Rafał to wojownik, który zagrał na nosie lekarzom

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banaś
Katarzyna Kachel

Rafał to wojownik, który zagrał na nosie lekarzom

Katarzyna Kachel

Czasami to tylko jeden moment, a zmienia nasze życie na zawsze. Dla Rafała takim momentem była zwykła podwózka do domu. Wsiadł do samochodu kuzyna, a potem długo się nie budził. Jego rodzice słyszeli tylko, że muszą się przygotować na najgorsze. Nie chcieli, ale i on nie chciał. Dziś po długiej rehabilitacji może chodzić. Jeszcze niesamodzielnie, ale jest coraz lepiej. I może mówić, choć każdego słowa musiał nauczyć się od samego początku. Dlatego sam opowiada swoją historię.

Ludzie zwykle nie doceniają tego, co zwyczajne. Tego, co mają. Pracy, rodziny, małych przyjemności. Lubią narzekać, bo przecież zawsze coś jest nie tak, czegoś im brakuje. Ale Rafał doceniał. Był szczęśliwym człowiekiem. Miał dziewczynę, planowali ślub, miał pracę i trąbkę. Trąbka była ważna, bo kochał grać, ale wtedy jeszcze nie przypuszczał, że za jakiś czas stanie się dla niego jeszcze ważniejsza.

Ten dzień pamięta dobrze, choć przecież zwykle wolałoby się o takich dniach zapomnieć, albo może nawet nie zapomnieć, a sprawić, by nigdy nie nadeszły. - Był 2014 rok - to wspomnienie nie przychodzi łatwo. - Wracałem do domu na nogach, kiedy zatrzymało się przy mnie auto kuzyna. Bardzo chciał mi pokazać, jak mu chodzi wóz, który właśnie stuningował. Mówiłem mu, zwolnij, zwolnij - słyszałem tylko, że jestem cykor. Chciał przykozaczyć i się nie udało. Nigdzie nie dojechaliśmy.
Potem były już tylko urywki. Wyrwane kadry, strzępki. Drugi samochód, który nagle się pojawił i z całą siłą uderzył w Rafała, w prawą stronę - tam, gdzie miejsce pasażera. Pozostali wyszli z dramatycznej kolizji bez szwanku, jakieś odrapania, stłuczenia.
On nie.

Walka

Łatwiej byłoby opowiedzieć, czego nie miał uszkodzonego niż to, co przestało działać. - Lekarze powiedzieli, że gdybym nie grał na trąbce, to bym nie przeżył - mówi. Dlatego obiecał sobie, że będzie grać, tak jak się to mówi, do końca świata i dzień dłużej. Ale tę obietnicę złożył dużo, dużo później, kiedy postanowił otworzyć oczy. Wcześniej rodzice Rafała słyszeli niemal codziennie, że mają się przygotować na najgorsze, w najlepszym wypadku będzie przykuty do łóżka. Roślina. Rafał: - Kiedy przyjechaliśmy do szpitala dwa lata temu, ordynator przeprosił za te słowa mojego tatę.
Nie budził się przez cztery miesiące, a potem został ze szpitala wypisany. W stanie wegetatywnym. Nikt nie chciał go przyjąć, bo przecież „nie rokuje”. Cień nadziei pojawił się, kiedy zgodziło się nim zająć Polskie Centrum Rehabilitacji Funkcjonalnej VOTUM. Tam po raz pierwszy otworzył oczy.
- Wówczas nikt z zespołu PCRF jeszcze nie wiedział, że wraz z pierwszym spojrzeniem Rafała rodzi się kolejny rozdział historii placówki - mówi Małgorzata Rodzeń, dyrektorka Rehabilitacji PCRF. - To właśnie Rafał, jego wola życia, jego potencjał dodał wszystkim fizjoterapeutom wiary w to, że to, co robią, ma sens. Że nadzieja jest zawsze, nawet wtedy, kiedy czasami się ją traci. Wybudzenie Rafała ze śpiączki było wielką radością, uskrzydlającą nie tylko najbliższych, ale i cały personel. Jednak nikt jeszcze wtedy nie wiedział, że droga do samodzielności wybudzonego Rafała jest jeszcze bardzo długa, żmudna, kosztowna i pełna wyrzeczeń. Dla wszystkich.
Te pierwsze miesiące nie były łatwe. Budził się zły, niepogodzony, pytał dlaczego właśnie on. Ślub się nie odbył, znajomi go opuścili, nawet ci, których kochał najbardziej. Dostawał cios za ciosem. Pieniędzy z odszkodowania nie otrzymał do dziś. Zostali rodzice, najbliższa rodzina, paru kolegów i trąbka. Miał ją przy sobie od pierwszego dnia rehabilitacji. Przyciskał do ust i próbował wydawać pojedyncze dźwięki; najpierw nieśmiałe, potem coraz mocniejsze. Dziś trąbi całkiem nieźle.

