Zamrażają ludzi po śmierci, by dać im szansę na nowe życie

Czytaj dalej
Sylwia Arlak

Zamrażają ludzi po śmierci, by dać im szansę na nowe życie

Sylwia Arlak

Niecodziennym sposobem na przedłużenie życia może być zamrożenia ciała po śmierci. To się już dzieje na naszych oczach, bo ludzie wierzą, że dożyją czasów, gdy medycyna pokona choroby, które ich zabiły i wybudzą się, by znów żyć.

Jedni marzą o jak najdłuższym życiu uprawiając sport i zdrowo się odżywiając. Inni, jak wielu bogatych ludzi z amerykańskiej Doliny Krzemowej ograniczają się do jedzenia niemal tylko specjalnych zestawów witamin. Są wreszcie i tacy, którzy zdają sobie sprawę, że najlepsza nawet dieta i styl życia nie uchronią ich przed chorobą, która bezlitośnie może zakończyć ich życie. Dlatego z nadzieją patrzą na niecodzienny sposób przedłużenia sobie życia po ... śmierci. Choć brzmi to jak scenariusz filmu science fiction to coraz więcej osób decyduje się na zamrożenie ciała, by zostać ze śpiączki wybudzonym, gdy już medycyna upora się z ich dolegliwościami i da szansę na nowe życie.

Szacuje się, że dziś już kilkaset osób czeka na pobudkę w nadziei na wyleczenie w przyszłości. By zapewnić sobie wieczność należy wysupłać nawet do 200 tys. dolarów.

Metalowe baraki, a w nich wielkie termosy z ciekłym azotem. Tam - przy obniżeniu temperatury do minus 200 stopni Celsjusza - przechowywane są ciała zmarłych ludzi. Krionika to nie fragment scenariusza science z jakiegoś filmu, a część współczesnej medycyny. Na zamrożenie ciała po śmierci miał zdecydować się m.in. słynny bejsbolista Ted Williams, aktor i pisarz Dick Clair Jones, czy również - według miejskich legend - znany producent filmowy Walt Disney. Wszystkim przyświecał jeden cel - powrócić do życia w czasach, gdy medycyna rozwinie się na tyle, by je ożywić i wyeliminować chorobę czy choroby, które doprowadziły do śmierci.

Pionierem był profesor psychologii 73- letni James Bedford. Umierający na raka nerki sam zgłosił się na ochotnika do firmy Alcor Life Extension Foundation w amerykańskiej Arizonie w 1966 roku. Dwukrotnie żonaty weteran I wojny światowej poddał się zabiegowi 12 stycznia 1967 roku. Wszystko zaplanował precyzyjnie dużo wcześniej. Kapsuła i specjalny płyn kosztowały mężczyznę kilkanaście tysięcy dolarów. Bedford nie zamierzał obciążać jednak kosztami rodziny, sam przygotował na ten cel specjalny fundusz. Na początku lat 90. pacjenta przeniesiono do nowej kapsuły i zrobiono specjalistyczne badania. Pomiary wykazały, że Bedford jest „dobrze zachowany i wydaje się być nawet znacznie młodszy niż wskazywałby na to, jego wiek.”

Wyników nie popsuły ani drobne przebarwienia na klatce piersiowej i szyi, czy smugi krwi na ustach i nosie. Bedford do dziś znajduje się w specjalnym pojemniku. I choć jego ciało jest w niemal nienaruszonym stanie, jest mało prawdopodobne, aby mózg miał pracować równie dobrze. Wszystko dlatego, że mężczyzna nie został poddany wszystkim zabiegom przygotowawczym, jakie dziś stosuje się wobec osób, które poddają się zamrażaniu.

