Hubert Ossowski

Marta Titaniec z Fundacji św. Józefa: Osoby pokrzywdzone często milczały. Były obwiniane przez najbliższych, którzy im nie wierzyli

Marta Titaniec, członkini zarządu Fundacji św. Józefa. Fot. Adam Guz Marta Titaniec, członkini zarządu Fundacji św. Józefa.
Hubert Ossowski

- Chcemy być tacy, jak potrzebują tego osoby pokrzywdzone. Żeby po spotkaniu z nami mieli poczucie, że zostali wysłuchani i przyjęci z tym wszystkim, z czym przychodzą. To nie jest proste, tak samo jak ich historie. Często przez wiele lat milczeli. Byli obwiniani przez najbliższych, którzy nie wierzyli, że ksiądz mógł ich skrzywdzić – mówi Marta Titaniec, członkini zarządu Fundacji św. Józefa.

Łatwo panią zdenerwować?
Jestem osobą raczej emocjonalną. Łatwo angażuję się w dyskusję, ale potrafię też się wyłączyć i być bardziej słuchająca. Tym, co emocjonalnie mnie kosztuje jest bezsilność. Chciałabym coś zmienić, żeby zmiana i jej rezultaty były widoczne natychmiast. Chcę widzieć zmianę, którą też współtworzę. Nie zadawalają mnie małe kroki.

Zdałem to pytanie, bo zastanawiam się, czy kiedykolwiek chciała pani odejść z Kościoła.
Miałam moment chęci odejścia w listopadzie 2018 r. Zaczęły wtedy wychodzić na jaw kościelne afery. Czułam bezsilność. W odpowiedzi na to powołaliśmy wówczas inicjatywę „Zranieni w Kościele”. Zostałam w Kościele, bo wierzę Jezusowi. Uważam też, że tylko będąc w środku i biorąc odpowiedzialność, mogę mieć wpływ i coś zmienić.

Dzięki pracy w Fundacji św. Józefa dostała pani konkretne narzędzia, które przyczyniają się do zmiany?
Fundacja była nowym podmiotem. Wchodząc do niej zobaczyłam, że trzeba nadać kształt wszystkim zapisom. Nie chcę, żeby zabrzmiało to pysznie, ale fundacja i fundusze zapewniają poczucie sprawczości.
Kiedy zgłaszają się osoby pokrzywdzone, mogę je wysłuchać. Mam na to czas. Mogę zaproponować im konkretne narzędzia, jakie oferują środki fundacji: opłacenie terapii czy konsultacji prawnej. Jest też coś, co nazywam odzyskiwaniem tych ludzi najpierw dla nich samych, ale też w pewnym sensie dla Kościoła. To w nim doznali zranienia. Proszę mi wierzyć, często są to bardzo straszne historie. Gdybym nie słyszała ich z pierwszej ręki, pewnie bym nie uwierzyła, że człowiek może tak skrzywdzić drugiego człowieka. Widzę, jak te osoby stają na nogi. Zaczynają funkcjonować i ufać. Może to małe kroki, ale one tworzą ten większy.

Co tak naprawdę zmienia działanie fundacji?
Kościół nie raz już przechodził kryzys i nie raz już się oczyszczał. Teraz znowu mamy taki czas oczyszczania. Na początku myślałam, że osoby pokrzywdzone z góry stwierdzą, że z fundacji, którą powołała Konferencja Episkopatu Polski, nie może wyjść nic dobrego. Uświadomiłam sobie, że przecież nie chodzi tutaj o przekonywanie na argumenty. Chcemy być tak, jak potrzebują tego osoby pokrzywdzone. Żeby po spotkaniu z nami mieli poczucie, że zostali wysłuchani i przyjęci z tym wszystkim, z czym przychodzą. To nie jest proste, tak samo jak ich historie. Często przez wiele lat milczeli. Byli obwiniani przez najbliższych, którzy nie wierzyli, że ksiądz mógł ich skrzywdzić. Zależy mi, żeby fundacja kojarzyła się z miejscem spotkania i wysłuchania. To jest coś, o czym mówi papież Franciszek zaczerpnięte z jego kultury: „Chodźmy, napijmy się kawy”, czyli mam czas, chcę cię wysłuchać. Bardzo tego w Kościele potrzeba. Mówię o tym, by pokazać, że pomimo tych ran, które zadawali ludzie Kościoła, to nadal jest ten sam Kościół, który potrafi przyjąć skrzywdzonych.

