Ludwik Zamenhof - doktor mający nadzieję, czyli rzecz o esperanto

Czytaj dalej
Anita Czupryn

Ludwik Zamenhof - doktor mający nadzieję, czyli rzecz o esperanto

Anita Czupryn

Język esperanto, którego twórcą był polski lekarz żydowskiego pochodzenia Ludwik Zamenhof, stał się pomostem między kulturami i sprawił, że ludzie, którzy się nim posługują, są sobie równi. Dla wielu esperanto wciąż jest oknem na świat. W tym roku mija 100. rocznica śmierci Zamenfoha i 130. rocznica istnienia esperanto.

Pewnie niewielu z nas zastanawia się skąd wzięło się słowo „veturilo”, określające Warszawski Rower Publiczny, czyli system samoobsługowych wypożyczalni miejskich rowerów, jaki działa w stolicy od 2012 roku. Otóż „veturilo” to nic innego jak środek transportu, pojazd, a jego nazwę zawdzięczamy Ludwikowi Zamenhofowi, twórcy esperanto.

W tym roku obchodzimy dwie ważne rocznice związane z Ludwikiem Zamenhofem; po pierwsze język esperanto znany jest na świecie już od 130 lat, a po drugie - w kwietniu minie 100. rocznica śmierci twórcy języka. Z tej okazji w Warszawie odbędzie się w dniach 28-30 kwietnia konferencja pod auspicjami UNESCO, która zgromadzi esperantystów z całego świata.

Źródło: polskatimes.pl/x-news

W 1887 roku Ludwik Zamenhof, lekarz okulista żydowskiego pochodzenia, pod pseudonimem Doktoro Esperanto, co oznacza „doktor mający nadzieję” wydał dzieło swojego życia - książkę, najpierw w języku rosyjskim: „Język międzynarodowy. Przedmowa i podręcznik kompletny”. Książka pochłonęła znaczną część wiana jego żony Klary Silbernik i przyjęła się znakomicie. Jeszcze w tym samym roku podręcznik Zamenhofa wydano w języku polskim, francuskim, angielskim i niemieckim, idea Zamenhofa stawała się coraz popularniejsza na świecie, a zafascynowani prostym do nauczenia językiem ludzie zaczęli się go uczyć i korespondować ze sobą w tym języku. Miłośnicy esperanta zaczęli zakładać kluby esperantystów.

Idea esperanta z pewnością przyniosła Ludwikowi Zamenhofowi sławę, ale nie przyniosła pieniędzy. Mieszkał w najbiedniejszej dzielnicy Warszawy, leczył dziesiątki ludzi dziennie, bardzo często za darmo, a nawet dawał chorym pieniądze na leki. Ale kiedy w 1905 roku we francuskim mieście Boulogne-sur-Mer odbył się pierwszy Światowy Kongres Esperanta, Zamenhofa witano tam niemalże jak króla. W drodze przez Paryż na jego cześć podświetlono wieżę Eiffla, a jego samego odznaczono Orderem Legii Honorowej. Język zaczął żyć własnym życiem.

Idea Ludwika Zamenhofa niosła w sobie rozwiązanie problemu braku porozumienia się między ludźmi różnych narodowości i kultur. Urodzony i wychowany w Białymstoku Ludwik Zamenhof, w rodzinie, gdzie ojciec był nauczycielem języków obcych, od dziecka widział, jak różnorodność językowa staje się przyczyną braku porozumienia i antagonizmów miedzy ludźmi. XIX-wieczny Białystok leżał na styku kultur. Mieszkali tam zarówno Polacy, jak i Żydzi, Białorusini, Litwini, Rosjanie oraz Niemcy. Już jako 10-letni chłopiec Zamenhof napisał sztukę teatralną, którą zatytułował „Wieża Babel”. Miejscem akcji był białostocki rynek, na którym mieszkańcy miasta wznosili kolejne piętra wieży.

Kiedy Zamenhof, już jako 28-latek publikował swój podręcznik, na jego okładce opublikował klauzulę: „Język międzynarodowy, podobnie jak każdy narodowy jest własnością ogółu. Autor zrzeka się na zawsze wszelkich praw osobistych do niego”. Dla Zamenhofa esperanto - bo ta nazwa języka, od przybranego przez autora pseudonimu przyjęła się na świecie - miało być narzędziem, które pojedna całą ludzkość. A że sam znał dziesięć języków, swój lingwistyczny talent wykorzystał do stworzenia języka na bazie rdzeni słów z języków romańskich, które byłyby proste w nauce, bez skomplikowanej gramatyki, za to z wielkimi możliwościami słowotwórczymi.

