Z dala od cywilizacji najłatwiej sprawdzić samego siebie

Czytaj dalej
Fot. Fot. Mariusz Kapala / Gazeta Lubuska
Dorota Kowalska

Z dala od cywilizacji najłatwiej sprawdzić samego siebie

Dorota Kowalska

Harcerze na letnie obozy czekają cały rok. Są dla nich nie tylko oddechem od cywilizacji, ale też czasem zdobywania nowych umiejętności i doświadczeń. Dlatego świetnie radzą sobie w trudnych sytuacjach, ale nawałnica w Suszku ich przerosła.

To były sekundy: ciemność i potworny wiatr. Ściana deszczu. Drzewa łamały się jak zapałki i spadły na harcerskie namioty. Uciekali przed siebie, najdalej od tych drzew. Długie minuty czekali na pomoc.

10 sierpnia, godzina 23.30
Nawałnica przeszła nad wsią. Wokół absolutna ciemność i cisza. Gdzieniegdzie jeszcze kropi deszcz. Mieszkańcy wychodzą na ulicę i próbują zorientować się w sytuacji. Błyskają latarki. Drogi zawalone powalonymi drzewami, ale w jakiś naturalny sposób ludzie zaczynają zbierać się na głównym skrzyżowaniu. Wszyscy z niedowierzaniem mówią o sile burzy. Wszyscy dopytują się, czy nikt nie ucierpiał. Po paru minutach jest jasne, że mieszkańcom Lotynia nic się nie stało. Nerwowo pada pytanie: „A nasi harcerze?” Chwila ciszy. Każdemu serce podchodzi do gardła. Jeśli we wsi są takie zniszczenia, to co musi być tam nad jeziorem… Ktoś szybko rzuca: „Za 15 minut ruszamy z latarkami. Spotykamy się w tym samym miejscu.” Kilkanaście osób rozchodzi się do domu, aby się przebrać, bo wcześniej wszyscy wyszli jak spali. Trzeba założyć mocne buty i ubranie, które się nie porwie. Po 15 minutach grupa rusza: jedenastu mężczyzn i jedna kobieta. Pozostali ich żegnają i proszą, aby dawali znać, jak tylko znajdą harcerzy. Grupa migających światełek oddala się, aż w końcu gaśnie, gdy pierwsza nieformalna grupa poszukiwawcza ginie za zakrętem drogi. Grupa przedziera się przez wiatrołomy przez dwie godziny. Normalnie byli w stanie dotrzeć do obozu w ciągu 30 minut. Maksymalny wysiłek, duża dawka adrenaliny, pot czasami zalewa oczy.

11 sierpnia 2017 godzina 1:30
Udaje się. Docierają do nich. Po dwóch godzinach czekania w ciemności i chłodzie harcerze dostają coś najważniejszego - otuchę i nadzieję, że ktoś się nimi interesuje, że ktoś zaraz ich stamtąd zabierze. Dowiadują się, że z większością harcerzy wszystko OK. Wszyscy mają jedną myśl: to cud, że prawie wszyscy są w bardzo dobrym stanie. Trwają poszukiwania jeszcze jednej osoby. Natychmiast się włączają i zaczynają przeczesywać las na równi z instruktorami. To właśnie ktoś z mieszkańców odnajduje ostatnią osobę. Niestety nie można już jej pomóc…
- to relacja z tego, co działo się na obozie harcerskim w Suszku zamieszczona na stronach internetowych Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej.

Obóz został zatwierdzony w Kuratorium Oświaty zgodnie ze wszystkimi obowiązującymi przepisami. Kadrę stanowili wychowawcy posiadający odpowiednie uprawnienia do pełnienia funkcji wychowawczych. Harcerze doskonale wiedzieli, jak reagować w sytuacjach ekstremalnych - uciekali do młodnika, niektórzy wskakiwali do wody. Kilka dni wcześniej ćwiczyli, jak zachować się w razie nawałnic, czy trąby powietrznej. A jednak sytuacja ich przerosła. Dwie nastoletnie harcerski zginęły przywalone drzewami, kilkanaście osób zostało rannych.

- Sytuacja pogodowa nie narastała, to było coś gwałtownego. Moment od dwóch pierwszych kropli deszczu do łamania się drzew trwał około 2 minut. Samo przebiegnięcie się po ciemnych namiotach, gdzie dzieciaki śpią zakutane w śpiworach, i trzeba je obudzić oraz wytłumaczyć, co się dzieje, chwilę trwa - tłumaczy w rozmowie z Radiem Gdańsk harcmistrz Robert Kowalski, naczelnik ZHR.- To co się dało zrobić, zostało według mnie zrobione w odpowiedni sposób. Niestety, zaważyła tutaj szybkość działania kataklizmu - dodał.