Mówi pani o spotkaniu. Pamięta pani swoje pierwsze spotkanie z osobą skrzywdzoną przez duchownego?
Ze wszystkich historii, które słyszałam, ta jedna pozostaje dla mnie najtragiczniejsza. To była pedofilia. Zobaczyłam, jak skrzywdzona osoba radziła sobie z tym wszystkim przez wiele lat. Zrozumiałam, dlaczego chce o tym mówić i zgłosić sprawę. Mamy ze sobą kontakt. Przegadałyśmy niejedną godzinę. Na początku to był raczej płacz. Zobaczyłam, co oznacza otwarcie rany po wielu latach.

Zadaniem fundacji jest przywrócenie zaufania skrzywdzonych do Kościoła? Wydaje się to trudne zwłaszcza, gdy muszą składać zeznania na ręce mężczyzn, często księży.
Przeczytałam niedawno artykuł „Tygodnika Powszechnego” o molestowaniu na uniwersytetach. Nie chcę powiedzieć, że problem jest wszędzie, bo to żaden argument. Bardziej skupiłam się na tym, jakie problemy mają na uczelniach i jak tworzą system pomocy. My ten system już stworzyliśmy, choć ma różne prędkości w poszczególnych diecezjach. Nie zmienia to faktu, że jest i mamy gdzie odesłać potrzebujących pomocy. Fundacja jest jednym z elementów systemu, który ma fundusze, żeby pomóc pokrzywdzonym i im rodzinom. Pomoc jest w trzech formach: psychologicznej, konsultacji prawnej i edukacyjnej. Tworzymy sieć naczyń połączonych. Są delegaci w diecezjach od przyjmowania zgłoszeń, duszpasterze od pomocy pokrzywdzonym, ich rodzinom i wspólnotom parafialnym. Od jesieni ubiegłego roku mamy też kuratorów dla księży posądzonych i sprawców. Od 7 lat działa Centrum Ochrony Dziecka. Wszyscy jesteśmy potrzebni na różnych etapach.
Dzisiaj rzeczywiście ciągle jest za mało kobiet. Jest tylko pięć na 45 diecezji. Mówimy jednak o prawach pokrzywdzonych, że mają oni prawo, by w zeznaniach towarzyszyła im osoba. Można się tego dopominać. Sama byłam na niejednej sprawie. Coraz częściej słyszę o dobrych przyjęciach.

Jakiego przyjęcia potrzebują osoby pokrzywdzone?
Pokrzywdzeni potrzebują wysłuchania i uznania sprawiedliwości. Chcą, żeby ktoś uwierzył, że dokonała się krzywda, a oni sami są niewinni. Boję się o tym mówić, bo często brzmi to banalnie, ale chodzi o godność. To jest coś, co zobaczyłam, gdy pracowałam z uchodźcami. My w Europie nie używamy tego słowa. Stworzenie przestrzeni i wysłuchanie jest przywracaniem godności.
Choć w zamyśle fundacja została powołana, by przede wszystkim wesprzeć system pomocy pokrzywdzonym i ochrony małoletnich, ale pierwszy rok działalności pokazał, że pomoc indywidualnym osobom jest ogromnie ważnym pionem działalności fundacji. Myślę, że to ważne, że jako pracownicy fundacji mamy kontakt z osobami pokrzywdzonymi, z konkretnymi i realnymi twarzami.

Miarą wspólnoty Kościoła jest to, jak przyjmuje osobą skrzywdzoną?
Wspólnota jest silna najsłabszym ogniwem. Relacja do najsłabszych, bezdomnych, śmierdzących czy odrzuconych jest dla mnie miarą mojego człowieczeństwa i miarą mojej wiary. To jest też pytanie, po co to robię? Po to, by zadowolić siebie i mieć poczucie, że jestem dobrym pracownikiem? Dla mnie to kluczowe pytanie.

I jakby pani na nie odpowiedziała?
Robię to dlatego, że kiedyś poczułam się bardzo osobiście zatrzymana w Kościele. Jezus chciał mieć ze mną relację, ale nie relację niewolniczą. Byłam przekonana, że muszę pójść w niedzielę do kościoła, bo tak trzeba, a jak nie pójdę to w poniedziałek szlag mnie trafi. Zaczęłam to testować. Nic się nie wydarzyło. To był bardzo mocny zwrot w mojej wierze. Oczywiście, czasami się denerwuję, nosi mnie i zaciskam pięści, ale to wszystko nie wyprowadza mnie z Kościoła.