W pierwszej połowie XX wieku, kiedy esperanto rozprzestrzeniało się po całym świecie, nieodmiennie ciesząc się rosnąca popularnością, kilkanaście państw proponowało nawet, aby stało się językiem pomocniczym Ligi Narodów - poprzedniczki późniejszego ONZ. Pomysł, paradoksalnie zablokowała Francja, która bała się utraty znaczenia własnego języka, a to przecież we Francji właśnie najsilniej działała grupa esperantystów.

Niestety, wbrew szlachetnym ideom Zamenhofa, esperanto nie okazało się narzędziem, które uwolniłoby świat od wojen i odmieniło ludzkie serca. Niemniej jednak język ten przetrwał, a nawet co jakiś czas przeżywa swój renesans. W Polsce w czasach komuny, jako że władze traktowały esperantystów za nieszkodliwych hobbystów, dla wielu był jedną z niewielu możliwości kontaktowania się z ludźmi z innych krajów i kontynentów, a także w ramach kongresów wyjeżdżania za granicę. I dla nich esperanto stało się stylem życia. W wielu miastach w Polsce zaczęły powstawać kluby esperantystów, zakładano i zrzeszano się w związkach.

Idea esperanta z pewnością przyniosła Ludwikowi Zamenhofowi sławę, ale nie przyniosła pieniędzy. Mieszkał w najbiedniejszej dzielnicy Warszawy, leczył dziesiątki ludzi dziennie, bardzo często za darmo, a nawet dawał chorym pieniądze na leki.

Alina Mozer z Zarządu Głównego Polskiego Związku Esperantystów po raz pierwszy ten język usłyszała w 1987 roku w Polskim Radiu. Akurat trwały obchody 100-lecia esperanto. - Ponieważ uczyłam się francuskiego, to stwierdziłam, że esperanto brzmi podobnie; zafascynowało mnie, że tak ładnie brzmi. Po kilku radiowych lekcjach mogłam już napisać krótkie opowiadanie. Wtedy jedyną możliwością dla mnie, był kurs korespondencyjny.

Zaczęła jeździć na kongresy, poznawała nowych ludzi i wzorem innych esperantystów zapraszała ich do siebie. Podobnie, jak czynił to Ludwik Zamenhof, który prowadził w Warszawie otwarty dom, nieustannie odwiedzało go wielu esperantystów z całego świata. - Miałam już w domu gości ze wszystkich kontynentów. To sympatyczny widok, kiedy w mojej kuchni Brazylijczycy wspólnie z Hiszpanami przygotowują swoje potrawy - opowiada.

Po 1989 roku, kiedy w Polsce otwarto granice, swoją pasję nie tylko mogła rozwijać na szeroką skalę, ale też zaraziła nią swoją córkę Agnieszkę.

- Można powiedzieć, że esperanto wyssałam z mlekiem mamy - śmieje się Agnieszka Mozer, bo urodziła się gdy jej mama zaczęła uczyć się tego języka.

I przez 18 lat próbowała ją do tego języka przekonać, ale Agnieszka była oporna. - Po co mi ten język, kiedy wszyscy na świecie mówią po angielsku. W esperanto mówią starzy ludzie - taki był wtedy mój pogląd. Nie widziałam jego użyteczności. Aż mama podstępem zabrała mnie raz do Zakopanego na Światowy Młodzieżowy Kongres Esperancki. Przeżyłam szok. Zobaczyłam setki młodych ludzi ze wszystkich kontynentów, o wszystkich możliwych kolorach skóry, jakie istnieją na tym świecie. I wszyscy mówili w esperanto. Pomyślałam: „Kurczę, straciłam tyle lat”. I połknęłam bakcyla. Siłą rzeczy, poznając moich rówieśników na kongresie w Zakopanem miałam ochotę nadal mieć z nimi kontakt. To okazał się bardzo motywujący dla mnie czynnik.

Rok później był kongres w Sarajewie, pojechała już ze znajomymi, to był jej pierwszy wyjazd zagraniczny. I tak zaczęło się dla Agnieszki odkrywanie różnorodności kultur na własnej skórze.

- Esperanto dało mi możliwość podróżowania. W ciągu pierwszych trzech lat odkąd nauczyłam się esperanta, odwiedziłam 17 krajów Europy. Potem już przestałam liczyć - mówi Agnieszka Mozer. Był czas, kiedy wydawało jej się, że zna angielski na dobrym poziomie i to wystarczy. Okazało się, że to esperanto jest tym złotym środkiem komunikacji. - To relatywnie najłatwiejszy język do nauki, o wiele szybciej można go oponować, kilka razy szybciej niż inne języki. A skoro to język neutralny, którym mówią ludzie na całym świecie i w jego naukę muszą włożyć taką sama pracę jak ja, to wszyscy jesteśmy równi - mówi.