Letnie obozy harcerzy są już tradycją i ważną częścią harcerskiego życia, harcerze czekają i przygotowują się do nich właściwie cały rok. Te trzy tygodniowe, czasami miesięczne wypady w oddalone od cywilizacji miejsca spełniają niesłychanie istotną rolę, są też esencją samego harcerstwa.

- Bardzo istotne jest w nich obcowanie z przyrodą. Letnie obozy uczą odpowiedzialności, samodzielności, współpracy i współdziałania - mówi Barbara Sobieska, rzecznik prasowy Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. - Cały czas na pierwszym planie jest prawo harcerskie, przyrzecznie harcerskie. Harcerz jest bratem. To było widać także podczas obozu w Suszku i tej tragedii, która tam się wydarzyła. Harcerze, mimo odniesionych ran, pomagali sobie nawzajem, wynosili na plecach rannych - tłumaczy Barbara Sobieski i drży jej głos, bo, jak mówi, emocje wciąż są ogromne.

Te obozy uczą prawdziwego życia i prawdziwych międzyludzkich relacji. Bez telefonów komórkowych, Facebooka, Twittera, innych portali społecznościowych młodzi ludzie rozmawiają tutaj ze sobą twarzą w twarz.

Martyna, Julia, Ola - trzy przyjaciółki. Trzymają się razem od szkoły podstawowej, w tym roku zdają maturę.

Martyna: Na początku harcerstwo było dla mnie czymś nieznanym i intrygującym. Spontanicznie razem z koleżankami postanowiłyśmy stać się częścią tej grupy i spróbować czegoś nowego. I szczerze przyznam, że nie żałuje tej decyzji.

Julia: Często zastanawiamy się: „Co by był gdyby?” i u mnie zawsze pojawia się takie pytanie, gdy myślę o harcerstwie. Co by było gdyby nie taka przygoda w moim życiu? Dla mnie odpowiedz jest jasna: nie byłoby takie same. Gdyby koleżanka nie opowiadała mi o tych wszystkich zbiorkach, nie poszłabym do zuchów, a później nie zostałabym harcerką.

Ola: Poszłam na pierwszą zbiórkę z ciekawości. Dziewczyny mnie namówiły. I to była jedna z lepszych decyzji w moim życiu.

„Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej to wspólnota przyjaciół - dzieci, młodzieży i dorosłych, która w oparciu o wartości chrześcijańskie, poprzez przykład własny instruktorek i instruktorów harcerskich, pracę nad sobą, służbę, przygodę oraz inne elementy metody harcerskiej wychowuje człowieka pełnego radości życia, odpowiedzialnego za Polskę i gotowego podjąć wyzwania współczesności” - to misja Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej.

Zbiórki odbywają się zazwyczaj raz w tygodniu. W czasie roku szkolnego organizowane są wyjazdy na biwaki, różnego rodzaju biegi na orientację, ćwiczenia.

Ola: Będąc w harcerstwie cały czas się doskonaliłyśmy. Zdobywałyśmy kolejne sprawności, kolejne umiejętności. Na początku oczywiście chodziłyśmy na zbiórki, ale z czasem same stałyśmy się odpowiedzialne za ich przebieg, a jako zastępowe, podzastępowe, przyboczne czy drużynowe same je organizowałyśmy.

Julia: Mama zawsze powtarzała, że to, iż wstąpiłam do drużyny nauczyło mnie odpowiedzialności, nie tylko za siebie, ale także za innych. Ponieważ działamy jak taki łańcuszek, w którym na początku to my czujemy sie zagubieni, nowi, ale wciąż idziemy do przodu, stajemy się zastępowymi, przybocznymi czy drużynowymi i w pewnym momencie zaczynamy się opiekować innymi.

Harcerze angażują się w wiele akcji, prężnie działają w wolontariacie. Podczas Światowych Dni Młodzieży ZHR był największą formacją zabezpieczenia medycznego, poza pogotowiem ratunkowym. Związek wystawi w ramach Harcerskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (HOPR) 250 patroli pieszych i punktów medycznych, w których pracowało 1000 wolontariuszy. Działają na wielu polach. W ramach Akcji Paczka jeżdżą na byłe Kresy Rzeczypospolitej. Z darów, które zbiera ponad 700 harcerzy w polskich parafiach przygotowują ponad 2000 paczek, które potem, w okresie przedświątecznym zawożą piętnastoma autokarami na Litwę, Łotwę, Białoruś i Ukrainę. Tam, we współpracy z miejscowymi harcerzami bądź polską organizacją działającą na danym terenie, osobiście roznoszą paczki do osób najbardziej potrzebujących - starszych, chorych, rodzin wielodzietnych znajdujących się w trudnej sytuacji ekonomicznej. W domach dziecka organizują Wigilię i ze Św. Mikołajem. Ale bardzo często pomagają w małych, lokalnych społecznościach - choćby podczas maratonów, festynów, akcji sprzątania lasów czy parków.