Rafał, ogarnij się

Gdyby napisać o Rafale, że jest silny, to jakby nie napisać nic. Bo w końcu przyszedł taki moment, że postanowił sobie, lekarzom i całemu światu udowodnić, że stanie na nogi, że pokaże, jaki z niego wojownik. Ale żeby z takiego stanu, w którym się znalazł zrobić pierwszy krok, musiały minąć miesiące, kolejne lata. I w każdym dniu tego miesiąca i roku trzeba było ćwiczyć codziennie. Zmuszać się do wstawania, do ciężkiej, godzinnej pracy.
Śmieje się, że jest robocopem, bo tyle w nim szwów, blizn i miejsc po rurkach. To tworzy niezły pancerz, ale przecież bywały dni, kiedy wcale nie czuł się mocny, kiedy było gorzej. Tym bardziej że wszystkiego, od jedzenia, siadania, mówienia, trzeba się było uczyć od początku, niczym od dnia urodzenia.

Mówi, że najtrudniejsza była głowa, to nad nią trzeba najwięcej pracować. Kiedy czasami nie działa, przyjaciółka Rafała mówi mu: Rafał ogarnij się. To taki wielki kop w tyłek. - Wtedy zaczynam ćwiczyć, nad rękami, nad chodem. Z chodzeniem faktycznie jest najgorzej - przyznaje. - Sam mogę zrobić kilka kroków, ale do biegania daleko. Mam balkonik, bez niego jeszcze się boję poruszać. Bo się jeszcze nie daj boże przewrócę i będzie większe kuku.
Codziennie przyjeżdża spod Krakowa na rehabilitacje do Polskiego Centrum Rehabilitacji Funkcjonalnej VOTUM. Przywozi go tata i czeka. Taki rytm dnia wyznacza mu życie od sześciu lat. Tak będzie do momentu, kiedy stanie wreszcie na nogi i pójdzie sam. Weźmie wtedy trąbkę do lasu, by na niej pograć. A może nawet do tego lasu pobiegnie. - Kiedyś miałem wszystko, byłem szczęśliwym człowiek. W jednej chwili to straciłem, zostało mi to odebrane. Wiem, że muszę iść do przodu, ale wciąż trudno mi pogodzić się z tym, co się stało. Zapomnę, kiedy odrzucę balkonik i zagram hejnał z wieży Mariackiej. Żeby to zrobić, muszę być w dobrym stanie, bo przecież trzeba tam pokonać te wszystkie schody - śmieje się. - Mam wiele schodów do przejścia, te są tylko jednymi z nich.

MOŻEMY POMÓC

Rafał Arcyz musi się codziennie rehabilitować. Pieniędzy z odszkodowania wciąż nie dostał. Środki zebrane przez Fundację działającą przy Polskim Centrum Rehabilitacji Funkcjonalnej VOTUM się kończą. Możemy wesprzeć Rafała w jego walce o powrót do sprawności.
Podajemy numer konta:
FUNDACJA VOTUM
organizacja pożytku publicznego
KRS: 0000272272
nr konta: 32 1500 1067 1210 6008 3182 0000
z dopiskiem: DLA RAFAŁA ARCYZA

Katarzyna Kachel

Komentarze

2
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Jan Sochalski

Dlaczego tytuł "lekarzom zagrał na nosie". Czy nie można napisać innego tytułu ?

54agkwiecinska

Byłam jedną z pierwszych pacjentek VOTUM, też po wypadku, postawili mnie na nogi. Bardzo jestem wdzięczna za pomoc p. Pawłowi Adamkiewiczowi i wszystkim rehabilitantom za pomoc, serdeczność, troskliwość
Agnieszka

plus.polskatimes.pl

obniżka -50% na Czarny Weekend

30-dniowy dostęp do Polska Times online

10,00 20,00

Czarny weekend trwa! Do 29.11 kup prenumeratę cyfrową za połowę ceny i ciesz się dostępem do aktualnego wydania gazety bez wychodzenia z domu.

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.