Władysław Kosiniak-Kamysz: Będę walczył także o wyborców PiS-u

Czytaj dalej
Fot. Karolina Misztal
Dorota Kowalska

Władysław Kosiniak-Kamysz: Będę walczył także o wyborców PiS-u

Dorota Kowalska

Powiem szczerze, nawet się ucieszyłem ze startu pana Hołowni, bo to wyrównuje stawkę po stronie opozycji. Od 2005 roku było tak, że do II tury wyborów wchodzili kandydaci dwóch największych partii: PiS i PO. Teraz jest realna szansa na przełamanie tego duopolu. Wszystko może się zdarzyć- mówi Władysław Kosiniak-Kamysz

Jak pan myśli, kto zostanie kandydatem Koalicji Obywatelskiej w wyborach prezydenckich: Małgorzata Kidawa-Błońska czy Jacek Jaśkowiak?
To wewnętrzna sprawa Platformy. Życzę im, żeby decyzję podjęli jak najszybciej. Każdego konkurenta będę traktował poważnie i z szacunkiem.

Co pan myśli o Szymonie Hołowni? To dość nietypowa kandydatura, w każdym razie ktoś spoza polityki stara się o prezydenturę.
Takie kandydatury osób nieposiadających doświadczenia politycznego już były. W poprzednich wyborach startowała telewizyjna prezenterka Magdalena Ogórek, wcześniej showman Jan Pietrzak. Mnie to nie zaskakuje, w każdych wyborach ktoś taki się pojawia.

Ale nie daje pan Hołowni zbyt dużych szans?
Uważam, że to poważna kandydatura. Już widać, że kampania będzie dobrze przygotowana, sztabowcy mają na nią pomysł. Powiem szczerze, nawet się ucieszyłem ze startu pana Hołowni, bo to wyrównuje stawkę po stronie opozycji. Od 2005 roku było tak, że do II tury wyborów wchodzili kandydaci dwóch największych partii: PiS i PO. Teraz jest realna szansa na przełamanie tego duopolu. Wszystko może się zdarzyć.

Czyli, pana zdaniem, Szymon Hołownia odbierze wyborców kandydatowi Koalicji Obywatelskiej?
Tam łowy mogą być najbardziej owocne.

Kto stoi za Szymonem Hołownią, jak pan myśli?
To wie tylko Szymon Hołownia.

Lewica wciąż nie ma swojego kandydata w tych wyborach, mówi się o Biedroniu, Zandbergu, może jakiejś kobiecie. Myśli pan, że zbyt długo się zastanawiają?
Do wyborców zostało jeszcze trochę czasu. Sytuacja jest dynamiczna. Po wyborach parlamentarnych oczekiwanie na poznanie kandydatów poszczególnych partii opozycyjnych było bardzo duże, ale też rozumiem sytuację Lewicy: zawsze, kiedy w jakiejś koalicji jest kilka ugrupowań, ich liderzy muszą dojść do porozumienia w sprawie tak ważnej jak wspólny kandydat w wyborach prezydenckich. Może też politycy Lewicy przyjęli taką strategię: większość partii opozycyjnych już się określiła, więc oni poczekają i dostosują swojego kandydata do tych, którzy zostali zgłoszeni.

W Polskim Stronnictwie Ludowym nie było żadnych prawyborów, żadnej dyskusji. Lider jest kandydatem w wyścigu do Pałacu Prezydenckiego i tyle! Taka polityka?
Nie można bać się odpowiedzialności. Za stworzenie Koalicji Polskiej w wyborach parlamentarnych, do której nie wszyscy byli przekonani, wziąłem sto procent odpowiedzialności. Wynik Koalicji był dobry, więc gratulacji nie brakowało, ale gdyby był gorszy, pewnie wiedziałbym, co należy zrobić. Nie bałem się debat, bo uważam, że trzeba ścierać się w dyskusji, bo to jest istota polityki, istota walki o zwycięstwo. Teraz też nie będę się chował za niczyimi plecami. Nie muszę czekać, aż jakiś przewodniczący czy prezes mnie wyznaczą na kandydata. Taka jest też między nami różnica, bo liderzy największych ugrupowań nie biorą odpowiedzialności na siebie.

