Marcin Kasprzycki historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Tropem „Groźnego”

Drugi od prawej, z bródką, siedzi „Groźny” Fot. Archiwum IPN Drugi od prawej, z bródką, siedzi „Groźny”
Marcin Kasprzycki historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Niewielu pozostało żołnierzy powojennego zbrojnego podziemia niepodległościowego w Małopolsce, odgrywających znaczącą dowódczą rolę w walce przeciwko komunistom, o których wciąż niewiele wiemy.

Jednym z nich jest „Groźny”, dowódca 3. kompanii Zgrupowania Partyzanckiego „Błyskawica”, dowodzonego przez Józefa Kurasia „Ognia”. Od czerwca 1946 r. oddział operował w okolicach Chabówki, Raby Wyżnej i Rabki-Zdroju. Dość powiedzieć, że jeszcze w latach 80. bezpieka bezskutecznie próbowała ustalić nazwisko „Groźnego”.

Błędna tożsamość

Pierwszą tożsamość „Groźnemu” przypisano krótko po jego śmierci 9 października 1946 r., gdy żołnierze KBW znaleźli przy zwłokach dokumenty. Na ich podstawie w meldunku z przebiegu akcji w Bielance pisano, że w potyczce zginął między innymi Marian Sawarski „Groźny”. Takie personalia pojawiły się również w lokalnej prasie. Z kolei Urząd Bezpieczeństwa 10 października meldował o śmierci Mariana Sawańskiego. W innych resortowych źródłach można natrafić na kolejne przeinaczenia: Sawiański, Sawiarski, Stawarski czy Stawiarski, jednak żadne nie dotyczyło „Groźnego”. Dokumenty wystawione na jeden z wymienionych wariantów nazwiska należały do któregoś ze zlikwidowanych przez oddział osobników, podejrzewanych o współpracę z UB lub Informacją Wojskową.

Po 1990 r. w opracowaniach historycznych zaczęto pisać że „Groźny” to Henryk Głowiński, rzekomy krewny właścicieli majątku ziemskiego w Rabie Wyżnej. Ten trop także należy uznać za mało przekonujący. Gdyby tak było, ktoś z żyjących potomków rodu, na przykład uczestnik Powstania Warszawskiego Antoni Głowiński (1924--2016), rozpoznałby w nim swojego krewniaka.
„Groźny” okazał się niezwykle skuteczny w ukrywaniu swojego prawdziwego nazwiska, którego nie zdradził nawet swoim podkomendnym. Przekonali się o tym ubowcy, którzy mimo wielokrotnych przesłuchań partyzantów nie wydobyli od nich jego personaliów, ponieważ ci ich po prostu nie znali. Jednocześnie leśni z kompani mówili to, co wiedzieli o swoim dowódcy.

Według Wojciecha Frodymy „Muchy” był on dezerterem z wojska w stopniu chorążego i przybył na Podhale „zza Buga”. Ryszard Kłaput „Pomsta” zeznał, że jego dowódca to dezerter z jednostki Wojsk Ochrony Pogranicza (WOP), który pochodził „od Sanu”. „Groźny” pozostawał w szczególnie dobrych relacjach ze swoim zastępcą Antonim Wąsowiczem „Rochem” pochodzącym z Wileńszczyzny, ale nawet on nie posiadał precyzyjnych informacji na jego temat - wiedział tylko, że był rodem z okolic Stanisławowa.

Bieszczadzki trop

W drugiej połowie marca 1946 r. do oddziału „Ognia” w Gorcach dołączył kpr. Józef Szczot, który otrzymał pseudonim „Marny”. Bliższe przyjrzenie się tej postaci rzuca pewne światło na postać „Groźnego”. Otóż 9 marca 1946 r. grupa żołnierzy strażnicy WOP w Komańczy z jej dowódcą w stopniu chorążego zdezerterowała z placówki, zabierając broń i żywność. 11 marca zostali zaskoczeni przez obławę UB i MO we wsi Umieszcz (pow. Jasło). Pojmano pięciu pograniczników, którzy zeznali, że dowódca zachęcając do ucieczki, tłumaczył im, że pójdą „tworzyć nowe wojsko polskie”. Celem dezerterów miała być Sądecczyzna. Z obławy udało się wymknąć czterem żołnierzom, wśród których był dowódca strażnicy chor. Zenon Prowadzki, a także kpr. Józef Szczot, kpr. Jan Rodziński oraz st. sierż. Michał Karpiel.

Można postawić pytanie, czy Szczot „Marny”, który ostatecznie dotarł do „Ognia”, przyszedł sam, czy też towarzyszyli mu pozostali trzej pogranicznicy? W tej sprawie interesujące są zeznania Mieczysława Pyzowskiego „Żbika” z „pienińskiej” kompanii zgrupowania „Błyskawica”. Przesłuchiwany przez UB na temat partyzanta o pseudonimie „Szary”, stwierdził, że do oddziału „Ognia” dołączył on razem z „Marnym” i „Groźnym”, którego był kolegą. „Szary” posiadał stopień wojskowy starszego sierżanta, a więc był nim przypuszczalnie wspomniany Karpiel.

Czwarty z wopistów, który dotarł z nimi w Gorce, otrzymał prawdopodobnie pseudonim „Czarny”. Żaden z nich nie przeżył pobytu w zbrojnych oddziałach na Podhalu, dlatego nie było im dane ujawnić swoich personaliów lub nazwisk współtowarzyszy, z którymi zdezerterowali z Ko¬mańczy.

