Majka Jeżowska: koncert na Pol'and'Rock to było najwspanialsze doświadczenie w moim życiu

Czytaj dalej
Fot. fot.Paweł Krupka (WOŚP)
Paweł Gzyl

Majka Jeżowska: koncert na Pol'and'Rock to było najwspanialsze doświadczenie w moim życiu

Paweł Gzyl

Właśnie ukazała się płyta zawierająca zapis występu Majki Jeżowskiej na Polan’and’Rock Festivalu w Kostrzynie w ubiegłym roku. Piosenkarka opowiada nam o tym niezwykłym koncercie, o swoim dzieciństwie w Nowym Sączu, wyjeździe do USA i karierze piosenkarki dla dzieci.

- Jak pani trafiła na Pol’and’Rock Festival?
- W zeszłym roku chciałam przypomnieć światu, że jestem 40 lat na scenie. Mój management nie mógł jednak dotrzeć do organizatorów największych wydarzeń muzycznych w Polsce. Wtedy postanowiłam, że posłucham muzyków swojego zespołu. Oni wiedząc jak bardzo energetyczne są moje koncerty, stwierdzili: „Majka, ty powinnaś wystąpić na Pol’and’Rocku w Kostrzynie nad Odrą. To byłby szał”. „Co wy opowiadacie? Przecież ja jestem postrzegana jako piosenkarka dla dzieci” – początkowo odpowiedziałam.

- Co sprawiło, że Jurek Owsiak zdecydował się panią zaprosić?
- Napisałam do niego, że na Facebooku powstała grupa zrzeszona pod hasłem „My chcemy Majki Jeżowskiej na Pol’and’Rocku”. I Jurek powiedział, że to jest tak szalony pomysł, że spróbuje go wcielić w życie. Była to więc decyzja jednego człowieka, który podjarał się tym, że będzie to coś całkowicie innego. Przesłałam mu nagrania z naszych koncertów, na których widać jak zmieniły się aranżacje moich piosenek i jaka panuje na nich pozytywna energia. Oczywiście było też dużo sceptycznych głosów.

- No właśnie: nie obawiała się pani wystąpić na tym festiwalu?
- Obawiałam się. O tym opowiada dokument „Majka i pokojowy Wall of Death”, dostępny na YouTubie. Można w nim zobaczyć jak przygotowywałam się do tego festiwalu. Zrobił go mój syn – Wojtek Jeżowski. Jego ekipa towarzyszyła mi na koncertach, w busie, w garderobie, na nagraniach, w domu. Mój syn czuł, że występ na największym i najpiękniejszym festiwalu w Polsce będzie wydarzeniem i dlatego zrobił ten film. To był jego prezent na moje 60. urodziny – i właśnie w ten dzień wrzuciłam go do sieci.

- Jak „owsiakowa” publiczność zareagowała na pomysł pani występu na jej festiwalu?
- Połowa ludzi przyszła na mój koncert dla beki, żeby się pośmiać. A inni – żeby powspominać stare piosenki z dzieciństwa. Dlatego był to najbardziej zaskakujący koncert w historii Przystanku Woodstock. Bo na wszystkich innych występach ludzie dostali to, na co przyszli. Nikt nie był zaskoczony tym, co zobaczył. Tymczasem występ Majki Jeżowskiej na tym festiwalu był tak nieprawdopodobny, że wszyscy fotoreporterzy poszli pod Małą Scenę, na której śpiewałam. Ten wielki plac zapełnił się w 15 minut, nawet sam Jurek przyjechał mnie zapowiedzieć.

- Jak pani wspomina sam koncert?
- Jako najwspanialsze doświadczenie w moim życiu. To było zmierzenie się z kompletnie nową publicznością, która mogła mnie nie zaakceptować. Miałam więc poczucie zwycięstwa – że warto było robić to, co robiłam przez te wszystkie lata. Pisałam muzykę do tekstów, które specjalnie zamawiałam U Jacka Cygana czy u Jacka Skubikowskiego. Opowiadały one o konkretnych tematach, które wydawały mi się ważne w budowaniu świadomości i wrażliwości dziecka. Przez wiele lat nie doceniano tego tak, jak powinno być doceniane. Dlatego moim prywatnym zwycięstwem było to, kiedy stałam na scenie Pol’and’Rocka i patrzyłam jak stutysięczny tłum dorosłych ludzi śpiewa ze mną każde słowo. Oni nawet nie wiedzieli, że pamiętają te teksty. Płakali ze wzruszenia, tańczyli w uniesieniu, przeżywali magiczną podróż w czasie do swojego dzieciństwa. Jestem szczęśliwa, że wszyscy mogą teraz zobaczyć ten koncert, bo właśnie ukazał się na DVD i CD – “Majka Jeżowska Band Live Pola’and’Rock 2019”.

- Zaprezentowała pani swoje przeboje w nowych aranżacjach?
- Te piosenki dostały nowe życie sześć lat temu, kiedy zaczęłam występować z nowym zespołem, składającym się z młodych muzyków. Mało tego: specjalnie na Pol’and’Rock przygotowaliśmy „A ja wolę moją mamę” czy „Laleczka z saskiej porcelany” niemal w heavymetalowych wersjach. Dlatego przy każdej piosence widownia tańczyła pogo. Oglądając to, miałam poczucie wielkiej wspólnoty z tym tłumem, połączonym muzyką ze swego dzieciństwa.

- Co sprawiło, że sześć lat temu postanowiła pani zmienić oblicze swej muzyki?
- Zawsze miałam rockową duszę, jednak postrzegałam siebie jako wokalistkę typowo popową o ciepłej barwie wokalu. Z biegiem czasu mój głos nabrał głębi, której nie miałam nagrywając pierwsze piosenki dla dzieci. Może to jest zasługa śpiewania z zespołem? Moi muzycy obudzili we mnie nową energię. A że jestem osobą wykształconą muzycznie, mam wyczucie stylu. Na koncertach widziałam reakcję tłumów i dlatego zaryzykowałam. Zresztą, każdy kiedyś potrzebuje zmiany – i u mnie ta zmiana nastąpiła właśnie sześć lat temu. Zmieniłam management, zespół, wywróciłam trochę swoje życie do góry nogami. Ale wiedziałam, że to musi się wydarzyć, aby pobudzić się do działania.

Pozostało jeszcze 71% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.