Ostatnio PiS nie ma dobrej passy. Myśli pan, że sprawa chociażby Mariana Banasia, czy fakt, iż prezydent Duda przyjął ślubowanie od Stanisława Piotrowicza i Krystyny Pawłowicz będą miały wpływ na jego kampanię?
Wszystko, co robi dzisiaj rząd Prawa i Sprawiedliwości, obciąża Andrzeja Dudę, bo prezydent milczy. Nie słyszałem jego sprzeciwu po ogłoszeniu kandydatur Piotrowicza i Pawłowicz. To pokazuje jego gigantyczną słabość i podporządkowanie partii. Wyznaczenie Antoniego Macierewicza na marszałka seniora, przyjęcie ślubowania od Piotrowicza i Pawłowicz, wreszcie wisienka na torcie, jeśli można tak powiedzieć, czyli to, co dzieje się dzisiaj wokół Najwyższej Izby Kontroli - to wszystko będzie miało wpływ na kampanię Andrzeja Dudy. Tym bardziej, że on sam nie zajął stanowiska w tych sprawach. To niesamowita sytuacja! Od kilku tygodni obserwujemy potężny kryzys wokół bardzo ważnej instytucji państwa, jaką jest Najwyższa Izba Kontroli, a prezydent, który ma mandat pochodzący z bezpośredniego wyboru, czyli najsilniejszy ze wszystkich polityków w Polsce, nie zabiera w tej sprawie głosu, nie szuka rozwiązania tej sytuacji. To skandal. Zamiast tego wzywa się na pomoc opozycję.

Niektórzy mówią, że to specjalnie przyjęta strategia…
Milczenie?

No tak.
Strategia strusia.

Strategia polegająca na tym, żeby się trochę odciąć od kłopotów rządu.
Pan prezydent wiernie wspierał ten rząd przez cztery lata, był jego emanacją, wykonawcą poleceń prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Od tego nie da się uciec. Nie wiem, jak głęboko prezydent musiałby schować głowę w piasek… I tak wszystko widać, wszystko jest oczywiste - wiemy, po której stronie stoi Andrzej Duda.

No tak, ale w telewizji publicznej prezydent Duda się do tych kwestii nie odnosi, nie jest pokazywany w kontekście Banasia czy nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, więc może wyborcy myślą, że te sprawy go nie dotyczą?
Kropla drąży skałę. Badania pokazują, że 75 procent Polaków wie o sprawie Marian Banasia, o tym, co dzieje się w NIK. W ostatnich tygodniach ta grupa rosła. Widać, że ta sprawa nie jest obojętna dla wyborców. Gdyby była bez znaczenia, prezes Kaczyński nie wzywałby Banasia na dywanik i nie żądał jego dymisji. Wezwał, bo ta afera oddziaływuje na wyborców PiS, a tym samym na wyborców Andrzeja Dudy. Próby ucieczki od tego tematu będą się systematycznie pojawiać, ale mogą się okazać nieskuteczne. Jest coraz więcej źródeł informacji, nie da się wszystkiego ukryć, zamieść pod dywan. Oczywiście jest grupa wyborców, która czerpie wiedzę wyłącznie z telewizji publicznej, dlatego do niej chodzimy i mówimy, jaka jest rzeczywistość. Dzięki temu telewidzowie coraz częściej weryfikują kłamstwa TVP.

Tak, tylko Andrzej Duda ma taką przewagą nad pozostałymi kandydatami, że w kampanii jest właściwie od pięciu lat, a w ostatnich tygodniach przejechał całą Polskę, chwali się, że odwiedził każdy powiat.
Od czterech lat, od kiedy jestem prezesem PSL, każdego dnia, każdego tygodnia jeżdżę po Polsce. Rozmawiam z panią, wracając ze spotkania w Garwolinie, kolejnego spotkania prokampanijnego. Takich spotkań były tysiące, od zupełnie małych, kameralnych, po wielkie konwencje, w których brałem udział. Nie wystarczy tylko jeździć, trzeba z tej wiedzy, którą dostaje się w trakcie rozmów z naszymi wyborcami, uczynić swoją siłę, przełożyć to na zmiany w ustawach. Zaskakujące jest, że dopiero po pięciu latach podróżowania po Polsce, pan prezydent zorientował się, jak trudna jest sytuacja w służbie zdrowia. Pytania, co zrobił przez pięć lat, aby tę sytuację naprawić? Nie miał pojęcia ,jak jest ciężko?

Jak pan myśli, co w tej kampanii będzie kluczowe? Co może zadecydować o wyniku wyborów?

Pozostało jeszcze 58% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Dorota Kowalska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.