Marek Adamkowicz: - Ludzkie namiętności pozostają niezmienne

Czytaj dalej
Karina Obara

Marek Adamkowicz: - Ludzkie namiętności pozostają niezmienne

Karina Obara

- Ludzkie namiętności pozostają niezmienne. Zawsze chodzi o seks, władzę i pieniądze - mówi Marek Adamkowicz.

Rdzeniem akcji w pana powieści jest oblężenie Gdańska w 1813 roku przez wojska rosyjskie i pruskie. To odległy czas, wymagający dużego wysiłku w rozpoznaniu epoki. Zwłaszcza że te wydarzenia są mało znane. Co sprawiło panu najwięcej trudności?
Rozpoczynając pracę nad książką zakładałem, że jej akcja będzie osadzona w okresie nie wykorzystanym literacko. Mamy sporo powieści odwołujących się do czasów międzywojennego Wolnego Miasta, ale historie, które są osadzone w Gdańsku napoleońskim można policzyć na palcach. Wejście w te nieopisane rejony dało mi satysfakcję z wytyczania nowych prozatorskich szlaków, z drugiej jednak strony oznaczało konieczność prowadzenia samodzielnych badań. W konsekwencji, zanim zabrałem się do pisania, musiałem przez kilka lat studiować materiały źródłowe, których skądinąd nie ma aż tak wiele. I to zrodziło poważny problem.

Jaki?
Bo jak na podstawie pojedynczych listów, raportów czy wspomnień stworzyć obraz kilku sierpniowych dni roku 1813, w których toczy się akcja powieści? Na szczęście, sądząc po recenzjach, stworzyłem wiarygodny obraz oblężonego Gdańska.

Kryminał historyczny stanowi duże wyzwanie zarówno dla piszącego, jak i czytelnika. Zmusza do uwagi, do dbałości o szczegół. Jest tu jeszcze miejsce na wyobraźnię?
W pisarstwie - niezależnie od uprawianego gatunku - wyobraźnia jest sprawą zasadniczą. Chodzi przecież o opowiedzenie historii, która jest ciekawa, wciągająca i... rozbudzająca wyobraźnię. Tego oczekują od nas czytelnicy. Nie da się tego zrobić bez sięgania do własnej imaginacji. I jeśli nawet się zdarzy, że autor przywoła realne miejsca czy wydarzenia, to pozostaje jeszcze kwestia wykreowania odpowiedniego klimatu. Nie inaczej jest z tak zwanym kryminałem historycznym, choć tutaj - faktycznie - wyzwaniem jest pokazanie specyfiki danej epoki. Co ważne, trzeba też zadać czytelnikowi klasyczne pytanie: kto zabił?

Główny bohater pana powieści, kapitan Savigny, choć wydaje się być przede wszystkim zakorzeniony w walce, konsekwentnie dąży do odkrycia szpiegowsko-kryminalnej prawdy. Czy ten bohater ma swój pierwowzór?
Kapitan Savigny to postać z wyobraźni, ale stworzyłem ją kierując się realiami epoki. Już po wydaniu powieści okazało się, że moja wizja napoleońskiego oficera jest wielce prawdopodobna. Nieżyjący i nieodżałowany dr Andrzej Nieuważny, historyk z Torunia, przekazał mi bowiem odnalezione we francuskim archiwum informacje na temat żołnierza, który w Gdańsku zajmował się podobnymi sprawami co Savigny. Przekonałem się wtedy, że moja kreacja kapitana jest udana.

Zaskoczył pana czymś kapitan Savigny? Czy skonstruował go pan od początku do końca według schematu, jaki pan dla niego wymyślił?
Wiedziałem, jaką postacią ma być kapitan Savigny i to określiło jego zachowania w powieści. Znając sposób myślenia danego człowieka i jego przeżycia, możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć, jak będzie się zachowywał. Jeśli zaś chodzi o mojego bohatera, widać, że jest on postacią niejednoznaczną. Bywa łagodny i romantyczny, bywa też okrutny. Jego zachowanie w znacznej mierze determinują okoliczności.

Bardzo wiarygodnie odmalowuje pan postaci przełożonych i współpracowników kapitana . Czy ówczesne stosunki pomiędzy wojskową władzą też zdołał pan odkryć dzięki własnym badaniom?
Jak wyglądały relacje międzyludzkie w wojsku napoleońskim, wiemy chociażby z licznych pamiętników. Są one łatwo dostępne, więc nie było problemu z przedstawieniem stosunków służbowych. Co ważne, w powieści występują postaci autentyczne, które zostały sportretowane w rozmaitych relacjach. Najlepszym przykładem jest gubernator Gdańska generał Jean Rapp, który sam pozostawił pamiętniki. Dlatego możemy dzisiaj odtworzyć nie tylko jego biografię, ale też i sposób myślenia.