Przypadek Bedforfa i tak opisuje się jako największy sukces firmy. Spółka przez lata zmagała się z problemami finansowymi aż w końcu była zmuszona zbudować kopułę zdolną do przechowywania kilku zbiorników z ciekłym azotem na cmentarzu poza Los Angeles. Ale to nie koniec problemów. Kiedy rodzice młodej klientki chcieli po latach zobaczyć jej ciało byli oburzeni widząc je w stanie rozkładu.

Według strony internetowej Alcor „największy kryzys w historii” spółki nastąpił jednak po śmierci Dory Kent, matki jednego z członków zarządu. 83-letnia emerytowana krawcowa zmarła w 1987 roku na zapalenie płuc. Gdy lekarze nie dawali już kobiecie żadnych szans na ocalenie, Kent trafiła do kliniki Alcor. Rada spółki postanowiła zamrozić mózg kobiety, ale sprawą zainteresował się wkrótce miejscowy koroner. Prowadząc autopsję mężczyzna orzekł: - Śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych. Szybko jednak zmienił zdanie oskarżając Alcor o morderstwo. Po serii aresztowań w spółce ostatecznie firmę oczyszczono z zarzutów. To do Alcor przybywa dziś najwięcej klientów.

Tropem Bedforda podążyli kolejni. Jednym z najpopularniejszych „zamrożonych” jest producent filmowy Walt Disney. Według nigdy niepotwierdzonych miejskich legend Amerykanin ma zostać przywrócony do życia dokładnie za 100 lat, czyli wówczas, gdy jak się oczekuje zostanie wynalezione lekarstwo na raka. Mężczyzna zmarł w 1966 roku na nowotwór płuc, dziesięć dni po swoich 65-tych urodzinach. W świecie przemysłu filmowego był znany jako nałogowy palacz. Córka filmowca wielokrotnie jednak tłumaczyła w mediach, że ojciec nigdy nie interesował się krioniką, a jego ciało zostało poddane kremacji dwa dni po jego śmierci.

Podobny los spotkał amerykańskiego producenta telewizyjnego, aktora filmowego i telewizyjnego oraz pisarza Dicka Claira Jonesa. Mężczyzna, który sam działał aktywnie w USA na rzecz prawa do zamrażania ciała po śmierci chorował na AIDS i zmarł w 1988 roku. Obudzić się w przyszłości ma też szansę słynny bejsbolista Ted Williams. Pod koniec życia zmagał się on z chorobami serca, przeszedł też udar mózgu. Przed śmiercią w 2002 roku napisał w swoim testamencie ostatnią wolę - chciał być skremowany. Na zamrożenie zdecydowały się jednak dzieci bejsbolisty.

Aby dokonać zabiegu niezbędna była więc zgoda sądowa. Dzieci przedstawiły rzekomą umowę rodziny Williamsów o pośmiertnym zamrożeniu, ale wielu przyjaciół zmarłego grzmiało - przedstawiony dokument jest podrobiony. Jak argumentowali była to zwykła kartka, na której bejsbolista złożył tylko nieświadomy tego, co czyni autograf, natomiast pozostała część została dopisana. Ostatecznie dzieciom udało się przekonać sąd, który wyraził zgodę na hibernację.

Nie sposób nie wymienić też przedstawicieli nauki, którzy poszli tym tropem. Fereidoun M. Esfandiary znany równie jako FM- 2030 przewidział, że dzięki nowoczesnej technologii ludzie będą mogli organizować wideo konferencję, czy nie ruszając się z domu zrobić zakupy. Przewidział również in vitro i globalizację. Sam skrzętnie korzystał z dobrodziejstw technologii.

- Jestem osobą z XXI wieku, która przez przypadek trafiła do XX. Bardzo tęsknię za przyszłością (…) Rok 2030 to marzenie i cel. Magiczny czas. Przestaniemy się starzeć. Każdy dostanie szansę życia wiecznego - mówił Esfandiary, filozof, pisarz, futurysta. Zmarł 70 lat na raka trzustki, miał 70 lat.

