Tadeusz Zysk, kandydat PiS na prezydenta o Poznaniu

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Dembiński
Karolina Koziolek

Tadeusz Zysk, kandydat PiS na prezydenta o Poznaniu

Karolina Koziolek

Przypomina mi się biblijna opowieść o talentach. Poznań jest tym bohaterem, który otrzymał talenty i je zakopał. Największa kara spotka Jaśkowiaka za niepomnażanie talentów - mówi Tadeusz Zysk, kandydat PiS na prezydenta miasta

Dlaczego Jarosław Kaczyński postawił na Pana i to Pan będzie reprezentować Prawo i Sprawiedliwość w najbliższych wyborach samorządowych?

Z Jarosławem Kaczyńskim odczuwam podobieństwo w sposobie myślenia o państwie, gospodarce i Polsce, czuję sporo sympatii od niego. Ten fundament dała nam blisko dwuletnia praca nad książką - jego autobiografią - która zaczęła się w 2014 r. Bywały dni, kiedy rozmawialiśmy po 8, 10 godzin na dobę. Od południa do godzin późnonocnych. Książka była pretekstem do rozmów o naszym życiu, Polsce i świecie. Chyba mogę tak powiedzieć, że Jarosław Kaczyński polubił mnie i w jakiś sposób poznał. Wydaje mi się, że ważną rolę gra u niego zaufanie do ludzi, na tym buduje politykę. Sądzę, że do mnie je ma. Podzielamy też pogląd, że od początku transformacji Poz-nań nie miał dobrego gospodarza.

Tadeusz Zysk, kandydat PiS na prezydenta
Grzegorz Dembiński Tadeusz Zysk: Rozmawiałem z Ryszardem Grobelnym niedawno i powiedziałem mu, że był dobrym zarządzającym, ale na pewno nie był prezydentem miasta

Ryszard Grobelny, zdaniem Kaczyńskiego, nie był dobry?

Na to wychodzi. Rozmawiałem z Ryszardem Grobelnym niedawno i powiedziałem mu, że był dobrym zarządzającym, ale na pewno nie był prezydentem miasta. Nie był żeglarzem, jak mawiał prof. Łazuga, kimś, kto narzuca innym wizję, kierunek. Poznań trzeba rozumieć.

Polska zawsze patrzy na Poznań. Jeśli coś uda się w Poznaniu, to uda się w reszcie kraju. Jeśli coś w Poznaniu nie wyjdzie, to i gdzie indziej nie wyjdzie.

W tym sensie na władzach Poznania ciąży pewien obowiązek. To pewne dziedzictwo, które sięga do początków państwa polskiego.

Pan sądzi, że rozumie Poznań?

Tak sądzę. Poznań w latach 90. sobie odpuścił. Miasto się degraduje, wyludnia. Wybitny ekonomista prof. Bohdan Gruchman, były rektor Uniwersytetu Ekonomicznego, mówił na początku lat 90., że Poznań zdeklasuje Wrocław, że to, co najlepsze, będzie w Poznaniu. Jednak cofamy się względem Wrocławia. Profesor mówił o naszym potencjale, nadziejach. One zostały zaprzepaszczone. W Poznaniu się nie udało. Ale pozostali ludzie, ich potencjał i możliwości i najwyższa pora, by to wykorzystać.

Pan chce być jak Donald Trump, który obiecał, że Ameryka będzie znowu wielka?

No, dlaczego nie, ale do Trumpa bym się raczej nie porównywał. Prędzej do Andrzeja Dudy.

Duda uchodzi za człowieka bez charakteru.

Mnie go nie brakuje. W jego przypadku mało kto wierzył w jego końcowy sukces, a został prezydentem.

Chwalił się Pan, że Jarosław Kaczyński dał Panu wolną rękę w doborze wiceprezydentów, jeśli zostanie Pan wybrany. Będzie zgoda na wiceprezydenta z lewicy, np. Tomasza Lewandowskiego?

Będę rozmawiał z każdym, komu leży na sercu dobro Poznania. A czy Lewandowski? Nie znam go. Musiałbym z nim porozmawiać.

Czy zostawiłby Pan wiceprezydenta Macieja Wudarskiego, by dalej realizował politykę transportową w mieście?