Właściwie możemy zauważyć, że relacje międzyludzkie z tamtej epoki są porównywalne do tego, w jaki sposób teraz pożąda się i zdobywa władzę i wpływy. Czy podczas pisania książki miał pan podobne odczucia?
To truizm, ale go powtórzę: ludzkie namiętności pozostają niezmienne. Zawsze chodzi o seks, władzę, pieniądze. Tak było za Kleopatry i Antoniusza, za Napoleona. Dlaczego dzisiaj miałoby być inaczej?

Jako gdańszczanin i znawca okolic ma pan szerokie możliwości pisania kolejnego retro kryminału. Skusi się pan?
Nie mówię nie. Naturalną konsekwencją zainteresowania, z którym przyjęto „Oblężenie”, byłoby napisanie kontynuacji tej powieści, jednak na razie nie mam takich planów. Wiem tylko, że zanim zasiądę do pisania, kolejna książka musi we mnie dojrzeć. Przelewanie zdań na papier to sprawa techniczna, najpierw jednak muszę się zastanowić, jaką to historię chciałbym opowiedzieć? I w jaki sposób? Uważam bowiem, że czytelników należy szanować, szanować to, że poświęcają czas na lekturę. Dotychczas - sądząc po reakcjach - udawało mi się rozbudzić w nich emocje albo zapewnić rozrywkę. Dlatego muszę się postarać, aby z kolejnymi książkami, o ile powstaną, było podobnie. To duża odpowiedzialność.

A skąd pana zdaniem tak duża popularność powieści kryminalnej w ostatnim czasie?
W ostatnim czasie? Nie zgodziłbym się z takim twierdzeniem. Kryminał „od zawsze” miał wzięcie. No, przynajmniej od XIX wieku. Wyjaśnił to znakomicie profesor Tadeusz Cegielski. Jego książka „Detektyw w krainie cudów” pokazuje, jak odwieczne zamiłowanie ludzi do opowieści mrożących krew w żyłach weszło w symbiozę ze środkami masowego przekazu – najpierw prasą, potem radiem i telewizją, ostatnio zaś z internetem. Wszędzie tam ludzie szukają spektakularnych zabójstw, głośnych zaginięć czy choćby efektownych kradzieży.

Na czym polega różnica między dawnym a obecnym kryminałem?
Różnica między dawnymi a nowymi laty polega na tym, że współcześnie kryminał nie jest traktowany jako literatura poślednia. Ba! W dobrym tonie jest czytać niektórych autorów.

Współcześnie kryminał nie jest traktowany jako literatura poślednia. W dobrym tonie jest czytać niektórych autorów.

Sięgnął pan do niszy - kryminał historyczny nie jest tak często spotykanym gatunkiem w księgarniach. I chyba pisarzy odstrasza wysiłek, który trzeba włożyć w jego przygotowanie. Co ten wysiłek wynagradza?
Z kryminałem historycznym nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać. Jeżeli za takowy uznalibyśmy powieści rozgrywające się w czasie wojny czy latach międzywojennych, to znaleźlibyśmy sporo dobrych tytułów. Gorzej jest z książkami osadzonymi we wcześniejszych epokach. Być może odstrasza pisarzy konieczność zagłębiania się w te niezbadane światy, pewne jest jednak, że kiedy już to zrobią, trudno będzie ich stamtąd wyciągnąć. Podróżowanie w przeszłość może stać się nałogiem (śmiech).

A jak pana rodzina znosi długie ślęczenie pisarza w archiwach, a później nieobecność, bo utkwił pan w procesie pisania?
Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że mam wyrozumiałą żonę. To ona jest pierwszym czytelnikiem i redaktorem moich tekstów. Myślę, że z biegiem lat udało się nam wypracować pewien model współpracy, którego podstawą jest założenie, że moje pisanie nie może kolidować z życiem rodzinnym. Wszystko zatem sprowadza się do właściwej organizacji czasu. Dotychczas nie mieliśmy z tym problemów. Dogadujemy się.

I udaje się panu godzić żmudną pracę pisarza z życiem zawodowym?
Całe życie zajmuję się historią. Najpierw jako dziennikarz, teraz muzealnik mogłem wyszukiwać tematy, które mnie interesują. Tak więc pisanie jest pochodną moich zajęć codziennych. Dla mnie to układ idealny. Tego rodzaju praca pozwala mi utrzymywać kontakty z ludźmi, poznawać i opisywać ich historie. Przypuszczam, że gdybym w całości poświęcił się pisarstwu, to nie byłbym taki szczęśliwy.

Karina Obara

Polityka, psychologia i kultura są ze sobą nierozerwalnie związane i dlatego fascynują mnie dziennikarsko. To, co ludzie wyprawiają na tych polach jest warte pokazania. Zdanie niech każdy wyrobi sobie sam:-)

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.