Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Kołtuny zadawały czarownice. Odważny profesor Dietl sięga po nożyce

Czytaj dalej
Fot. Fot. archiwum
Andrzej Kozioł

Kołtuny zadawały czarownice. Odważny profesor Dietl sięga po nożyce

Andrzej Kozioł

Lubimy, kiedy o nas mówią gdzieś w dalekim świecie, chociaż tak po prawdzie w niewielu językach można znaleźć odwołanie do Polski lub polskości.

Nie bardzo też wiadomo, czy cieszyć się z nich, czy też odwrotnie - martwić się z ich powodu. Dlaczego Katalończyków nazywano w Hiszpanii Polacos? Bóg jeden wie, więc na wszelki wypadek bądźmy dumni z tego określenia - wszak Katalończycy dzielnie walczyli o swoją niepodległość, ale z mniejszym niż my powodzeniem. Zresztą ciągle nie zrezygnowali z myśli o pełnej niezależności...

A słynne francuskie powiedzenie „pijany jak Polak”? Sprytnie - ale czy prawdziwie? - interpretujemy je na własną korzyść, przytaczając anegdotę o Napoleonie, który do swoich rodaków miał powiedzieć „Bądźcie pijani jak Polacy”. Miało chodzić o to, iż francuscy żołnierze schlali się jak les cochons, nasi natomiast, też zalani w pestkę, zachowali dziarskość i bojowy animusz.

Tak na dobrą sprawę w klasyce znalazł się jeden polski, bardzo smakowity akcent - kalafiory, szparagi, fasolka szparagowa podawane po polsku, á la polonaise. Z zasmażoną na maśle tartą bułeczką.

Jednak w medycynie wyróżniamy się dość paskudnie - nazwą plica polonica, polska fryzura, czyli po prostu kołtun.

Chociaż ta obrzydliwa przypadłość kojarzy się nam z bardzo odległymi czasami, Bohdan Baranowski, badając ludową demonologię w okolicach Łodzi, jeszcze w 1959 roku zapisał taką wypowiedź:

Jak cię czarownica opaskudzi, to ci się kołtuny na głowie pozwijają, a obcinać nie wolno było, bo można było oślipnąć; tylko haczyk upalali na czerwono i ręką do kołtuna nie dotknęli, tylko nieznacznie dotykali haczykiem i upalili, bo jakby nożyczkami obciąć, toby poskręcało.

Rozmówca profesora Baranowskiego mógł pamiętać ludzi dotkniętych kołtunem. Jeszcze tuż przed I wojną światową widywało się ich po wsiach w tamtych okolicach, ba, nawet w samej Łodzi, wśród przybyłych ze wsi robotników. I ciągle głęboko wierzono, iż obcięcie tej ogromnej, cuchnącej czapy sfilcowanych włosów grozi poważnymi konsekwencjami, przede wszystkim ślepotą.

Pielgrzymowano więc do świętych miejsc, kropiono głowy wywarem z barwinku, upalono włosy, obcinano rozżarzonym lub polanym wodą święconą sierpem. Być może pamiętano jeszcze ślepca, wędrownego śpiewaka, obdarzonego ponoć nadzwyczajnym głosem, który pod koniec XIX wieku chodził po Wieluńskiem. Opowiadał wszystkim o sprawcach swego nieszczęścia: czarownicy, która zadała mu straszną przypadłość i wiejskim pisarzu, prawdopodobnie niewierzącym w zabobon, który namówił go do nierozważnego obcięcia kołtuna.

Wprawdzie doszukiwano się także mniej spektakularnych powodów choroby zwanej plica polonica, przede wszystkim związanych z dietą, jednak zdecydowana większość obwiniała czarownice, sprawczynie wszelkiego zła...

W samym sercu miasta, tuż obok kościoła Franciszkanów i siedziby rady stołeczno-królewskiego miasta stoi pomnik (nawiasem mówiąc, jedyny naprawdę dobry monument Krakowa) Józefa Dietla. Prezydenta kojarzonego z wytyczeniem tak zwanego Wielkiego Krakowa, po trosze ze Szczawnicą, ale także związanego z problemem, jakim był kołtun, obecny od setek lat na polskiej ziemi.

Profesor Józef Dietl, nie tylko dobry administrator, ale także świetny lekarz, w 1857 roku usunął z chłopskiej głowy ogromną czapę zbitych, pozlepianych włosów. I co? I nic się nie stało. Chłop nie oślepł, a Dietl zajął się badaniami nadsyłanych mu kołtunów. Wyniki zostały opublikowane w „Przeglądzie lekarskim”, a ścinanie kołtunów stało się powszechną praktyką. Kołtuny odeszły do przeszłości. Jak twierdzi Leszek Mazan, jest w tym także zasługa galicyjskich władz. Ogłoszono rejestrację nosicieli kołtunów, a ponieważ lud zawsze podejrzewa władze o najgorsze - runęła wiadomość, iż kołtuniarze zostaną obłożeni specjalnym podatkiem.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Polski.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Polski
  • codzienne e-wydanie Polski
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Andrzej Kozioł

W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.