie przekraczał 10 procent. Znacznie wzrósł dopiero w latach 90. XX wieku.

- W wielu krajach poza sformalizowanymi związkami rodzi się ponad połowa dzieci. Chodzi np. o Szwecję, Wielką Brytanię, Łotwę, Estonię i Czechy. Są nawet takie miejscowości w Anglii, gdzie 75 proc. dzieci pochodzi spoza legalnego związku małżeńskiego. Zazwyczaj są to kraje, gdzie religia odgrywa coraz mniejsze znaczenie i więcej ludzi żyje w konkubinacie - dodaje socjolog.

Aktualnie, w Polsce, około 20 procent dzieci rodzi się poza związkami małżeńskimi. Podobnie jest na Malcie, w Grecji, we Włoszech. To w skali Europy niewiele, w tych krajach dominuje religia katolicka. - Na przykład na Malcie w latach 90. XX wieku takich dzieci rodził się tylko jeden procent, a obecnie jest już ich 25 proc. - informuje lubelski ekspert.

Czy powstanie „spis dzieci z nieprawego łoża“?

Już wkrótce matki, które urodzą nieślubne dzieci, będą miały obowiązek poinformowania urzędu stanu cywilnego, czy są zamężne i kiedy wstąpiły w związek małżeński. Chodzi o nowy projekt ustawy Prawo o aktach stanu cywilnego.

Informacje te mają być uzyskiwane podczas zgłaszania urodzenia, a następnie zapisywane do protokołu zgłoszenia urodzenia i przekazywane do GUS. W tej chwili w akcie urodzenia nie ma informacji, czy dziecko jest uznane przez ojca, czy nie. Kiedyś taka adnotacja była, ale tylko na akcie papierowym.

MSWiA tłumaczy, że zmiany zostały wprowadzone na prośbę Głównego Urzędu Statystycznego, który zaznacza, że ustawa jedynie przywraca obowiązek takiej informacji. - Dane gromadzone w wyniku nowelizacji ustawy nie będą bardziej szczegółowe niż miało to miejsce do 2014 roku. Uzyskiwane przez statystykę dane są anonimizowane i nie zawierają nazwisk dzieci ani ich rodziców - zapewnia Karolina Dawidziuk, rzecznik prasowy GUS.

I dodaje, że informacje o stanie cywilnym matki i dacie zawarcia małżeństwa będą służyć do określania dzietności, okresu prokreacji małżeńskiej, kondycji rodzin, a także przewidywań liczebności rodzin.

Tyle pewności nie mają natomiast Polki, które wątpią w przejrzystość rządowych planów. Nowy projekt ustawy wywołał wielkie emocje na forach internetowych. Wiele kobiet ma obawy, że informacje o dzieciach spoza związków małżeńskich mogą zostać wykorzystane w niewłaściwy sposób. A rezultatem nowej ustawy może być tzw. spis dzieci z nieprawego łoża.

W ich wypowiedziach czytamy: „Nie rozumiem, czemu ma służyć naznaczanie dziecka od urodzenia, że niby jak nieślubne, to ma przez całe życie kroczyć z łatką, że jet gorsze?” - pyta Kasia.

Ola dodaje: „Innymi słowy - powstanie lista dzieci gorszej kategorii. Z powodu problemów rodziców, czy innych życiowych sytuacji, Bogu winne dzieci znajdą się na liście wstydu”.

„Też mam nieślubne dziecko z partnerem. Jak na razie nie mamy zamiaru brać ślubu. Tak nam dobrze. Nie pobieram żadnych świadczeń jako samotna matka” - pisze Aga.

Matka Polka dopisuje: „Mam nieślubne dziecko, a teraz ślub z innym mężczyzną i jestem w ciąży z mężem. Czy moje dzieci mają być dzielone na ślubne i nieślubne? Chory kraj”.