Postrach ubowców

Dowodzona przez „Groźnego” kompania była postrachem dla „budowniczych” nowego reżimu i ich stronników. Partyzanci uderzali w miejscach, w których spodziewali się zaskoczyć członków PPR, funkcjonariuszy UB, żołnierzy KBW, a więc na trasie Kraków-Zakopane w okolicach przełęczy Obidowa w Rdzawce oraz wzdłuż linii kolejowej Kraków-Zakopane i Nowy Targ, na stacjach w Chabówce, Rabce-Zaryte, Rabie Wyżnej i Sieniawie.

Latem 1946 r. oddział „Groźnego” przeprowadził w okolicach Rabki kilka akcji, które wywołały wśród lokalnych władz przerażenie. 15 lipca partyzanci zorganizowali zasadzkę na Obidowej w Rdzawce, gdzie wypatrywali pojazdów, w których mogli podróżować komuniści. Tego wieczoru przeczucie ich nie zawiodło. Najpierw w zatrzymanym prywatnym aucie natrafili na funkcjonariusza UB z Nowego Targu Kazimierza Domaradzkiego, którego rozstrzelali za kościołem. Kilkanaście minut później od strony Myślenic nadjechała ciężarówka, którą do Nowego Tagu wracali kolejni ubowcy: Kazimierz Jaworski i Witold Gurdek. Widząc „leśnych” otworzyli ogień, na który odpowiedzieli partyzanci. W potyczce zginął Gurdek, natomiast Jaworskiemu udało się wydostać z zasadzki i wezwać pomoc.

5 sierpnia po północy partyzanci na stacji w Sieniawie przeprowadzili spektakularną akcję rozbrojenia kilkudziesięciu żołnierzy, jadących pociągiem relacji Zakopane-Kraków. Wszystkich ich wyprowadzili na peron, zrewidowali, rozbroili z broni i amunicji oraz pozbawili mundurów zostawiając w „kalesonach, koszulach i czapkach”. Jednemu z żołnierzy, u którego znaleźli broszurę o PPR, „nagadali (…) od pachołków, zdrajców Narodu Polskiego i wybito go parę razy po twarzy”. Jak opisywał świadek zdarzenia, dowódca w stopniu chorążego z rudą brodą przemówił do nich tłumacząc, że do wojska oni nie strzelają, „a muszą oczyścić Polskę ze zdrajców” i to uczynią.

W kolejnej akcji z 13 na 14 sierpnia partyzanci wyciągnęli z pociągu na stacji Rabka-Zaryte Stefana Likusa, funkcjonariusza UB z Limanowej, i go rozstrzelali. Następnego dnia podobny los spotkał byłego szefa UB w Rabce Władysława Filipiaka, którego namierzono w tym mieście dzięki czujności współpracowników oddziału.

Oddział usuwał również symbole mające przypominać Polakom o obecności sowieckich „wyzwolicieli”. Kilkanaście minut po północy 31 lipca partyzanci wysadzili w Rabce pomnik „ku czci żołnierzom Armii Czerwonej” niszcząc go doszczętnie.

„Groźny” nie ukrywał swojego negatywnego stosunku do członków PPR, czego wyrazem były częste rekwizycje czy kary chłosty, jednak potrafił od tej reguły stosować pewne wyjątki. Tak uczynił wobec dr Izabeli Szopskiej, ponieważ opiekowała się chorymi oraz wspólnie z dr. Zdzisławem Olszewskim, dyrektorem rab¬czańskiego szpitala, udzielała wsparcia „leśnym”, przekazując im niezbędne lekarstwa i lecząc ich z chorób i urazów.

***
„Groźny” poległ 9 listopada 1946 r. w Bielance podczas obławy przeprowadzonej przez oddział KBW z Czarnego Dunajca.
Chociaż badania wciąż trwają i brakuje jeszcze kilku elementów, które pozwoliłyby postawić kropkę nad „i” w tej sprawie, wiele wskazuje na to, że dowódcą 3. kompanii ukrywającym się pod tym pseudonimem był inicjator dezercji ze strażnicy WOP w Komańczy chor. Zenon Prowadzki. Urodził się on w 1925 r. i pochodził z osady Chrobrów w powiecie łuckim (woj. wołyńskie). W 1944 r. wstąpił do 9. zapasowego pułku piechoty, w kwietniu 1945 r. otrzymał stopień chorążego WP, a od września 1945 r. był słuchaczem Oficerskiej Szkoły Łączności w Zamościu. Po jej ukończeniu, jako dowódca plutonu łączności został skierowany w listopadzie 1945 r. do 36. Komendy Odcinka podlegającej 9. Oddziału WOP w Nowym Sączu, a następnie do strażnicy w Komańczy. Czy to on spoczywa na cmentarzu w Rabce-Zdroju? Wyjaśni się to najprawdopodobniej w ciągu najbliższych kilku miesięcy.

Marcin Kasprzycki historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

robkos102

Większych bzdur o GROŹNYM nigdy nie czytałem. Temat pisany przez Kasprzyckiego wyraźnie na zamówienie. Znam to wszystko od podszewki ponieważ osobiście znałem Groźnego, zmarł w 2016 roku. W Rabce spoczywa partyzant o pseudonimie Kominiarz którego osobiście do oddziału wstawił Groźny. Na prezentowanym zdjęciu jest właśnie on. Kasprzycki pisze bzdury wydedukowane z ubeckich akt i tyle, zapomniał o jednym : żyją świadkowie wydarzeń z 1946 roku to po pierwsze, żyje następca Groźnego którego sam mianował w 2015 roku i przekazał mu wszystkie dokumenty Błyskawicy.
Kasprzycki - historyczna miernota powołująca się na Sfałszowane Dzienniki Ognia w swoich publikacjach.

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.