Na całym świecie jest obecnie kilkaset zamrożonych ciał i zaledwie trzy takie kliniki - wspomniany Alcor, Cryonics Institute w Michigan i KrioRus w Rosji (nazwiska rosyjskich klientów pozostają tajne). Najtańsze usługi świadczą w Rosji. Niektórzy pacjenci - podobnie jak Bedford - decydują się na zamrożenie całego ciała. Inni chcą jedynie zamrozić mózg. Za kriokonserwację mózgu zapłacimy u naszych wschodnich sąsiadów 10 tysięcy dolarów. Sześć tysięcy dolarów kosztować będzie zabieg na małym psie lub kocie. Zamrożenie całego ciała kosztuje w granicach 30 tysięcy dolarów. Dla porównania za tę samą usługę w USA zapłacimy nawet 200 tys. dolarów. - Chcę ujrzeć przyszłość, więc jedyne, co czuję to ekscytacja. Koszt jest niewielki biorąc pod uwagę to, co mogę dostać - mówiła 47-letnia Elaine Walker w rozmowie z CNBC News. Bezdzietna kobieta lata temu zdecydowała, że zamrozi swoje ciało po śmierci. Od kiedy przeczytała o możliwości zamrożenia ciała na forum, odkładała na ten cel każdego dolara.

Naukowcy są podzieleni. - Póki co nie mamy żadnego dowodu na to, że jesteśmy w stanie nitryfikować (przejście ze stanu ciekłego w stan szklisty- red.) ludzkie narządy w całości. Wiemy, że udaje się to w przypadku prostych tkanek czy naczyń krwionośnych (…) Nie wiemy czy ostatecznie nie zabijamy naszych pacjentów. Dopóki nie ożywimy kogoś zamrożonego, nie będziemy mieli pewności czy to w ogóle działa. A może cały ten pomysł to jedna wielka pomyłka? - pyta retorycznie Dayong Gao, kriobiolog z Uniwersytetu Waszyngtońskiego i dodaje rozmowie z BBC: - Ludzie mogą tylko mieć nadzieję, że wszystko zmieni się w przyszłości, ale nie ma na to żadnej gwarancji. Część z nich wiąże z zabiegami wielkie nadzieje. Igor Artjukow, biofizyk z Instytutu Biologii Starzenia, a także kierownik badań w KrioRus przekonywał w wywiadzie dla serwisu prawda.ru, że biorąc pod uwagę obecny postęp medycyny i nauki wszystko jest możliwie. Jak podkreślał mężczyzna można założyć, że już za kilkadziesiąt lat będziemy mieli dostęp do lekarstw, którymi wyleczmy dziś nieuleczalne choroby: - Może nie za 20, ale za 40 lat taka ewentualność wydaje się więcej niż prawdopodobna. Powiem więcej - byłbym wręcz zdziwiony, gdyby w przeciągu najbliższych 100 lat ludzie nie nauczyli się, w jaki sposób tego dokonać - mówił Artjukow.

Nieśmiertelność nie musi dotyczyć tylko ludzi. Właściciele zwierząt, którzy nie narzekają na brak gotówki mogą spróbować zatroszczyć się również o ich przyszłość. Absolwent Massachusetts Institute of Technologia Robert McIntyre po raz pierwszy z powodzeniem zamroził, a następnie przywrócił do życia mózg nowozelandzkiego białego królika. Naukowiec z nieskrywaną satysfakcją podkreślał, ze wszystkie synapsy zwierzaka, jego błony komórkowe i struktury wewnątrzkomórkowe zostały nienaruszone. W połowie lat 80. ubiegłego wieku firma Alcor przeprowadziła podobny test na organizmie owczarka niemieckiego o imieniu Dixie. Zwierzę uśpiono, po to, aby wypełnić jego żyły syntetyczną substancją, a na końcu na cztery godziny umieszczono je w temperaturze 4 stopni Celsjusza. Choć początkowo odnotowano wygaśnięcie wszystkich funkcji życiowych, pies obudził się zupełnie zdrowy. Kilkanaście lat później firma Bio Time Inc ze śpiączki wybudziła pawiana. I w tym przypadku mózg zwierzęcia nie został uszkodzony.