Inny komentujący, mężczyzna, dodaje: „Tajemnica statystyczna będąca podstawą w cywilizowanych krajach jest łakomym kąskiem dla rządzących. Czyż wiele trzeba, by uchwalić ustawę dającą prokuratorowi generalnemu prawo wglądu we wszystkie dane zbierane przez GUS”.

Specjaliści tłumaczą, że taka podejrzliwość społeczeństwa nie bierze się znikąd.

- Być może reakcje na wiadomość o nowelizacji ustawy są wyrazem niskiego stopnia zaufania do instytucji państwowych. W obecnym klimacie politycznym, kiedy preferowany jest jeden jedynie słuszny model życia, zapowiedź rejestracji dzieci nieślubnych może być odebrana jako ingerencja w bardzo prywatną sferę życia - zaznacza dr Barbara Smoczyńska, trener umiejętności psychospołecznych. I podkreśla, że dlatego wielu osobom trudno jest uwierzyć w czyste intencje ustawodawcy. - Zagrożenie stygmatyzacją dzieci z nieformalnych związków jest podstawowym powodem do niepokoju, a zapewnienia, że chodzi wyłącznie o względy badawcze tego lęku nie redukują - dodaje specjalistka.

Tym bardziej że urodzenie dziecka nieślubnego nie jest już powodem do zawierania związku małżeńskiego za wszelką cenę. - Oczywiście zdarza się stygmatyzacja i dzisiaj, chociaż w ostatnim dziesięcioleciu w Polsce mamy do czynienia ze wzrostem urodzeń pozamałżeńskich. Związane jest to w dużej mierze z migracją młodych do miast i malejącym powabem instytucji małżeństwa - mówi dr Smoczyńska.

I zwraca uwagę, że przybywa także osób po rozwodzie, a część z nich niechętnie patrzy na ponowny ślub. - Część przypadków to efekt zimnej kalkulacji. Samotna matka może korzystniej rozliczać się z fiskusem, ma też preferencje w żłobku, przedszkolu - przypomina specjalistka.

I dodaje, że zmiany obyczajowe są faktem. - Młodzi ludzie odraczają wchodzenie w stałe związki, gdyż potrzebują stabilizacji zawodowej i finansowej. Wielu młodych nie stać na dziecko. Coraz bardziej akceptowany jest nieformalny model rodziny - wyjaśnia dr Barbara Smoczyńska, trener umiejętności psychospołecznych.

Podobne zdanie ma Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Eksperci zastanawiają się, czemu ma służyć przywrócenie obowiązku podawania stanu cywilnego matki przy sporządzaniu aktu urodzenia. - Od 2018 roku matki będą musiały obowiązkowo, a nie tak jak jest teraz dobrowolnie, podawać swój stan cywilny i datę zawarcia ewentualnego małżeństwa. Obecnie podawanie tych danych nie jest obowiązkowe - przypomina dr Dorota Pudzianowska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

I wyjaśnia, że dla niej niepokojące jest to, że nie wiadomo, jakiemu celowi ma służyć zbieranie tych danych i czy będą one zanonimizowane. W projekcie ustawy nie ma tego doprecyzowania, na co zwraca też uwagę generalny inspektor ochrony danych osobowych.

- Dlatego nie dziwię się, że istnieje obawa społeczna przed niewłaściwym wykorzystaniem tych informacji. Nie wiadomo też, czemu o stanie cywilnym mają informować tylko kobiety, a mężczyźni już nie. W obecnej sytuacji politycznej, po „czarnych protestach”, zrozumiały jest niepokój o to, czy te zebrane informacje nie przyczynią się w przyszłości być może do ich stygmatyzacji czy piętnowania ze względu np. na nieślubne dziecko - tłumaczy ekspertka.

Dlatego, by nie wzbudzać takiej obawy, należy jak najszybciej doprecyzować przepisy. - Same obietnice tu nic nie dają. Nie uspokoi to nastrojów społecznych - dodaje dr Dorota Pudzianowska.

Gabriela Bogaczyk

Zajmuje się ochroną zdrowia i sprawami społecznymi.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.