Katarzyna Kachel

Przyprawy zmieniają świat. Są warte nawet 10 tys. euro za kilogram, a bywały dużo droższe

Jędrzej Majka: Mimowolnie stałem się ekspertem od przypraw, ale to nie jest tak, że już nic mnie nie potrafi zaskoczyć. Każda podróż to dla mnie nowe Jędrzej Majka: Mimowolnie stałem się ekspertem od przypraw, ale to nie jest tak, że już nic mnie nie potrafi zaskoczyć. Każda podróż to dla mnie nowe doznania
Katarzyna Kachel

Za granicą odwiedzam bazary i cmentarze. To punkty obowiązkowe; miejsca, gdzie poznaję ludzi i tradycję - mówi Jędrzej Majka, podróżnik z Krakowa, dziennikarz, autor książki „Podróże za smakiem, czyli jak przyprawy zmieniają świat”.

Znajomi przywożą ci z podróży pieprz?

Tak, i to kilogramami. Ale nie tylko pieprz. Kiedy tylko wyruszają za granicę, pytają, jakie przyprawy się z tego bądź innego miejsca przywozi. Mimowolnie stałem się ekspertem od ziół, owoców i korzeni. Nie jest jednak tak, że przez to „eksperctwo” nic nie potrafi mnie zaskoczyć. Tak było na przykład w Indonezji, dokładnie na wyspie Jawa, gdzie na targu moją uwagę przykuł malutki pieprz z ogonkami.

Jak plemniki?

Faktycznie tak go opisuję. Sprzedawca dopadł mnie i krzyczał: bierz! To wyjątkowa przyprawa. Z tą wyjątkowością różnie bywa, bo zbyt dobrze znam ja tych kiciarzy i ściemniaczy, którzy wcisną ci wszystko, używając do tego wszelkich możliwych sposobów, gierek i socjotechnik. Uwielbiam zresztą to teatrum, które jest wpisane w negocjację ceny. Kultura bazarowa jednych peszy i denerwuje, bo chcą szybko załatwić interesy i iść do domu - mnie zaś nakręca. Zawsze biorę udział w tym spektaklu, w którym słowo, grymas i choreografia ma znaczenie. Ale oprócz tego, że jesteś aktorem, figurą, to także masz wówczas jedyną szansę, by dowiedzieć się niesamowicie ciekawych historii o przyprawach, ich pochodzeniu i historii. W każdą wpisany jest los.

Co chciał ci wcisnąć tamten, jak ty to mówisz, kiciarz?

Unikatowy pieprz, który jest do zdobycia wyłącznie na Jawie. Kupiłem go trochę, z pewną dozą niedowierzania, przywiozłem do Krakowa, dodałem go nawet do jakiejś potrawy. Średnio mi smakował, bo był dość ostry, odstawiłem go więc i tak sobie stał w kuchni w słoiczku. Czekał cierpliwie do czasu, kiedy siadłem do pisania tej książki, zagłębiając się w pieprzu po same uszy. Tak trafiłem na teksty o mnogości pieprzowych gatunków, cenach, które dziś wydają się niewyobrażalne, o wojnach, które się o niego toczyły. Wyobraź sobie, że były takie czasy, kiedy waga złota była równoważna z wagą pieprzu, dlatego nazywano go czarnym złotem. I nagle czytam o bardzo wyjątkowej odmianie, popularnej do XVII wieku w Europie - pieprzu kubeba, zwanego ogoniastym, który pochodzi z Indonezji, z wyspy Jawa.

Pobiegłeś do słoiczka?

Najpierw do internetu, potem do szafki kuchennej i tak oto trzymałem w ręku ten wyjątkowo cenny okaz. Od tego momentu przeznaczam go tylko dla najlepszych gości. To prawdziwy rarytas, który nagle zyskał piękną opowieść. Niesamowite, że nasze praprababki używały go w kuchni, a decyzja biznesowo-handlowa sprawiła, że zniknął doszczętnie z naszego rynku. W XVII wieku król Portugalii, który handlował czarnym pieprzem z Indii, zabronił bowiem sprzedaży tegoż z Indonezji, aby utrzymać wyższą cenę swojego. Za małym ziarenkiem kupionym gdzieś na bazarze kryje się wielka historia.

Pozostało jeszcze 81% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Katarzyna Kachel

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.