Absolutnie nie, to co dzieje się w Poznaniu, to tragedia. Oczywiście idea uspokojenia ruchu jest bardzo dobra, ale poznaniacy negatywnie oceniają jej realizację. Komunikacyjne udrożnienie Poznania nie jest możliwe bez współpracy z władzami centralnymi.

Prezydent Jacek Jaśkowiak nie ma sukcesów ani w pozyskiwaniu pieniędzy z Unii Europejskiej, ani z budżetu centralnego. Nam potrzebne są pieniądze na budowę pierwszej i drugiej ramy komunikacyjnej, które pozwoliłyby wyprowadzić ruch samochodowy ze Starego Miasta.

Trzeba rozbudować sprawny transport publiczny. Gdy ktoś chce zapytać, za co te inwestycje, niech odpowiedzi szuka u ministra Mateusza Morawieckiego i Jacka Majchrowskiego, prezydenta Krakowa. Prezydent z SLD ustalił z ministrem z PiS, że Kraków otrzyma 3 miliardy złotych na wyprowadzenie ruchu z centrum miasta.

W Poznaniu wiele się dzieje, na Starym Mieście wprowadzana jest Strefa Tempo 30, uspokajanie ruchu trwa na Jeżycach, zaraz zacznie się na Wildzie. Jakie Pan ma propozycje dla tych dzielnic?

Chciałbym przede wszystkim porozmawiać z ich mieszkańcami, jak sobie wyobrażają zmiany. Wiem, że mają samochody, ale też chcą mieć dokąd chodzić na spacer z psami. Nie można ludziom zakazać jeździć samochodami i parkować przed domem. W rodzinie mamy trzy samochody, bo w naszej okolicy nie ma sprawnej komunikacji miejskiej. Z chęcią byśmy zrezygnowali z tych kilku samochodów, gdyby działała np. kolej metropolitalna, która przewoziłaby mieszkańców w godzinach szczytu w kilka minut z np. z Woli czy Naramowic do Śródmieścia.

Jacek Jaśkowiak uważa, że gminy i miasto powinny dzielić się wydatkami na oświatę i komunikację, skoro mieszkańcy powiatu korzystają z poznańskiej infrastruktury i szkół. Pan też jest tego zdania?

Podział wydatków to jakaś bzdura. Wobec tego, czy krakowskie lub warszawskie teatry mają sprawdzać dowody osobiste i nie wpuszczać poznaniaków, ponieważ nie płacą podatków w tych miastach? Przypominam, że mimo zapłacenia za bilet teatry też są przecież dotowane z miejskiej lub państwowej kasy. Droga, jaką proponuje Jacek Jaśkowiak, jest błędna. Gdyby do Poznania przyjechali uchodźcy z Syrii, pan Jaśkowiak też kazałby im płacić za szkoły?

Miejsce zamieszkania czy urodzenia nie powinno być kluczowe, tym bardziej jeśli dotyczy spraw tak podstawowych i ważnych, jak dostęp do edukacji, z ich braku rosną niepokoje społeczne.

Jacek Jaśkowiak poczynił wiele ciekawych zobowiązań. Obiecał ludziom przyjazne Stare Miasto, ożywienie Warty. Nic z tych rzeczy się nie dzieje, za to powinien się zabrać.

Tadeusz Zysk, kandydat PiS na prezydenta
Grzegorz Dembiński Przypomina mi się biblijna opowieść o talentach. Poznań jest tym bohaterem, który otrzymał talenty i je zakopał. Największa kara spotka Jaśkowiaka za niepomnażanie talentów - mówi Tadeusz Zysk, kandydat PiS na prezydenta miasta

Nad Wartą powstały przystanie, działają plaże miejskie, nad rzekę przychodzą tłumy.

Ludzie przychodzą, ale czy to zasługa władz? Nad Wartą powinny powstać bulwary na wzór Krakowa czy Warszawy. Brakuje miejsc restauracyjnych, toalet, miejsca, gdzie w sposób cywilizowany można napić się kawy. Przecież jesteśmy w XXI wieku. W Londynie czy Paryżu bulwary powstawały w XIX w. za pomocą maszyny parowej i łopaty. Obserwuję Poznań i przypomina mi się biblijna opowieść o talentach. Poznań jest tym bohaterem przypowieści, który otrzymał talenty i je zakopał. Myślę, że największa kara spotka Jaśkowiaka za niepomnażanie talentów, które ma Poznań.