Dziś wśród wielu znajomych ma i takich, których połączyło właśnie esperanto - zawierają małżeńskie związki, a dla ich dzieci pierwszym językiem, w jakim zaczynają mówić też jest esperanto.

Niestety, wbrew szlachetnym ideom Zamenhofa, esperanto nie okazało się narzędziem, które uwolniłoby świat od wojen i odmieniło ludzkie serca. Niemniej jednak język ten przetrwał, a nawet co jakiś czas przeżywa swój renesans.

- Esperanto to język dla każdego. Mój kurs trwał zaledwie 21 godzin z nauczycielem i już, co prawda przy pomocy słownika, ale mogłam rozmawiać. Może było to jeszcze nieociosane, kwadratowe zdania, ale z czasem szło mi coraz lepiej. Wystarczyło poznać zasady, dowiedzieć się, jak budować wyrazy i zdania - tłumaczy.

Ludwik Zamenhof założył, że język esperanto będzie się składał z 16 reguł, które zastrzegł iż mają pozostać niezmienne. I dzięki temu ten język przetrwał. - Rozumiemy to, jak mówiono w esperanto 130 lat temu. A też ciągle powstają nowe wyrazy, zgodnie z regułami, jak to ustalił sam Zamenhof, które są następnie zatwierdzane przez członków Akademii Językowej. Bywa, że sami tworzymy nowe słowa, a spotykając się w gronie międzynarodowym, te słowa łatwo się rozprzestrzeniają. Esperanto dało mi wiele możliwości rozwoju: zaczęłam jeździć po świecie, stawać się coraz bardziej samodzielna, wraz z sympatykami języka z Warszawy wspólnie stworzyliśmy radio Varsovia Vento gdzie ukazują się audycje w języku esperanto. Zaczęłam się interesować innymi kulturami, tym, jak żyją inni ludzie. A jak się ich poznaje, to chce się z nimi spotykać. Ja zapraszam ich do siebie, oni zapraszają mnie do swoich domów.

To główna cecha, która łączy wszystkich esperantystów: są ciekawi świata, otwarci na inność i różnorodność, i promują przyjaźń między narodami.

- O esperanto mówi się, że to język sztuczny, a powinno się mówić, że to język zaplanowany, bo rdzenie słów pochodzą z języków romańskich, co sprawia, że jest rozumiany też przez ludzi mówiących innymi językami. Zamenhof dał całemu światu wspaniały wynalazek, nie narzucając niczego - dodaje Alina Mozer.

Zachwyceni wynalazkiem miłośnicy esperanto zgłosili nawet Ludwika Zamenhofa do pokojowej Nagrody Nobla. Nie otrzymał jej. - Znaleźli się ważniejsi. Ale myślę, że Zamenhofowi wcale na tym nie zależało. Był niezwykle dobrym człowiekiem, z ogromnym sercem, wychowanym w idei braterstwa.

W Polsce w czasach komuny, jako że władze traktowały esperantystów za nieszkodliwych hobbystów, dla wielu był jedną z niewielu możliwości kontaktowania się z ludźmi z innych krajów i kontynentów, a także w ramach kongresów wyjeżdżania za granicę.

Dziś krajowe związki esperantystów działają w 19 państwach afrykańskich i w 21 azjatyckich. W 622 szkołach 29 krajów i 42 uniwersytetach oficjalnie prowadzona jest nauka języka esperanto. W Wiedniu znajduje się biblioteka esperanto, jedna z największych, licząca ponad 35 tysięcy woluminów w 500 sztucznych językach, ale najwięcej w esperanto. W 1952 roku było już zarejestrowanych ponad 40 tysięcy książek w tym języku.

Co ciekawe, dziś, kiedy każdy z nas ma w domu paszport, po Europie możemy jeździć bez wiz, esperanto wśród Polaków wcale nie traci na popularności. A dzięki internetowi do nauki esperanto garną się młodzi ludzie. Co roku w różnych miejscach na świecie odbywają się trzy największe kongresy esperanckie: dla dorosłych, młodzieży i dziecięcy. Poza tym są m.in. kongresy krajowe i kontynentalne, organizacji światowych jak SAT- Beznarodowościowa Organizacja Światowa, ILEI - Międzynarodowa Liga Nauczycieli Esperanta. To sprawia, że idea Ludwika Zamenhofa wciąż żyje.

Anita Czupryn

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.