Początki fundacji nie były łatwe. Na jej czele stanęła osoba świecka, kobieta. Słychać było o różnych reakcjach biskupów i księży, oporach w płaceniu składek „na pedofilię”. Było to trudne dla pani?
Docierało to do mnie w różnej formie, bezpośredniej i pośredniej. Na czele fundacji, którą powołał episkopat stanęła osoba świecka, kobieta. Budziło to dużo więcej emocji i pytań, niż gdyby tą osobą był ksiądz. Biskupi powołali fundację jednomyślnie. To był naprawdę ważny krok. Może zabrakło powiedzenia, że fundacja jest wyrazem solidarności z pokrzywdzonymi, a nie płaceniem na pedofilię. Chodzi o pewną postawę wspólnoty, która solidarnie pomaga niezależnie o tego, ilu jej członków zawiodło.

Co osoby pokrzywdzone mogą dać Kościołowi?
Mogą pokazać, że rana nie jest tylko czymś złym. Ta rana może być uwalniająca dla pokrzywdzonych i Kościoła hierarchicznego, który symbolizuje sprawców. Nie trzeba przed nią uciekać, może ona stanowić punkt wyjścia.
Kościół zraniony może być początkiem drogi. Nie możemy bać się człowieka skrzywdzonego. Nie da się żyć całe życie w ranie. Psychicznie nikt nie da rady żyć non stop zanurzonym w ranie, ale jej dotknięcie może sprawić, że zaczniemy budować wokół niej miejsce uzdrowienia.

Ostatnie kary Nuncjatury Apostolskiej dla abp. Sławoja Leszka Głódzia i bp Edwarda Janiaka, mają oni wpłacić z osobistych funduszy na rzecz Fundacji św. Józefa, są dowodem, że w polskim Kościele zaczyna się coś zmieniać?
Cieszę się, że dzisiaj prawo jest egzekwowane. Nie wiem, czy można było zrobić lepiej, natomiast cieszy mnie, że „Vos estis lux mundi”(pol. Wy jesteście światłem świata), motu proprio papieża Franciszka z 2019 r., jest dokumentem żywym i aplikowanym. Świadczą o tym te decyzje, które przyszły z Watykanu.

Czy w Kościele jest zapotrzebowanie na zaangażowanie osób świeckich? Wielu z nich odbiło się od drzwi swoich plebanii. Z kolei pani jest dowodem, że można być osobą świecką i przyczyniać się do zmiany Kościoła.

Pracuję z księżmi oraz świeckimi i widzę, jak nasze rożne perspektywy i doświadczenie zawodowe wpływają na to, co powstaje. Pracujemy synodalnie i kolektywnie. Całość byłaby dużo uboższa, gdybyśmy nie pracowali razem. Taka współpraca otwiera i poszerza horyzonty. Mam nadzieję, że w końcu stanie się to oczywistością. Nie jest jednak tak, że gdy usuniemy księży z pełnionych funkcji i zamienimy ich świeckimi, to problem zniknie. Dzisiaj krytykujemy feudalną strukturę Kościoła, jego zamknięcie. Jeśli zamienimy księży na świeckich, to nadal będzie to samo. Tu nie chodzi tylko i wyłącznie o wymianę. Włączenie świeckich oczywiście jest bardzo ważne i niezbędne. Coraz bardziej jednak widzę, że istotna jest również nasza przemiana i otwarcie się na ludzi pokrzywdzonych, wykorzystywanych czy gnębionych. Kluczowe jest, żebyśmy mogli w ten sposób tworzyć Kościół, który jest otwarty i gościnny. Wszyscy musimy być uważni, by być ludźmi, gdziekolwiek jesteśmy.

Marta Titaniecczłonkini Fundacji św. Józefa, współinicjatorka Inicjatywy „Zranieni w Kościele”. Od wielu lat zajmuje się pomocą humanitarną na Bliskim Wschodzie, Ukrainie, Białorusi, w Azji i Afryce. W latach 2010-2018 odpowiadała za dział projektów zagranicznych w Caritas Polska. Członkini zarządu Klubu Inteligencji Katolickiej, prezeska Fundacji Most Solidarności, sekretarz generalna Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, członkini Zespołu Laboratorium „Więzi”.

-------------------------
Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Hubert Ossowski

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

jotes48

To walka z wiatrakami bo już biskup Pieronek mówił że pedofilia w kościele była, jest i będzie . Pewnie kłania się t=u święty celibat :)

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.