Których talentów prezydent nie pomnaża?

Choćby kwestia dworca. Ja zrobię wszystko, żeby w Poznaniu powstał dworzec z prawdziwego zdarzenia. Już w tej chwili poświęcam prywatny czas na spotkania w Warszawie w tej sprawie. Ostatnio widziałam się z Andrzejem Adamczykiem, ministrem infrastruktury i budownictwa, w hotelu sejmowym. Przyszedł, choć był chory, w dresie. Działam w grupie. Jest w niej wojewoda Zbigniew Hoffman, poseł Tadeusz Dziuba oraz radny Adam Pawlik. Był z nami pan Bogdan Bresch, ekspert, legenda w dziedzinie inwestycji w kolejnictwie.

Gdybym był prezydentem Poznania, otaczałbym się właśnie fachowcami w swoich dziedzinach.

Jest olbrzymia przychylność ministra infrastruktury, olbrzymia. Pieniądze są, lecz jak to w biznesie bywa, trzeba umiejętnie przedstawić plan ich zagospodarowania, pozytywy, jakie mogą one przynieść dla Poznania.

Stale słyszymy, że rozmowy trwają, a konkretów wciąż brak.

We wrześniu zrobimy konferencję prasową, gdzie przedstawimy całościową koncepcję rozwiązań ruchu kolejowego dla Poznania. O konkrety bywa trudno, skoro prezydent miasta mówi, że wypisuje się z Polski i ogłasza wolne miasto Poznań. Rozumiem, że to jego retoryka polityczna. Jednak myślę, że gdyby Jacek Jaśkowiak poszedł na spotkanie z ministrem i wykazał się brakiem kompetencji, sytuacji by to nie polepszyło. Słyszałem o niedawnym spotkaniu Jacka Jaśkowiaka z mieszkańcami południa miasta, koło Górczyna, gdzie prezydent na każde ich pytanie odpowiadał, że musi zapoznać się z dokumentami, bo nie wie. Jest nieprzygotowany do rozmów.

Wierzy Pan, że dostanie szansę na realizację własnych pomysłów na miasto?

Poznaniacy muszą się zastanowić, czy chcą mieć dobrego gospodarza. Nawet jeśli w poglądach politycznych lub upodobaniach kulturalnych może różnić się od nich.

Jacek Jaśkowiak nie jest dobrym gospodarzem, jest politykiem, który błyskawicznie chce zrobić karierę i wyjechać do Warszawy albo za granicę. Traktuje Poznań instrumentalnie.

Dobrze pokazuje to jego ostatnie spotkanie z prezydentem Słupska - Robertem Biedroniem. Panowie rozmawiali, który z nich będzie prezydentem Polski, a nie, co zrobić dla swoich miast.

Zdaje się, że w partii nikt szczególnie nie wierzy w Pana szanse w wyborach? Bartłomiej Wróblewski w nieoficjalnych rozmowach twierdzi, że Pan nie wygra i pogrąży partię. Tadeusz Dziuba autor pomysłu, by Pan startował, sam rozpytuje, czy to na pewno pomysł dobry.

To, że we mnie wątpią w PiS-ie, mnie nie martwi. Wręcz przeciwnie, oznacza to, że nie jestem wyłącznie PiS-owskim kandydatem, że jestem kandydatem fachowcem, a nie partyjnym działaczem. Co do słów Bartłomieja Wróblewskiego powiem, że to zadziwiający człowiek. Chciałby być wszystkim, a to rzecz bardzo trudna, jeśli nie niemożliwa. Mam stałe poglądy i gdyby pani sięgnęła dwadzieścia lat wstecz, okazałoby się, że one są bardzo podobne do obecnych. W przypadku Bartka mam wrażenie, że jest inaczej, raz w prawo, raz w lewo, od bandy do bandy. Sprawia wrażenie osoby, której gdyby powiedzieć, że ma startować na starostę, startowałby, a gdyby powiedzieć, że ma lecieć na Księżyc, to by poleciał. Myślę, że jest to problem, z którym powinien się jak najszybciej uporać. Bartek powinien wiedzieć, że życie polega też na umiejętności rezygnowania z pewnych rzeczy. Bez tej umiejętności rzadko kiedy można osiągnąć sukces, a do niego nie ma skróconej drogi.

