Szeremietiew: Nie rozumiem polityki kadrowej MON. Brak ludzi kompetentnych jest niebezpieczny

Czytaj dalej
Fot. Piotr Smoliński
Dorota Kowalska

Szeremietiew: Nie rozumiem polityki kadrowej MON. Brak ludzi kompetentnych jest niebezpieczny

Dorota Kowalska

O stanie polskiej armii, polityce prowadzonej przez Antoniego Macierewicza i o tym, czy grozi nam konflikt zbrojny - mówi Romuald Szeremietiew, były wiceminister obrony narodowej.

Rozumie Pan to całe zamieszanie wokół wypowiedzi Ursuli von der Leyen, ministra obrony Niemiec, w niemieckim programie rozrywkowym? MON wezwało do siebie attaché obrony Niemiec, stwierdziło, że jego tłumaczenia go nie satysfakcjonują. To było naprawdę potrzebne? Nie można było załatwić tej sprawy bez takiego nadęcia?
Byłem trochę zdziwiony, dlatego że wydawało mi się, iż sprawami zagranicznymi zajmuje się minister spraw zagranicznych. Powinien reagować szef MSZ, a nie MON. Nie jestem biegły w dyplomacji, nie wiem, czy istnieje praktyka wzywania attaché wojskowych, który należy do przedstawicielstwa dyplomatycznego w danym kraju, na czele którego stoi przecież ambasador.

Z tego co wiem, takiego zwyczaju nie ma.
Jeśli nie ma takiej praktyki, tym bardziej jestem zdziwiony, że do tego doszło. Niezależnie jak oceniamy samą wypowiedź minister obrony Niemiec, podmiotem reagującym w tej sprawie powinno być MSZ.

Mówi się, że nerwowe ruchy niektórych ministrów są powodowane strachem przed planowaną rekonstrukcją rządu. Ale chyba minister Antoni Macierewicz może być spokojny, prawda? Jego dymisja nie czeka.
Nie wiem, jakie są aktualne notowania ministra Macierewicza w ośrodku decyzyjnym Prawa i Sprawiedliwości. Na ile jest akceptowana „ekstrawagancja” ministra obrony, jak to kiedyś określił Jarosław Kaczyński.

A, Pana zdaniem, to dobry minister obrony narodowej?
Mam odmienne zdanie od Macierewicza na temat tego, co się powinno robić w resorcie obrony. Uważam też, że sprawy istotne dla obronności Polski nie są realizowane. Stąd nie muszę chyba mówić, jaka jest moja ocena.

Fakty są takie: prawie 30 generałów i 300 pułkowników, świetnie wykształconych, także na Zachodzie, odeszło z armii. MON mówi o wymianie pokoleniowej. Tyle tylko że czy nie szkoda tych ludzi?
Nie rozumiem polityki kadrowej uprawianej obecnie w MON. Z jednej strony pojawiają się wśród sprzyjających ministrowi obrony polityków, publicystów opinie, że te zmiany kadrowe to oczyszczanie armii z ludzi, którym nie można ufać. Jednak z drugiej strony, gdy się przyjrzymy wyższym wojskowym, którzy odeszli, to okazuje się, że mamy do czynienia z oficerami, którzy służyli w Wojsku Polskim przez cały czas, wykonywali ważne zadania na misjach sojuszniczych, odbyli, wszyscy chyba, studia na zachodnich uczelniach wojskowych, głównie w Stanach Zjednoczonych. Minister dysponuje więc wiedzą co do ich profesjonalizmu, kompetencji i doświadczenia. Na tej podstawie trudno też ocenić ich inaczej niż jako sprawdzonych i lojalnych w stosunku do państwa polskiego.

To zapytam jeszcze raz: nie szkoda tych ludzi? Przecież zostali wykształceni także za nasze, podatników, pieniądze?
Tak, oczywiście, że szkoda. Są dwa rodzaje strat, które są bardzo trudne do odrobienia: stracony czas, bo nie da się go w żaden sposób odzyskać, a także utraceni ludzie, którzy mogliby pracować dla dobra państwa. Strata czasu, np. w przypadku modernizacji armii, skutkuje przecież fatalnie, ale brak na stanowiskach w armii ludzi kompetentnych jest również niebezpieczny.

Co Pan myśli o polityce MON związanej z zakupem sprzętu dla naszej armii? Bo ja, mówiąc szczerze, już się pogubiłam, w każdym razie z ministerstwa płyną sprzeczne sygnały. Raz słyszymy, że takie, a takie śmigłowce są nam potrzebne, innym razem - że jednak zupełnie inne. Tymczasem przez te dwa lata MON żadnego nowego sprzętu dla naszej armii nie zakupiło.
Zakup sprzętu wojskowego nie polega na tym, co ktoś ważny w MON ogłosi. W resorcie obrony są bardzo skomplikowane procedury zakupów. Najpierw muszą być określone potrzeby, następnie powstaje plan zakupów, ustala się, co kupimy wcześniej, a co później (harmonogram), określa się środki finansowe i dopiero wtedy rozpoczynają się postępowania, przetargi, bardzo to trudne i skomplikowane. Kłopot z oceną planów MON, np. na ile są one wiarygodne, jest taki, że są one tajne. Minister Macierewicz zatwierdził, chyba w październiku ubiegłego roku, zmiany w wieloletnim planie technicznej modernizacji armii. I natychmiast to utajnił. Plan, który został przejęty po poprzednikach, uległ więc korektom, ale jakim, nie wiadomo. Pojawiają się pytania, czy różne zapowiedzi zakupów ogłaszane w MON są zgodne z planem modernizacji armii, jakie są terminy realizacji, jakie przeznaczono środki, jak wygląda postęp prac - tego wszystkiego nie wiemy.

Jaką więc wizję polskiej armii ma minister Macierewicz? Pan wie? Domyśla się?

Pozostało jeszcze 71% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Dorota Kowalska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.