Martyna: Harcerze i harcerki to jedna wielka rodzina. Każdy siebie nawzajem szanuje bo „Prawo harcerskie” mówi, iż każdy harcerz jest bratem, a harcerka siostrą.

Julia: Ktoś kto nigdy nie był w harcerstwie bardzo się dziwi, gdy słyszy, że istnieje coś takiego jak „Prawo Harcerskie”. Mimo, że brzmi to dość poważnie, to są tak naprawdę zasady, których powinien przestrzegać każdy. „Prawo Harcerskie” podpowiada jak postępować w stosunku do bliźniego, zachęca do bycia pogodnym, do miłowania przyrody, a przede wszystkim do służby ojczyźnie, którą można wypełnić na wiele sposobów.

Martyna: „Prawo Harcerskie” uczy bycia dobrą osobą. Wskazuje na to, co jest dobre moralnie, a co nie. Nadaje ono cele, do których każdy członek harcerstwa dąży. Stajemy się dzięki niemu ludźmi lepszymi niż byliśmy kiedyś i te harcerskie zasady zostają z nami na długo. Tak samo jak wspomnienia. Czasem powracam myślami do chwil, gdy w ciepły dzień wrzucano mnie do chłodnego jeziora lub gdy patrzyłam w czarne niebo, oświetlone gęsto gwiazdami albo chłonęłam zapach lasu sosnowego wczesnym rankiem. Tego się nie zapomina. To zostanie na zawsze ze mną.

Dziewczyny mają rację, „Prawo harcerskie”, to zbiór zasad, których przestrzegać powinien każdy. Reguły harcerskiej gry są proste:

1. Harcerz służy Bogu i Polsce i sumiennie spełnia swoje obowiązki.

2. Na słowie harcerza polegaj jak na Zawiszy.

3. Harcerz jest pożyteczny i niesie pomoc bliźnim.

4. Harcerz w każdym widzi bliźniego, a za brata uważa każdego innego harcerza.

5. Harcerz postępuje po rycersku.

6. Harcerz miłuje przyrodę i stara się ją poznać.

7. Harcerz jest karny i posłuszny rodzicom i wszystkim swoim przełożonym.

8. Harcerz jest zawsze pogodny.

9. Harcerz jest oszczędny i ofiarny.

10. Harcerz jest czysty w myśli, mowie i uczynkach, nie pali tytoniu i nie pije napojów alkoholowych.

Julia: Najlepsze wspomnienia? Nie wiem, czy znajdzie się harcerz, który nie powie, że obozy. Trudno to opisać, ale zawsze, gdy rozmawiamy o tym z koleżankami mówimy, że po prostu tam tworzy się zupełnie inny świat, co jest niesamowite. Przez miesiąc jesteśmy wystawiani na wiele prób. Musimy pokazać odwagę, na nocnych wartach, spryt na podchodach, wiedzę na temat historii podczas gier i zdobywania stopni. Ale najwspanialsze jest to, że odkrywamy siebie, odkrywamy to co lubimy. A żeby było milej i ciekawiej nie brakuje w tym świecie ploteczek, a nawet historii miłosnych i to wszystko w lesie! Bez telefonów, komputerów i Internetu, tam wystarczają tylko ludzie i przyroda.

To jedno z założeń letnich obozów - mają być chwilą oddechu od cywilizacji. Najmłodsi harcerze w ogóle nie zabierają ze sobą telefonów komórkowych. Ich rodzice mogą do nich dzwonić w określonych godzinach na telefony zastępowych, bo kadra ma kontakt ze światem. Zresztą, bardzo często obozy organizowane są w miejscach, w których jest słaby zasięg, albo nie ma go wcale. Zero telewizji, zero komputera.

Ola: Na początku, to szok, także dla naszych rodziców. Ale to kwestia przyzwyczajenia, po pewnym czasie przestaje nam na obozach brakować cywilizacji. Inna rzecz, że mamy sporo zajęć, czas jest wypełniony, więc nie ma nawet czasu buszować w sieci.

Martyna: Najlepiej z całej mojej harcerskiej kariery wspominam właśnie obozy letnie. Obozy to przyjemność, ale też stawianie sobie wyzwań, zdobywanie nowych umiejętności i sprawdzenie samego siebie w różnych sytuacjach. To spanie na łóżkach zbudowanych przez samego siebie. To ogniska i ciepła atmosfera rozśpiewanych harcerzy i harcerek. To nocne warty, podczas których każde pęknięcie gałązki lub szum drzew przyprawia o gęsią skórkę. To obcowanie z naturą i szacunek do niej. To wspólnie gotowane posiłki. To kąpiele w jeziorze i śmiech.

