Elżbieta Pietrzyk-Dąbrowska, historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Peerelowskie kontyngenty i komunistyczny kolonializm

Obowiązkowe dostawy w latach 50: plakat propagandowy Fot. Archiwum Państwowe w Zamościu Obowiązkowe dostawy w latach 50: plakat propagandowy
Elżbieta Pietrzyk-Dąbrowska, historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Krakowski Oddział IPN i "Dziennik Polski" przypominają. Wieś w państwie komunistycznym miała ważne zadanie do spełnienia. Gospodarstwa rolne miały żywić miasta, robotników i dostarczać produkty do rozwoju przemysłu.

Obarczanie chłopów przymusowym oddawaniem wytworów własnego gospodarstwa albo zmuszanie do ich sprzedaży w bardzo niekorzystnych cenach, od początku traktowane było jako krzywdzące i niesprawiedliwe.

Obowiązkowe dostawy

Obowiązkowe dostawy produktów rolnych, powszechnie nazywane kontyngentami, jako wojenne świadczenia rzeczowe zostały wprowadzone dekretem PKWN w 1944 r. Były one przeznaczone na potrzeby wojska i ludności cywilnej; duża ich część zużyta została na rzecz Armii Czerwonej.

Obowiązek utrzymania „bratniej” Armii, akcentowany przy każdej okazji przez propagandę komunistyczną, był szczególnie źle postrzegany przez wieś. Plądrowani przez bezkarnych czerwonoarmistów i zmuszani dodatkowo przez państwo do oddawania ocalałej żywności chłopi czuli się okradani. W 1946 r. chłopi z podtarnowskich wsi informowali: „będziemy oddawać kontyngent, jak będziemy widzieć, że to idzie na wyżywienie chłopa i robotnika, a nie gdzieś dalej”.

W roku następnym, na podstawie rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów o obowiązku świadczeń rzeczowych na rok gospodarczy 1945/1946, rozpoczęto akcję klasyfikacji gruntów, która posłużyła do oceny zdolności produkcyjnej gospodarstwa i wyznaczenia wysokości kontyngentów. Dochodziło przy tym do nadużyć, a oznaczenia kategorii ziemi dokonywano przy biurku, według z góry ustalonych dla danej gminy norm.

Przez ćwierć wieku, aż do oficjalnego zniesienia obowiązkowych dostaw w 1971 r., wieś zobowiązana była do oddawania lub sprzedawania po mocno zaniżonych cenach wytworów własnych gospodarstw.

Na krótko przed referendum w czerwcu 1946 r., w celach propagandowych ogłoszono ich zniesienie. Jednak rok później, ze względu na problemy aprowizacyjne związane z niedostatkiem żywności na rynku, powrócono do sprawdzonej metody gromadzenia produktów. Oficjalnie był to podatek gruntowy, który niektóre gospodarstwa rolne uiszczać miały w naturze. Wobec ciągłych braków na rynku, w 1950 r. wprowadzono powszechny skup zboża, a w latach następnych - ziemniaków, zwierząt rzeźnych i mleka.

Propaganda w akcji

Realizacja obowiązkowych dostaw była dla wsi poważnym obciążeniem. Od początku organizowanych akcji skupowych chłopi buntowali się, odmawiali przyjęcia i podpisania zobowiązań i nakazu dostaw. Nie pomagała szeroko zakrojona akcja propagandowa, w której obok haseł: „Chleb dla wojska polskiego.

Chleb dla ludności cywilnej pracującej dla frontu”, pojawiały się wezwania do solidarnej odbudowy państwa. W latach 50. zaczęto organizować masowe akcje „S” (skupu płodów rolnych) i „H” (skupu żywca), którym towarzyszyły artystyczne atrakcje i polityczne pogadanki. Akcje te, organizowane cyklicznie, zabezpieczane były w powiatach przez kilkudziesięciu funkcjonariuszy MO i UB, którzy poprzez rozmowy ostrzegawcze, przesłuchania i areszty, zmuszali opornych do realizacji zobowiązań.

W oficjalnych przekazach zaczęto kreować obraz złego, bogatego chłopa - „kułaka”, jako wroga, który celowo uchyla się przed zobowiązaniami wobec państwa, rujnując przez to gospodarkę całego narodu. Ofiarami takiej nagonki mogli zostać także średniozamożni oraz biedni chłopi, którzy wypowiadali się negatywnie o polityce państwa lub krytykowali tworzenie spółdzielni produkcyjnych. Niechętnych ostrzegano, że ciągłe i „złośliwe” uchylanie się od ciążącego obowiązku świadczeń rzeczowych będzie karane.

Oporni wobec dostaw

W rzeczywistości bunt rolników przeciwko nałożonym limitom dostaw wynikał z kilku powodów. Przede wszystkim konieczność oddania państwu produktów rolnych narażała całą rodzinę na niedożywienie oraz niemożność wykarmienia w czasie zimy własnych zwierząt. Oznaczenie jakości gruntów uznawano często za zawyżone, a wyznaczone ilości dostaw za niesprawiedliwe. Chłopi bali się podpisywania przyjęcia zobowiązań gospodarczych oraz innych pism urzędowych, żeby nie uznano tego za deklarację wstąpienia do spółdzielni produkcyjnej.

Ostrzegano się wzajemnie, że szybka realizacja dostaw może spowodować zwiększenie obciążeń następnym razem. Gospodarze zarzucali władzy marnotrawstwo i złą organizację oraz niewłaściwe zabezpieczenie miejsc skupu, przez co owoce i ziemniaki gniły, zboże zamakało, a produkty mleczne psuły się. Punkty zsypu i skupu pracowały za krótko, często chłopi musieli czekać całą noc na ponowne otwarcie. Przez ten czas zwierzęta czekały niepojone i niekarmione, czasami na mrozie całą noc. Krytykowano niejasny system wyznaczania ceny, który znacznie zaniżał wartość oddawanych dóbr, oraz terminy odstaw przypadające np. w czasie żniw lub wykopków.