Pana kontrkandydatem wewnątrz PiS był Szymon Szynkowski. Dlaczego Kaczyński nie poparł frakcji młodych?

Szymon to młody, bardzo uzdolniony człowiek. Wiele rzeczy przed nim. W przyszłości może zostać prezydentem Poznania, jak i też pełnić jakieś inne ważne funkcje. Myślę, że ma dobrą ocenę we władzach partii. Pokazuje to fakt, że został pełnomocnikiem partii od spraw wyborów samorządowych. On, a nie kto inny.

PiS w Poznaniu nigdy nie wygrywał. Nie zastanawiał się Pan, po co Panu, uznanemu wydawcy, start w wyborach, w których nie ma szans?

Zastanawiałem się i to nawet bardzo. Cały czas jeszcze łomoce mi w głowie, czy warto podjąć działania, których może okazać się, że nie będę w stanie zrealizować, bo zabraknie legitymizacji społecznej.

Myślę jednak, że mam już taką samoocenę i jestem w takim wieku, że nie załamie to mojego oglądu siebie, jeśli nie wygram. Uszanuję wynik poznaniaków.

Poznaniowi zawdzięczam wiele w życiu osobistym i zawodowym i chciałbym, chociaż w części, mieszkańcom Poznania dać coś w zamian.

Tadeusz Zysk, kandydat PiS na prezydenta
Grzegorz Dembiński Tadeusz Zysk: Nad Wartą powinny powstać bulwary na wzór Krakowa czy Warszawy. Brakuje miejsc restauracyjnych, toalet, miejsca, gdzie w sposób cywilizowany można napić się kawy. Przecież jesteśmy w XXI wieku

Kogo widzi Pan po stronie kontrkandydatów?

Joanny Schmidt chyba już nie. Ona już nie ma szans. Nie dlatego, że zakochała się, a potem poleciała na wakacje z Ryszardem Petru, ale to, że swoim zachowaniem powiedziała poznaniakom, że ma ich w nosie, że ją interesuje wyłącznie Warszawa i kariera tam. Sytuacja jest niestabilna. Dlatego uważam, że gdyby pokazać pozna-niakom, że miasto można wyciągnąć z marazmu, to taki kandydat miałby szanse.

Ma Pan szansę na drugą turę?

Tak.

Jakie zakłada Pan poparcie?

Liczę, że mogę zdobyć w granicach 30 - 35 proc.

To byłby zaskakujący wynik. Kandydaci PiS w Poznaniu zdobywali w granicach 20 proc.

Owszem, ale nie jestem członkiem PiS-u i będę swoją ofertę adresował do wszystkich poznaniaków. Sądzę, że mam szansę. Myślę, że ściśle partyjny kandydat PiS-u zdobyłby ok. 20 proc.

Ostatnio Jarosław Kaczyński mówił, że w samolocie Tupolew 154, lecącym do Smoleńska z głową państwa, znajdowała się bomba termobaryczna. Panu również bliskie jest myślenie o zamachu?

Dwa dni po katastrofie smoleńskiej zapytano mnie w pracy, co o tym myślę. Jako były pracownik naukowy uznałem, że jest kilka hipotez, które należy brać pod uwagę. Wówczas najbardziej prawdopodobna wydawała mi się awaria maszyny. To sowiecka beznadziejna konstrukcja, bez przerwy się psująca, nie była najbezpieczniejszym środkiem transportu. Druga hipoteza to zamach, jej wykluczenie z naukowego punktu widzenia jest dla mnie trudne do zaakceptowania.

Zamach w polityce na najwyższym szczeblu po prostu jest prawdopodobny i każde państwo by taką hipotezę - oczywiście jako jedną z kilku - rozpatrywało.

