Monumentalne kłótnie o pomnik Wypędzonych Wielkopolan

Czytaj dalej
Fot. UM Poznań
Błażej Dąbkowski

Monumentalne kłótnie o pomnik Wypędzonych Wielkopolan

Błażej Dąbkowski

Pomnik Wypędzonych Wielkopolan jest kolejnym poznańskim monumentem, który skonfliktował mieszkańców. Zorganizowanie konkursu na jego projekt miało zakończyć waśnie, tymczasem... je rozpoczęło.

Pomnik Wdzięczności, pomnik Przemysła II, pomnik Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, a ostatnio pomnik Wypędzonych Wielkopolan. Choć obeliski dotyczą różnych okresów historycznych i osób, to łączy je jedno słowo - spór. W jednym przypadku polityczno-ideologiczny, w innym czysto estetyczny.

Czy w Poznaniu mamy zbyt wiele obelisków? Czy da się je stawiać bez podziałów i kontrowersji?

- Sama liczba nie jest tu istotna, najważniejsze jest to, jak będą się z nimi czuli poznaniacy

- mówi dr Łukasz Skoczylas z Instytutu Socjologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, który prowadzi ogólnopolski projekt naukowy dotyczący pomników.

Działali razem

Bez kłótni się jednak nie obędzie, o czym świadczy historia pomnika Wypędzonych Wielkopolan, którego inicjatywa zrodziła się ponad 10 lat temu w Stowarzyszeniu „Wspólnota Polaków Wypędzonych i Poszkodowanych przez Niemców w latach 1939-1945”. Kiedy po latach oczekiwań wyznaczono już miejsce i zatwierdzono projekt, który miał zostać zrealizowany, okazało się, że miasto chce zorganizować konkurs na... jego projekt. Wszystko przez kłótnię między dwiema grupami wypędzonych Wielkopolan, którzy jeszcze kilka lat wcześniej wspólnie działali w jednym stowarzyszeniu.

Ostry spór zaczął się od listu wysłanego do urzędów i dziennikarzy w sierpniu 2016 r. „W ostatnich latach w naszym Mieście mieliśmy zdecydowanie zbyt wiele negatywnych przykładów inwestycji, które zrealizowano w pośpiechu, bez szerokich konsultacji społecznych, wysłuchania zainteresowanych mieszkańców oraz wyboru najlepszego projektu w drodze otwartego konkursu. Nie chcemy, żeby tak ważny dla nas i dla Poznania monument jak pomnik Wypędzonych dołączył do tego niechlubnego grona obiektów, które, jak budynek Dworca Głównego czy Kaponiera, zamiast wzbogacać przestrzeń naszego Miasta swoją formą czy funkcjonalnością, stają się powodem drwin mieszkańców Poznania” - pisała grupa wypędzonych obecnie związanych ze stowarzyszeniem.

Pomnik, który ma stanąć na skraju parku Marcinkowskiego, przy skrzyżowaniu ul. Towarowej i Powstańców Wielkopolskich, jak twierdzą członkowie stowarzyszenia, nie odpowiada prawdzie historycznej.

Dlaczego? Według nich mała dziewczynka przedstawiona w projekcie pomnika nie odwołuje się w żaden sposób do świadectwa tych ludzi, bowiem wśród wypędzonych nie było tylko dzieci. Dodatkowo podnosili argument, iż nie byli zapraszani na konsultacje społeczne, choć sami urzędnicy twierdzili, że je po prostu przeoczyli. Jak wynika z protokołu sporządzonego po debacie publicznej, która odbyła się w marcu, w jej trakcie omawiano zarówno kontekst historyczny bryły, jak i samą jej formę, a działający w Poznaniu zespół pomnikowy odstąpił od rozpisywania konkursu, który nie był obligatoryjny. Później jednak, w październiku, zdanie zmieniono, ponieważ 6 członków zespołu stwierdziło, że przedstawiona forma monumentu powinna być wyłoniona w drodze konkursowej.

Raz „za”, raz „przeciw”

- Zespół pomnikowy nie może być raz „za”, a innym razem „przeciw”. Tu kompromis nie jest możliwy, nie wiem zresztą, na czym miałby polegać, skoro nasz projekt już został zaakceptowany - tłumaczy Henryk Walendowski, stojący na czele Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Wypędzonych w Poznaniu. Jego zdaniem zespół i urzędnicy sugerują się głosem tylko dwóch kobiet, które działają w Stowarzyszeniu „Wspólnota Polaków Wypędzonych i Poszkodowanych przez Niemców w latach 1939-1945”. - Nasze środowisko obejmuje tymczasem kilkadziesiąt stowarzyszeń - dodaje.