Badania te ani trochę nie pomogą jednak człowiekowi. Zwierzęta zostały bowiem zamrożone za życia, ludzie - dopiero po śmierci. W 1990 roku miała miejsce głośna sprawa sądowa Thomasa Donaldsona. 46-letni informatyk programista chory na nieoperacyjny nowotwór mózgu walczył o to, aby zwolnić z odpowiedzialności karnej osoby, które zamrożą jego mózg jeszcze przed śmiercią. Prokurator John Kalar Van de Kamp przekonał jednak sąd, że taki zabieg byłby niczym innym jak zabójstwem lub samobójstwem wspomaganym. Mózg mężczyzny zamrożono prawdopodobnie w Alcor już po tym jak choroba doszczętnie zniszczyła jego organizm.

Niedawno głośno było o chorej na raka pewnej czternastoletniej Brytyjce. Dziewczynka krótko przed śmiercią dopięła swego wygrywając batalię sądową o zamrożenie swojego ciała w Stanach Zjednoczonych. - Sądzę, że kriogeniczne zamrożenie daje mi szansę na wyleczenie i kiedyś obudzenie - nawet za setki lat - argumentowała Brytyjka, której dane do dzisiaj pozostają tajne. Jej decyzji od początku stanowczo sprzeciwiał się ojciec. - Nawet jeśli cały zabieg się powiedzie i za powiedzmy 200 lat moja córka się obudzi, może nie mieć już żadnych krewnych i niczego nie pamiętać. Ona ma jedynie 14 lat, znajdzie się w rozpaczliwej sytuacji. Zostanie całkiem sama w Stanach Zjednoczonych - przekonywał mężczyzna.

Całą procedurę przeprowadziła prywatna amerykańska firma. 37 tys. funtów zebrała rodzina dziewczynki ze strony matki. Sędzia, który odwiedził 14-latkę w szpitalu ( Brytyjka nie była w stanie pojawić się w sądzie) podkreślał, że jest to sytuacja bez precedensu. -To przykład na to, że życie stawia przez nami nowe, nieznane pytania, na które nauka musi odpowiedzieć wspólnie z prawem. Na razie nie mamy pojęcia, czy to działa. Wciąż toczy się debata na temat takiego postępowania - mówił sędzia Peter Jackson, zajmujący się tą głośną i kontrowersyjna sprawą.

Taką samą decyzję podjęła też kilka lat temu 23-letnia Amerykanka Kim Suozzi. Wykryto u niej guza mózgu, a po dokładnych badaniach okazało się, że jest on wyjątkowo złośliwy. Kiedy Suozzi dowiedziała się, że zostało jej najwyżej pół roku życia nie zaczęła spisywać testamentu. Wiedziała, że nie chce, aby jej ciało zostało pochowane, czy skremowane. - Wielu z was wie, że jestem agnostyczką. Nie mam pojęcia, co się dzieje z człowiekiem po śmierci, ale nie mam też powodów, aby myśleć, że moja świadomość będzie trwać, gdy ustaną już procesy życiowe. Jedyna rzecz, która pozwala mi teraz poczuć się lepiej to pośmiertne zamrożenie ciała. To nadzieja, że kiedyś dowiedzą się, w jaki sposób ożywiać ludzi - napisała na swoim blogu, dodając:- Technologia tak szybko idzie do przodu, że jest bardzo prawdopodobne, że za 40 lub 50 lat będziemy mogli liczyć na rozwiązania, których dziś nie jesteśmy sobie nawet w stanie wyobrazić.

Te rozwiązania dziś jeszcze niedostępne mają jedną wadę, są bardzo drogie.

Sylwia Arlak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.polskatimes.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.