Lech Kaczyński naraził się mocno Rosjanom przy okazji Gruzji. Trzecia hipoteza mówi o zaniedbaniach polskiej oraz rosyjskiej strony, którą też należy badać. Nie wiem, czy w samolocie była bomba. Teraz po siedmiu latach okazuje się, że hipoteza o zamachu nadal jest warta analizy i dla mnie wysuwa się na plan pierwszy.

Specjaliści uważają inaczej.

Myśli pani, że wyznając teorię, przedstawioną przez komisję Jerzego Millera, nabywa się automatycznie zdolność lepszego rządzenia Poznaniem? Chyba nie. Z kolei wierząc w zamach, traci się zdolność bycia kompetentnym i sprawnym menadżerem? Chyba nie. Tak jak byłem, tak i nadal jestem cenionym wydawcą niezależnie od wiary w zamach.

Jestem człowiekiem wychowanym w tradycji europejskiej, która sformułowała pojęcie adwokata diabła oraz hipotez alternatywnych. Na tym oparł się Kopernik, który powiedział, że to Ziemia krąży wokół Słońca, choć ludzie kazali stuknąć mu się w czoło. Myślę, że takie „kopernikańskie” myślenie prezentuje Antoni Macierewicz. Stawia, jak w trakcie burzy mózgów, nawet najbardziej nieprawdopodobne hipotezy. Chociaż niektórzy mogą mówić, że na pierwszy rzut oka wydają się absurdalne.

Wiele osób wypowiada się dosadnie o Antonim Macierewiczu, zarzucając mu makiawelizm, a nawet problemy psychiczne. Pan go popiera?

Wie pani co, z Macierewiczem spotkałem się kilka razy i sprawiał wrażenie osoby bardzo trzeźwej. Jestem psychologiem i nie posądzałbym go o żadne problemy natury psychicznej.

Kilka dni zanim Jarosław Kaczyński ogłosił tezę o bombie, prokuratura stwierdziła, że błąd nastąpił po stronie rosyjskich kontrolerów lotu. Mają mieć postawione zarzuty. Z obozu rządzącego płyną sprzeczne sygnały. Jak ten brak spójności wytłumaczyć?

Badane są różne hipotezy i to jest fundament każdej pracy badawczej. Różne opinie nie są problemem, a właśnie drogą do rozwiązania. Nauka opiera się na dyskusji, falsyfikacji czy negacji. Nie trzeba być uczonym, by to rozumieć. Choć faktycznie z obozu władzy słyszałem i to z ust niektórych naukowców, że hipoteza o wybuchu jest najbardziej prawdopodobna. Świadczy o tym chociażby rozrzucenie elementów samolotu w dużym promieniu. Rozum narzuca takie myślenie. Leci prezydent, leci generalicja, jest okazja, aby się ich pozbyć i po sprawie. Pamiętajmy, że samolot był remontowany w Rosji przed podróżą.

Czy w swoim wydawnictwie wydałby Pan książkę o przypadkach pedofilii w Kościele?

(Dłuższa chwila zastanowienia). Ostatnio ktoś mówił o Poznaniu jako mieście grzechu. Taką łatkę mają też Berlin czy Londyn. Było tu w Poznaniu zawsze wiele skandali homoseksualnych, pedofilskich, jeszcze przed wojną. Może w Krakowie czy Warszawie było tego mniej, a może nie mówiło się głośno o takich przypadkach. Ja bym taką książkę wydał. Nie patrząc, czy to dotyczy mojego przyjaciela, czy kogoś, kogo tylko znam. Takich spraw nie załatwia się zamiataniem pod dywan. Ale fundamentalnym warunkiem wydania książki jest jej poziom merytoryczny i solidność przyprowadzonego dowodu.

Bycie wydawcą uczy otwartości na odmienne poglądy oraz wyraźnego odróżnienia autora książki od poglądów zawartych w treści książki. Liczy się jakość, oryginalność, to co wniesie do debaty publicznej i czy to będzie ciekawe dla czytelnika. I tak właśnie widzę swoją prezydenturę.

Najważniejsi będą poznaniacy, a propozycje będę analizował pod kątem ich wartości merytorycznej, a nie poglądów poszczególnych osób.

Karolina Koziolek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.