Jak wynika z dokumentów archiwalnych, realizacja obowiązkowych dostaw była wielokrotnie przedmiotem dyskusji na posiedzeniach egzekutywy Komitetu Wojewódzkiego oraz na plenach Komitetów Powiatowych Polskiej Partii Robotniczej/Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

Płynące z Komitetu Centralnego w Warszawie naciski na realizację przyjętych planów gospodarczych powodowały, że presja przekazywana była na niższe struktury partyjne. Doszukiwano się winnych niewykonania planów. Podczas plenum Komitetu Powiatowego w Miechowie, w czerwcu 1951 r. poddano krytyce działalność aktywu partyjnego, mówiono o niewłaściwym podejściu do chłopów przy ściąganiu obowiązkowych dostaw, o ich zastraszaniu, nakładaniu grzywien i aresztowaniach, co z oczywistych powodów, rodziło ich opór i nastawiało negatywnie do partii.

Jako przykład podano Prezydium GRN i aktyw gminy Gruszów, którzy „wynaleźli inny sposób kontraktacji. Wzbraniających się rolników od zawarcia umów wzywano do Prezydium, ustawiono ich koło ściany sprowadzano fotografa robiono im zdjęcia i oświadczano [że] cała Polska będzie wiedzieć o was, że nie chcecie kontraktować”.

Pomimo jednak pojawiających się czasem w kręgach partyjnych głosów o konieczności łagodniejszego traktowania rolników, to z polecenia partii karano opornych wobec realizacji obowiązkowych dostaw grzywnami, aresztami, a nawet więzieniem. Zdarzały się pobicia, zastraszanie i publiczne szkalowanie przez prasę lub za pośrednictwem zamontowanych w domach i na ulicach kołchoźników. Pod adresem opornych pojawiały się zarzuty o współdziałanie z kułakami lub wprost o bycie kułakiem, co powodowało, że dana osoba stawała się wrogiem systemu, narażonym na kontakt z organami bezpieczeństwa.

Czarny rynek

Swoistą samoobroną chłopów przed restrykcyjnym działaniem państwa stał się „nielegalny” handel oraz ubój zwierząt. Interesujące ślady całego skomplikowanego systemu oszukiwania państwa można znaleźć w dokumentach archiwalnych. Urząd Bezpieczeństwa województwa krakowskiego informował, że nielegalny handel rozwijał się dzięki m.in. ukrywaniu go przez lokalny aparat partyjny.

Pewien sekretarz gminny PZPR stwierdził wprost, że „gdyby ludzie nie bili na lewo to by wyzdychali”. Funkcjonariusze, którzy sami chętnie zaopatrywali się na czarnym rynku, alarmowali, że niektórzy działacze partyjni, i to wyższego szczebla, wystawiali wielokrotnie tym samym „spekulantom” pozwolenia na ubój świń.

Powstawały listy członków partii, którzy zalegali z obowiązkowymi dostawami. Oskarżano ich o demoralizowanie innych rolników przez dawanie złego przykładu oraz kompromitowanie partii. Zdarzało się, że takie osoby były usuwane z partii, a następnie aresztowane i osadzane w obozach pracy.

Rolnicy ratowali się także przez rozpisywanie pola na członków rodziny, zmniejszając tym samym areał, a więc i obciążenia. Starano się chronić zwierzęta przed rejestracją i kolczykowaniem, unikając szczepień i utrudniając ich zliczenie. Nie podawano informacji o posiadaniu knura, buhaja czy ogiera, żeby umożliwić nielegalną reprodukcję. Pojawienie się urzędnika we wsi wywoływało panikę i pędzenie bydła do lasu. Zdarzało się, że oszukiwano przez przepinanie kolczyków dorosłych krów cielętom.

Obowiązkowe dostawy wpłynęły w znaczącym stopniu na kształtowanie się sposobów gospodarowania. Pojawiło się na wsi poczucie nieopłacalności pracy i niechęć do intensyfikacji produkcji, ponieważ im więcej się miało, tym więcej należało oddać państwu. Ugruntowała się także skłonność do „kombinowania” i oszukiwania. Kontyngenty miały także wpływ na wzrost cen produktów rolnych na wolnym rynku i rozwój „podziemia” gospodarczego.

Cykl powstaje we współpracy z krakowskim oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej. Autorzy są historykami, pracownikami IPN.

Elżbieta Pietrzyk-Dąbrowska, historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Józef Brzozowski

IPN ma mentalność komunistyczną - obojętnie co to znaczy.

Ja urodziłem się w 1954 roku, lata 60 pamiętam słabo, ale lata 70 i późniejsze już dobrze pamiętam. KOMUNY nie było.

Była grupka osób wesołych, kolorowych, nazywali siebie komuną. Była w tej komunie dziewczyna, poza którą świata nie widziałem - moje pierwsze zauroczenie kobietą z podtekstem erotycznym. Łaziłem za nią jak pies, aż jeden z nich przyjaźnie mi to wyperswadował. Zapamiętałem tylko zdanie że "jestem jeszcze za młody, i na grupenseks się nie nadaję"

Śmiem twierdzić, że PZPR-owcy lat 70 i 80 nie byli komunistami, oni byli takimi samymi karierowiczami jak większość towarzyszy Tuska i Kaczyńskiego.

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.