Julia: Wytrwałość i cierpliwość to również coś, co zdobyłam w harcerstwie, nie tylko do rożnych charakterów, z którymi czasem naprawdę trudno było współpracować i się po prostu dogadać, ale także do bardzo wyczerpujących, obozowych pionierek, gdzie tylko od nas zależy jak będziemy spali i żyli przez najbliższy miesiąc.

Starsi harcerze jadą na obóz wcześniej i budują kuchnie, zaczynają budować myjołajnie, czyli miejsce, gdzie obozowicze się myją. Potem dojeżdżają pozostali. Budują sobie łóżka, podobóz, stołówkę. Pionierka trwa około tygodnia, pięciu dni. Zdarzają się poharatane nogi, siniaki, czasami blizny do końca życia. Ale jest też ogromna satysfakcja.

Dzień na obozach jest doskonale zorganizowany: pobudka, śniadanie, apel, potem wykonywanie poszczególnych zadań. Pomagają przy gotowaniu, przygotowywaniu posiłków, w nocy pełnią warty. Obozy mają swoją obrzędowość, można by rzec - tematykę. Więc może być obóz po hasłem: „Zielarki”, albo „Indianki”. Treści harcerskie są poprzeplatane właśnie zdobywaniem umiejętności z określonej obrzędowości. Są też podczas obozów zadania specjalne.

Martyna: Dzięki harcom, czyli wyzwaniom danym harcerzowi, nauczyłam się zaradności i odpowiedzialności. Najlepiej wspominam mojego ostatniego harca, gdy autostopem musiałam udać się z koleżanką do Gdańska na lotnisko, aby wygłosić komunikat w języku angielskim. To była prawdziwa przygoda, po drodze spotkałyśmy przemiłych ludzi, którzy z ochotą nam pomogli.

Harce, to zadanie, które dostają na obozach harcerze. Są dostosowane do wieku, zainteresowań i doświadczenia poszczególnych uczestników obozu. Martyna do Gdańska jechała z obozu oddalonego od tego miasta o 100 kilometrów. Julia w tym samym czasie miała przeprowadzić wywiad z Lechem Wałęsą i udało jej się to. Ola w gdańskim komisariacie wypytała, jak przebiega typowe śledztwo. Ale to harce dla zaawansowanych. Młodsi harcerze mają na przykład pójść do najbliższej wsi i w jakimś domu z upiec gospodarzami ciasto, albo przedostać się do innego obozu i spędzić dzień z innym harcerzami.

Julia: Myślę, że harcerstwo to coś, co powinien przeżyć każdy, dlatego, że tak wyjątkowych, zwariowanych, czasem nawet z lekka dziwnych wspomnień nie zdobędzie się nigdzie indziej.

Ola: To świetny sposób na poznanie siebie, swoich słabości, ale też mocnych stron. I doskonały czas, żeby z tymi swoimi słabościami walczyć. W harcerstwie nie można udawać, w sytuacjach ekstremalnych, a takie się przecież na obozach zdarzają, każdy pokazuje swoją prawdziwą twarz.

W Suszku harcerze pomagali sobie nawzajem. Jedni ratowali innych. Wciąż pomagają. W środę w nocy do Lotynia dotarło 20 harcerzy, którzy zamiast jechać na obóz do Augustowa przyjechali usuwać wiatrołomy. - Decyzja była prosta. Niesiemy pomoc każdemu na ile jest to możliwe. Nie mamy wielkich możliwości, ale staramy się. Mamy zamiar być tutaj tyle ile będzie niezbędne. Nasza praca na razie polega na sprzątaniu po wichurze. Zmniejszamy ścinki po drzewach i przerzucamy je tam, gdzie nie będą przeszkadzać - mówi podharcm. Wiktor Maracewicz z mazowiecki chorągwi w Zalesiu.

W Rytlu w wielkie sprzątanie włączyli się z kolei harcerze z Chojnic.

- Nie jest ciężko - mówi Wojtek Niciejewski, jedenastoletni harcerz z Chojnic. - Druh drużynowy na zbiórce poprosił, aby przyjechać pomagać. Wolę być tu i pomagać, niż siedzieć w domu, albo nad jeziorem. To jest nawet fajne - dodaje.

Harcerze organizowali też gry i zabawy dla dzieci tak, aby dorośli mogli spokojnie zająć się pracą.

Ola: Ale to jest przecież istotą harcerstwa: pomaganie innym.

Współpraca: Piotr Furtak

Dorota Kowalska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.