Społeczny komitet na początku grudnia wysłał w tej sprawie pismo do prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka, w którym domaga się wyjaśnień dotyczących zmieniającego się stanowiska zespołu pomnikowego. - Jeśli rozpiszemy konkurs, będziemy czekać jeszcze 5 lat. Wielu z nas nie dożyje - mówi H. Walendowski.

Dlaczego część zespołu zmieniła zdanie? Jedną z osób, które początkowo poparły budowę monumentu w zaproponowanej formie, a następnie się z tego wycofały, był radny Łukasz Mikuła z PO. Dziś twierdzi on, że podejmując pierwszy raz decyzję, nie miał pojęcia o napięciach występujących w samym środowisku wypędzonych. - Początkowo działania społecznego komitetu odbieraliśmy jako jeden zdeterminowany głos wszystkich wypędzonych, ale drugie stowarzyszenie też przedstawiło swoje argumenty. Nie chciałem stawać po żadnej ze stron, faworyzować kogokolwiek, dlatego zmieniłem zdanie w sprawie konkursu - tłumaczy radny. I dodaje: Chciałbym mieć pewność, że zrobiliśmy wszystko, by wybrać najlepszy projekt.

Choć prezydent Jaśkowiak nie odpowiedział społecznikom z komitetu, jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia, zaapelował do wojewody wielkopolskiego i marszałka o pomoc w jego organizacji. „Znaczące i bolesne wydarzenia z przeszłości naszego regionu muszą zostać upamiętnione formą odpowiadającą ich randze, wyłonioną w należytej i gwarantującej osiągnięcie tego celu procedurze” - napisał. Przypomina, że miasto już w 2014 roku wskazało działkę w parku Marcinkowskiego jako miejsce, gdzie ma stanąć pomnik. „Jestem przekonany, że tylko takie połączenie sił samorządowych, tj. Miasta Poznania, Samorządu Terytorialnego Województwa Wielkopolskiego oraz Administracji Rządowej Województwa Wielkopolskiego, doprowadzi do oczekiwanego przez ogromną część wielkopolskiego społeczeństwa celu - dodał J. Jaśkowiak.

- List odbieramy jako nieetyczny, bo słowem nie wspomina o inicjatorach powstania pomnika

- oburza się H. Walendowski.

Samorządowcy z rezerwą

Jednak z konkursem, a przy okazji sporem wokół niego nie chcą mieć nic wspólnego inni samorządowcy. - Samorząd Województwa Wielkopolskiego nie zamierza angażować się w kwestie organizacyjne, techniczne czy prawne związane z procesem realizacji projektu pomnika, który ma stanąć na terenie Poznania - informuje Anna Parzyńska-Paschke, rzecznik prasowy marszałka. - Będziemy mogli za to wesprzeć miasto, jeśli pojawi się taka potrzeba i stosowny wniosek prezydenta, partycypując w kosztach budowy pomnika, poprzez udzielenie wsparcia finansowego z budżetu województwa do budżetu miasta - dodaje.

Co na to wojewoda? Jego rzecznik Tomasz Stube przyznaje, że Zbigniew Hoffmann zapoznał się z pismem Jacka Jaśkowiaka, jednak nie podjął jeszcze żadnych decyzji. - Na pewno jednak odpowiemy na pismo prezydenta - informuje rzecznik.

Miasto ma rozpisać konkurs w pierwszym półroczu 2017 r., co mocno opóźni jego realizację i może podgrzać atmosferę wokół niego. Czy monument Wypędzonych Wielkopolan będzie kolejnym, po pomniku Wdzięczności, który podzieli mieszkańców? Czy Poznań jest wyjątkowym miastem, w którym pomnikowe spory są tak ogromne?

- Z moich obserwacji, a zbadałem kilkanaście miast wynika, że Poznań wyróżnia się pod względem ilości oddolnych inicjatyw, wyręczając w pewien sposób samorząd. Oczywiście sporów ideologicznych nie unikniemy, dlatego tak ważne jest tworzenie jasnych procedur co do formy pomników czy miejsca lokalizacji - stwierdza dr Łukasz Skoczylas. - Niestety zbyt często w Polsce mamy do czynienia z angażowaniem się polityków - dodaje.

Błażej Dąbkowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.